środa, 23 września 2015

Imagin Marcel-Harry zamówienie

-No chodź.
-Nie chcę.-odmówiłem po raz kolejny.
-To impreza! Tam się chociaż pobawimy, a tutaj co? Kurde, człowieku...Wyśpisz się w grobie.-nalegał.
-Ale ja mam pracę domową i dużo zajęć...-Nienawidziłem go.
-Co z tego? Jak raz czegoś nie zrobisz to świat się nie zawali! Ona tam będzie, dobrze o tym wiesz...-Stosował swoją stałą śpiewkę.
-Nie ma mowy. Przestań już!-wydarłem się. Do pomieszczenia wpadła mama.
-Coś nie tak synku?-zapytała przejęta.
-Nie, nie. Jest dobrze, tylko...Tak sobie rozmawiałem z...
-Z?-Stojąc w progu skrzyżowała ręce na piersiach. Spuściłem głowę.
-Z Harry'm.-odparłem. Podeszła do mnie.
-Marcel, musisz w końcu zrozumieć, że żadnego Harry'ego nie ma. On NIE ISTNIEJE.-podkreśliła dwa ostatnie słowa.
-Ja istnieję!-odezwał się.
-Zamknij się!-warknąłem.
-Coś ty powiedział?!-Moja matula się oburzyła.
-Hahahaha.-zaśmiał się ten kretyn.
-Cicho bądź!-uciszałem go. Miał zabawę z tego, że skłócał mnie z innymi.
-Marcel.-skarciła mnie.
-Mamo, to nie tak. To nie było do ciebie...-chciałem się wytłumaczyć.
-Nie gadaj mi tu jakiś opowiastek. Nie ma żadnego Harry'ego, a ty się dziecko uspokój. Zważaj na słowa jakie kierujesz do rodzica, zapamiętaj to sobie. I żeby mi to było po raz ostatni!-nakrzyczała na mnie i z hukiem opuściła moją sypialnię. Opadłem na łóżko.
-Jesteś z siebie zadowolony?-zapytałem.
-To było zabawne, fakt.-odpowiedział. Harry to...Sam nie wiem kim on był. Po prostu go słyszałem. Czytał mi w myślach i odzywał się do mnie, tylko tyle, że nikt oprócz mnie nie mógł usłyszeć. Nie wiem jak to dokładnie działało, lecz byłem świadom jak wygląda od początku mimo, iż fizycznie go nie widziałem. Przedstawiał mi tylko swój obraz w mej głowie. Harold stanowił moje przeciwieństwo, choć posturą i wyglądem twarzy nie różniliśmy się ani krzty. Dosłownie byliśmy jak przerysowani, jeden szczegół w ciele nas podzielał...Tatuaże na rękach i klatce piersiowej Harry'ego. Miał rozproszone po całej głowie loki, zero okularów, obcisłe spodnie, koszulki utrzymane w czerni, bądź bieli, skórzane kurtki i buty. Dorastaliśmy w tym samym czasie. Znałem go od urodzenia.      Kiedy moja rodzicielka była w ciąży miała bliźniaki. Jednak w drugim miesiącu poroniła mojego, najprawdopodobniej, brata, a więc zostałem sam. Zawsze uważałem Harold'a własnie za mojego niedoszłego bliźniaka, ale skoro tylko ja go słyszałem uważałem go tylko za wytwór mojej wyobraźni. Tyle, że ten "wytwór wyobraźni" zdawał się bardzo realny. Dosłownie, żyliśmy moim życiem, ciałem i umysłem we dwoje. Nie było to łatwe ze względu na to jak się różniliśmy, ale nawet jakbyśmy byli podobni, to życie dwóch osób w jednym ciele to jednak tłok. Mimo wszystko zdążyłem się przyzwyczaić. Tylko mamie opowiedziałem o nim, ale ona z czasem przestała traktować mnie jak dziecko, tym samym zaczęła myśleć o mnie jak o wariacie. Dlatego starałem się nie komunikować z Harold'em zbyt głośno, ale mi to nie wychodziło. Karciła mnie za te rozmowy. Stwierdziła u mnie jako lekarz rozdwojenie osobowości, co dla mnie równało się to z totalną bujdą. Nie byłem szalony! Bardziej on...
-Nie cierpię cię.-przyznałem.
-Miło. Nie wiedziałem.-Z sarkazmem powiedział.
-Daj mi już spokój.-westchnąłem.-Niszczysz mi młodość.-obwiniłem go.
-Ja?!-Zdziwiony warknął.-Sam sobie rujnujesz "młodość"...Z resztą jaką cholera młodość? To jakaś emerytura jest! Nigdy się nie zabawisz, tylko siedzisz na swoim kościstym dupsku i się uczysz, albo grasz w szachy, czy sprzątasz! Jesteś nudziarzem Marcel! Słyszysz?!-darł się. Nie wiem czemu, ale po raz pierwszy zabolały mnie te słowa. Może dlatego, że ktoś kto zna mnie tak dobrze je wypowiedział? Wcześniej wiele osób mi to powtarzało, lecz to własnie Harry do mnie dotarł. Nabrałem motywacji do zmienienia czegoś w sobie.
-Dobra...-zgodziłem się.
-I do tego...!!!-Miał zamiar nadal wyrzygiwać mi jaki to nie jestem nudny, ale chyba dopiero po chwili dotarła do niego moja odpowiedź.-Co? Poważnie?-Szok bił z głosu mojego krzywego zwierciadła.
-Tak.-Wstałem.
-Co ty robisz?-ciszej wydukał.
-Zrób ze mnie siebie, dzisiaj masz kontrolę, ale nie przesadzaj. Jasne? Działaj.-nakazałem stając przed lustrem.
-Wow...-jęknął zdumiony.-Dobra, działam póki się nie rozmyślisz.-stwierdził. Nie wiem jak to się stało, ale poważnie zamieniliśmy się miejscami. Nie wiedziałem, że on hamuje się i nie wciela się we mnie. Wydało mi się to bardzo...Kochane, takie braterskie. Zostałem w tyle, kiedy on moimi kończynami szykował nas na imprezę. Moje idealnie ułożone na żel włosy roztrzepał i stworzył na głowie schludny chaos. Śmiesznie było tak stać po jego stronie. Czułem się jakbym obserwował samego siebie z perspektywy osoby trzeciej. Odbicie w lustrze coraz bardziej przypominało Harry'ego. Wyglądałem...Wyglądaliśmy świetnie. Czarne rurki, koszulka i buty prezentowały się na ciele idealnie.-Gotowe.-oznajmił.-Powiesz coś?-poprosił.
-Po raz pierwszy naprawdę cię widzę Hazz.-stwierdziłem. Na twarz sam naszedł uśmiech.
-Tak.-sprawił, że się zaśmialiśmy.-Dobra, chodź.-Ruszył. Wtedy to on nami sterował, ale też miałem panowanie nad tym co mówię. Mogłem w każdej chwili zablokować mu tą ewentualność. Powiedzmy sobie, że przeczuwałem co Harry ma zamiar rzec, wtem podejmowałem automatyczną decyzją czy pozwolę, aby zdanie ujrzało światło dzienne, czy nie. Tamtego wieczoru zrozumiałem jak ciężko musi mu być. Zrobiło mi się szkoda Harold'a. Trafiliśmy na odpowiednią ulicę. Przyznam, że wparowaliśmy z impetem. Na nasz widok wszystkim opadła szczęka. Wcale się nie dziwię. Ujrzałem ją. W myślach usłyszałem pytanie.
-Działamy?
-Tak.-odparłem. Zbliżyliśmy się do obiektu moich westchnień.
-Marcel?-Zatkało ją.
-Cześć (T.I).-przywitałem się całując jej dłoń i obróciłem dziewczynę jak w tańcu.
-To naprawdę ty?-Nie dowierzała.
-We własnej osobie.-Tym razem był to Harold.
-Zmieniłeś się.-przyznała.
-Specjalnie dla ciebie.-Porwałem ją do tańca. Czułem się wspaniale, tak lekko. Adrenalina mnie ponosiła, po raz pierwszy w moim życiu coś takiego mnie wypełniło. W pewnej chwili straciłem kontakt z Harry'm. Nie wiedziałem co się dzieje, ale nie przestawałem bawić się z (T.I). Flirt szedł mi niezwykle łatwo. A już robiłem to sam. Umówiłem się z moją wybranką na kolejny wieczór. Po powrocie do domu matka na mnie naskoczyła. Wysłuchałem jej i poszedłem do siebie. Stanąłem przed lustrem.
-Harry.-zawołałem.-Hazz.-znowu. Nie odzywał się.-Harold.-Uderzyłem w lustro. Nie wiem kiedy łzy zebrały się w moich oczach. Kiedy podniosłem na siebie wzrok zrozumiałem coś. On...On nie istnieje. On nigdy nie istniał. Był dosłownym wytworem mojej wyobraźni. Nigdy go nie było. Właściwie to był, ale tylko we mnie.Mama miała rację. To było takie smutne. Czułem się taki pusty bez niego. Bez tego wkurzającego głosu, przytyków. On we mnie wchłonął. Połączyłem ich, gdyż miałem rozdzielenie osobowości. Szukałem siebie przez całe życie, aż do tamtego momentu. Nareszcie znalazłem...Byłem kimś innym. Kimś kim zawsze chciałem się stać.
 (T.I), moja żona i matka moich dzieci. Piękna i mądra kobieta, mój ideał. A to wszystko dzięki Harry'emu. Mój brat, mój kochany brat. Zawsze będę pamiętał co dla mnie zrobił i nie będę przejmował się, że niby nie istniał. W moim sercu zostanie na zawsze...







Hej! Oto imagin dla mojego Kochanego Anonimka :) Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Starałam się ;) Miłego wieczoru Kochani ^.^ Piszcie jak się podoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. Ale EXTRA! Nie wymyśliłabym lepszego. Bardzo Ci dziękuję. Mas naprawdę wielki talent. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :3 Nie spodziewałam się :O :D Jestem mega szczęśliwa <3 To ja dziękuję <3
      Dziękuję :*
      xx

      Usuń
  2. Hehe
    Zgadzam się z Anonimkiem. Chociaż myślałam, że jednak nie zniknie.
    A może on jednak był prawdziwy i miał mu pomoż znaleźć prawdziwego Marcela?
    Bardzo piękny imagin.<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Ale mi dzisiaj motywacji laski dodajecie :D Bardzo dziękuję to prawdziwy, najsłodszy miód na moje serduszko <3
      No może, może ;) Pozostawiam każdemu wyobrażenie sobie ciągu dalszego samemu ;3
      Dziękuję jeszcze raz ^.^
      xx

      Usuń