Panował już zmrok. W ciemnozielonym płaszczyku przemierzała długą ulicę, gdzie prawie nikt nie pokazywał się o tej porze. Żałowała, że wybrała tak późną porę. Obawiała się o samą siebie. Trafem udało się jej dotrzeć i załatwić wszystko bez problemu. Kolejno miał nastać powrót. Przerażała ją myśl o ponownym przemierzeniu takiego dystansu. Jedynie szelest pozostałości liści na drzewach, wywołany lekkimi podmuchami wiatru oraz stukot jej kozaków na obcasie, odbijających się o chodnik zagłuszał ciszę. Rozglądała się nerwowo. Czuła czyjąś obecność. Niepokój ogarnął ją całą. Z każdą przyspieszała kroku. Puls dziewczyny wydawał się aż słyszalny przez otoczenie. Zdawała sobie sprawę z tego, że jest sama i nikt jej nie pomoże. Mentalnie przeklinała samą siebie za to jak mogła być tak nieodpowiedzialna i dać sobie samej wyjść z mieszkania. Wręcz biegła do odległej nadal kamienicy. Droga dłużyła się niemiłosiernie. Został już tylko ostatni zakręt. Brunetka w duchu dziękowała już Bogu za to, iż przetrwała. Była to niestety zbyt wczesna radość. Niespodziewanie, nie wiadomo skąd, ukazał się sportowy samochód nikogo innego jak Louis'a. Zielonooka zaczęła biec, już prawie miała klamkę od drzwi wejściowych w dłoni, gdy poczuła silne dłonie oplatające jej talię i mocne szarpnięcie w tył. Później nic nie zobaczyła, gdyż na jej głowie znalazł się worek, a kończyny oplotły mocne liny zostawiające ślady na jej kostkach oraz nadgarstkach. Trafiła do bagażnika. Cicho łkała w pewności, iż zginie obecnej wtedy nocy. Po niemal godzinie dotarli w docelowe miejsce, jakie ustalił sobie porywacz. Słyszała tylko męskie głosy. Została zabrana z bagażnika i zaniesiona w nieznane jeszcze jej miejsce. Posadzono ją na krześle. Po kilku minutach usłyszała głośny trzask drzwi. Ściągnięto z jej głowy worek, wtem mogła ujrzeć pomieszczenie w którym się znajdowała. Było to obskurne mieszkanie, jakby po pożarze. Złapała kilka szybkich oddechów, aż nareszcie natrafiła na twarz porywacza. Stał przed nią nie kto inny jak Tomlinson. Uśmiechał się zadziornie. Nachylił się nad piękną młodą kobietą.
-Mówiłem kochanie, było trzeba zostać.-Delikatnie przejechał dłonią po jej policzku. Zwinnym ruchem strąciła z siebie kończynę niebieskookiego.-Nadal niegrzeczna.-wyprostował się. Miejsce, które przed sekundą gładził, przyjęło cios przepełniony impetem.-Lubię takie.-dodał oddalając się plecami do skrępowanej osóbki. Uderzenie paliło ją jeszcze kilka sekund. Z ust pociekła jej krew.-Już mi nie uciekniesz, nawet nie miej takiej nadziei.-Znów się odezwał. Odpalił papierosa i oparł się o ścianę.-Mnie się nie zostawia, nigdy. Zadarłaś z nieodpowiednią osobą.-rzekł.-I tak masz wielkie szczęście, wiesz? Inne już dawno leżały by w grobie. Właściwie to już leżą.-zaśmiał się szyderczo. Udało mu się, ponownie wprowadził zielonooką w przerażenie.-Ale to jesteś ty. Masz cholernego farta, że jesteś takim ideałem. Piękna, seksowna, mądra...Cud natury. Zakochałem się.-Przyznał. Dla niej to wcale nie były komplementy. Z ust chłopaka wszystko brzmiało jak obelga. Miała szczerą ochotę napluć mu za to w twarz. Wszystko wydawało się chorym, popapranym filmem akcji bez happy end'u.-Dlatego też już na zawsze będziemy razem. Na zawsze.-Brzmiał jak psychopata, w sumie to nim był.-Zostaniesz moją lalunią. Będziesz już zawsze, ale to zawsze.-Podszedł do niej i chaotycznie wpił się w usta dziewczyny. W jej oczętach zebrały się łzy. Nie chciała tego, ale on dotrzymał obietnicy.
Zbudował dom, dom jak z bajki. Był piękny i elegancki. Mimo to na zewnątrz były kraty, a wokół posiadłości krążyli ochroniarze. Louis okazał się przebogatym przestępcą pierwszej klasy. Ewa była jego niewolnicą, gdyż inaczej nie da się tego nazwać. Lecz nie musiała nic robić, miał od tego ludzi. Ona po prostu miała być przy nim na każde jego zawołanie. Na początku nie chciał się mu oddawać, lecz po karach jakie dostawała już nie miała siły na więcej tortur. Jednak z czasem zrozumiała, że Louis naprawdę ją kocha. Dawał jej wszystko czego potrzebowała. Zaczęła przyzwyczajać się do takiego życia. Również poczuła coś do Lou. On powoli przekonywał się do tego, że jest grzeczna i nie chce uciekać, więc pozwalał jej wychodzić. Zabierał ją wszędzie. Choć w niewoli, to jednak w miłości została z nim na zawsze...
Hej! Oto imagin dla Ewy <3 Kochana długo mi zajęło pisanie niego i nie wiem czy jest chociaż ok, jakoś chyba mi nie wyszło. Przepraszam, następnym razem bardziej się postaram :/, chociaż teraz i tak się starałam i takie coś wyszło :(
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Mówiłem kochanie, było trzeba zostać.-Delikatnie przejechał dłonią po jej policzku. Zwinnym ruchem strąciła z siebie kończynę niebieskookiego.-Nadal niegrzeczna.-wyprostował się. Miejsce, które przed sekundą gładził, przyjęło cios przepełniony impetem.-Lubię takie.-dodał oddalając się plecami do skrępowanej osóbki. Uderzenie paliło ją jeszcze kilka sekund. Z ust pociekła jej krew.-Już mi nie uciekniesz, nawet nie miej takiej nadziei.-Znów się odezwał. Odpalił papierosa i oparł się o ścianę.-Mnie się nie zostawia, nigdy. Zadarłaś z nieodpowiednią osobą.-rzekł.-I tak masz wielkie szczęście, wiesz? Inne już dawno leżały by w grobie. Właściwie to już leżą.-zaśmiał się szyderczo. Udało mu się, ponownie wprowadził zielonooką w przerażenie.-Ale to jesteś ty. Masz cholernego farta, że jesteś takim ideałem. Piękna, seksowna, mądra...Cud natury. Zakochałem się.-Przyznał. Dla niej to wcale nie były komplementy. Z ust chłopaka wszystko brzmiało jak obelga. Miała szczerą ochotę napluć mu za to w twarz. Wszystko wydawało się chorym, popapranym filmem akcji bez happy end'u.-Dlatego też już na zawsze będziemy razem. Na zawsze.-Brzmiał jak psychopata, w sumie to nim był.-Zostaniesz moją lalunią. Będziesz już zawsze, ale to zawsze.-Podszedł do niej i chaotycznie wpił się w usta dziewczyny. W jej oczętach zebrały się łzy. Nie chciała tego, ale on dotrzymał obietnicy.
Zbudował dom, dom jak z bajki. Był piękny i elegancki. Mimo to na zewnątrz były kraty, a wokół posiadłości krążyli ochroniarze. Louis okazał się przebogatym przestępcą pierwszej klasy. Ewa była jego niewolnicą, gdyż inaczej nie da się tego nazwać. Lecz nie musiała nic robić, miał od tego ludzi. Ona po prostu miała być przy nim na każde jego zawołanie. Na początku nie chciał się mu oddawać, lecz po karach jakie dostawała już nie miała siły na więcej tortur. Jednak z czasem zrozumiała, że Louis naprawdę ją kocha. Dawał jej wszystko czego potrzebowała. Zaczęła przyzwyczajać się do takiego życia. Również poczuła coś do Lou. On powoli przekonywał się do tego, że jest grzeczna i nie chce uciekać, więc pozwalał jej wychodzić. Zabierał ją wszędzie. Choć w niewoli, to jednak w miłości została z nim na zawsze...
Hej! Oto imagin dla Ewy <3 Kochana długo mi zajęło pisanie niego i nie wiem czy jest chociaż ok, jakoś chyba mi nie wyszło. Przepraszam, następnym razem bardziej się postaram :/, chociaż teraz i tak się starałam i takie coś wyszło :(
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Awwwwww
OdpowiedzUsuńJuż muślałam, że naprawdę coś jej się stanie....
Fajnie zakończyłaś, dziękuję<3
Mój kochany pan szef!!!!<333
Dziękuję! :)
Hmm...Cieszę się, że Ci się spodobało <3
UsuńTo ja dziękuję, tęsknie za zamówieniami ;)
Moja Kochana Ewcia!!! <333
xx