wtorek, 22 września 2015

Imagin Niall zamówienie

-...Niall, koniec tematu.-powiedziała moja matka.
-Nie będę tam jechał, nie jestem dzieckiem!-warknąłem.
-Powiedziałam i koniec.-spokojnie powtórzyła. Jęknąłem tylko i opadłem zdenerwowany na krzesło.
Miałem dziewiętnaście lat. Od zawsze muzyka stanowiła nieoddzielny czynnik mojego życia. Grałem w zespole jako gitarzysta i jako frontman. Fakt faktem, że zmieniłem się bardzo przez trasy po kraju, ale nie było to powodem, aby wysyłać mnie na obóz "dla trudnej młodzieży". Tyle w tym było dobrego, że to również obóz muzyczny. Tylko dlatego nie walczyłem do końca. Miałem kilka tatuaży, kolczyków oraz kolorowe włosy, lecz dla mnie nie stanowiło to niczego nadzwyczajnego. Natomiast moja mama uważała to za wygląd "kryminalisty". Ogólnie stała się bardziej surowa i zaborcza od kiedy narzucono mi kuratora, przez jedną głupią bójkę z kolesiem, który, dla śmiechu, wyzywał własnie moją rodzinę, a ja postanowiłem zainterweniować. Cóż, musiałem z nią mieszkać dopóki nie skończę 21 roku życia. Kretyńskie przepisy. Po kolejnym zgarnięciu mnie przez policję z jednej z imprez, postanowiła wysłać mnie na ten głupi obóz.
Spakowała mnie i ogółem wyszykowała, kiedy ja przez pierwszy tydzień lata leżałem na sofie grając w gry. Nadszedł ten dzień. Odprowadziła mnie na miejsce zbiórki. Rozejrzałem się. Dookoła wszyscy tylko w czerni, czerwieni, szarym oraz bieli. Przybici albo aż, za weseli, jakby naćpani. To kompletnie nie był mój świat. Ja się tam wyróżniałem, tak zdecydowanie. Byłem typem imprezowicza, nie emo albo ćpuna.
-Serio?-zapytałem rozglądając się po placu.
-No już, nie przesadzaj, będzie dobrze.-Matula pogładziła mnie po plecach.
-Ta.-prychnąłem. Zaczęli wyczytywać nasze imiona. Padło na mnie. Niska blondynka ucałowała mój policzek i popchnęła mnie do autobusu. Usiadłem sam. Po czterech godzinach jazdy zatrzymaliśmy się przy jakimś ośrodku nad jeziorem. Po rozdzianiu walizek i gadkach opisującymi przepisy dali nam klucze do pokoi. Tyle dobrego, że jako jedyny miałem kwaterę solo. Tamtego wieczora mieliśmy poznać kadrę opiekunów. Zebraliśmy się na apelu. Widziałem tylko ludzi po trzydziestce, aż nareszcie...
-Ewa, nasza praktykantka moi drodzy.-Kierownik przedstawił nam ostatnią dziewczynę, której wcześniej nie zauważyłem. Była...Śliczna. Nie za wysoka, szczupła, brunetka o prostych włosach i zielonych oczach. Buzię miała taką delikatną, bez żadnej skazy. Zero makijażu. Uśmiechała się szeroko i pomachała do nas. Wyróżniała się z tłumu, ale wcześniej jej nie spostrzegłem, przez swoje zamyślenie.-...Będzie miała z wami zajęcia z gry na gitarze, fortepianie oraz będzie zawsze, aby porozmawiać o waszych problemach, jeżeli tylko będziecie chcieli. Ewo...-Mężczyzna oddał głos pięknej.
-Tak. Witam was serdecznie. Zapraszam gorąco na terapię ze mną. Spokojnie, niebawem idę na studia z psychologii i jestem w stanie wam pomóc i zaoferować profesjonalizm. Oczywiście czekam na was także na zajęciach muzycznych i jeżeli spodobają się wam lekcje w moim towarzystwie możemy wystrugać naukę śpiewu i poprawę dykcji.-wyrecytowała. Ewa jako pierwsza osoba zdobyła moją uwagę. Wydawała się radosna i promienna, zabawna, ale nie wredna. Chciałem poznać ją jako dziewczynę, nie jako instruktorkę.
Nadszedł wieczór. Akurat wypadło na ognisko ze śpiewaniem i poznawaniem siebie nawzajem. Ciekawym trafem to własnie zielonooka miała prowadzić event.
-Dobrze kochani, chciałabym, aby każdy po kolei się przedstawił.-Usiadła dokładnie naprzeciwko mnie. Zebraliśmy się w kółku, w środku palił się ogień. Spoczywaliśmy na dużych belach drzewa.-Może ja zacznę.-stwierdziła.-Jestem Ewa i mam 18 lat.-zdziwiłem się. Była młodsza ode mnie, ale mi to nie przeszkadzało.-Interesuję się muzyką, kocham także dobrą zabawę i lubię poznawać nowych ludzi i przeżywać przygody. Nie boję się niczego i bardzo się cieszę, że mogę być tutaj z wami.-Wystarczyło kilka słów dziewczyny, a już przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Cały czas na nią patrzałem. Nareszcie nadeszła moja kolej. Zwróciła na mnie uwagę.-Proszę, teraz ty.-Obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
-Mam na imię Niall, 19 lat. Kocham grać na gitarze i śpiewać w moim band'zie. Kocham adrenalinę i w sumie nawet mi się tutaj podoba.-wyrecytowałem nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
-Dziękujemy.-odparła. Widziałem jak ukradkiem spogląda na mnie cały wieczór.
Po ognisku została z tym wszystkim sama. Nie miał kto pomóc jej posprzątać. Widziałem jak próbuje przenieść ciężką skrzynkę, która wydawała się większa niż cała postura brunetki. Podbiegłem szybko i odebrałem przedmiot zielonookiej.
-Hej...Dziękuję Niall.-zachichotała i wzięła kilka butelek po soku ze stolika. Ruszyliśmy do stołówki.
-Nie chciałem, żebyś zrobiła sobie coś złego.-powiedziałem. Zadowalał mnie fakt, iż zapamiętała moje imię.
-Chyba średnio tu pasujesz.-stwierdziła.
-Też tak czuję.-zgodziłem się.
-Zdradzić ci sekret?-zaśmiała się.
-Wal śmiało.-Nie wiem czemu, ale nie umiałem powstrzymać się od uśmiechu, jaki wcześniej pojawiał się u mnie tylko po zażyciu alkoholu, a tamtej nocy nie spożyłem choćby kropli.
-Kiedyś to ja tu przyjeżdżałam co rok przez pięć lat, bo to ja należałam do "trudnej młodzieży".-Zszokowała mnie.
-Poważnie? Co takiego robiłaś?-Nie dowierzałem.
-Aaa...Stare dzieje. Kilka włamań za gówniarza, parę murali na blokach, imprezy jako nieletnia, bójki, ucieczki ze szkoły.-wymieniła imponujące wykroczenia.-Szczerze to wcale nie miałam trudnego wieku i nie chciałam tego, ale zawsze bawiło mnie irytowanie ludzi. Fakt, że teraz się tego wstydzę, ale było dużo śmiechu. Teraz robię tu jako instruktorka. Kto by pomyślał?-prychnęła.
-Niezła jesteś.-przyznałem.-Uwierz mi, że ja też taki zły nie jestem. Panuję nad sobą, ale nie chcę tracić życia na byciu grzecznym chłopczykiem. Może czasami przesadzam, ale chciałbym choć trochę się zmienić. Tylko boję się, że stanę się nudziarzem.-wyznałem. Zatrzymaliśmy się naprzeciwko siebie. Spojrzała na mnie znacząco.-Emm...Znaczy.-Doszło do mnie, ze mówiłem jak jakiś romantyk w filmie.-Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło.-Zawstydziłem się.
-Spokojnie.-Ujęła mą dłoń.-Bycie dobrym nie jest chyba takie złe.-Wspięła się na palcach i ucałowała mój polik.
-Czy to nie łamanie zasad?-zaśmiałem się.
-Może i tak, ale ja nigdy nie stanę się dobrą dziewczyną tak do końca.-Puściła mi oczko. Myślałem tylko o niej. Czułem, że się w nią wkręcam. Była idealna. Nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszej i mądrzejszej. Mimo mojej młodości, miałem przeczucie, iż to ona jest mi przeznaczona. Może to głupie, ale serce raczej nie kłamie. Każdy kolejny dzień spędzałem na "terapii" z Ewcią. Rozumiała mnie. Była pierwszą osobą tak bardzo podobną do mnie. Uwielbiałem spędzać z nią czas. Właściwie to dla mnie nie był to obóz, a "codzienne pogadanki z Ewą". Nie uczestniczyłem w żadnych zajęciach, prócz tych, jakie prowadziła ona. Dziwne, że żaden starszy instruktor nie przyłapał nas na flirtowaniu. Oh, była w tym wspaniała. Sam kilka razy złapałem się na jej przynętę. Pociągało mnie to u dziewczyny. Okazało się, że będzie studiowała nieopodal Mullingar, w miasteczku, do którego przeprowadzam się z mamą. Wspólnie stwierdziliśmy, iż to znak od niebios.
Nadszedł ostatni wieczór. Mieliśmy go spędzić na wspólnym graniu i śpiewie pod wiatą. Nie miałem zamiaru uczestniczyć w jakiś chórach z nudnymi melodiami w tle. Po za tym byłem zajęty rozmową z zielonooką pięknością.
-...A może pan Horan nam coś zagra?-zaproponował kierownik. Spojrzałem na niego, nie umiałem odczytać emocji jaką wyrażała twarz faceta.
-Dobra, ale z panną Siejca.-odparłem pewnie. Wydał się zaskoczony, co było dziwne. Serio nikt niczego nie zauważył przez te trzy tygodnie?-pytałem w myślach.
-Proszę, jak sobie życzysz, a Ewa nie ma nic przeciwko.-zgodził się.
-Masz coś przeciwko?-Zwróciłem wzrok na brunetkę z uśmiechem. Skinęła głową. Już wcześniej próbowaliśmy duetu, było cudownie, lecz tamten raz przebił wszystkie poprzednie. Było magicznie. Nie traciliśmy kontaktu wzrokowego. Nie wiem dlaczego, ale wykonaliśmy utwór Rihanna'y pt. "We found love" w wersji akustycznej. Dopasowaliśmy się idealnie. Po raz pierwszy poczułem dziwne wiercenie w brzuchu, coś jak...Nie to na pewno nie to!-karciłem się. Zatraciliśmy się w swych spojrzeniach, a z transu wybudziły nas dopiero oklaski. Grzecznie podziękowaliśmy. Około drugiej w nocy zacząłem pomagać w sprzątaniu. Szliśmy odnieść tace do stołówki, zupełnie jak pierwszej nocy.
-...Zmieniłeś się.-przyznała.-Ale na dobre.-dodała uradowana.
-Dzięki tobie.-odparłem.
-Przestań.-Choć było ciemno, to widziałem te rumieńce na polikach Ewci. Zawsze spuszczała głowę, chowając się w swoich długich włosach, abym tylko nie spostrzegł jej zawstydzenia.
-Nie bądź taka skromna i nie kryj się.-Uniosłem jej twarz, by na mnie spojrzała.-Jesteś piękna.-Z przekonaniem i czułością rzekłem. Uniosła kąciki ust promiennie.
-Nie lubię komplementów, nie umiem ich przyjmować.-zaśmiała się spuszczając wzrok, ale byłem pewny, iż to tylko przykrywka. Wcale nie wydawało się jej to zabawne, ale tak miała zamiar wybrnąć z sytuacji. Ja byłem poważny, więc ona dołączyła do mnie.
-Jesteś piękna, mądra, inteligentna, zabawna, skromna i kochana. Nigdy nie wątp w to, bo ci, którzy ci to wmawiali, to zakompleksione patałachy, które chciały, żebyś poczuła się jak oni. Ale nie możesz dawać im wygrać. Pokaż jak silną jesteś osobą. Jesteś najbardziej niesamowitą dziewczyną jaką spotkałem. Nigdy nie dogadywałem się z kimś tak jak z tobą. Ty łapiesz kontakt ze wszystkimi. Jesteś ideałem, nigdy nie myśl, że jest inaczej. I jeżeli kiedykolwiek zapomnisz o tym co ci teraz mówię, to nie ważne jak daleko będę, zadzwoń lub napisz, a powiem ci to jeszcze raz. Będę recytował ci jak cudowna jesteś do końca moich dni i jeszcze jeden kolejny. Jesteś aniołem bez skazy i nigdy nie zapominaj. Dziękuję, że po prostu jesteś.-Stała i obserwowała bacznie moje źrenice. Recytowałem z powagą i pewnością słów, które ze mnie wypływały. Wierzyłem w to co mówiłem i chciałem, aby ona także mi zaufała. Ujrzałem łzy w jej oczach, jakie zaraz zaczęły spływać po tych delikatnych policzkach. Otarłem je. Ucałowałem Ewę w czubek głowy i poszedłem dalej. Dziwnie się czułem. Nigdy nie wyrecytowałem komuś takich słów. Nigdy nie byłem aż tak szczery. To stanowiło coś nowego, lecz miłego. Nadszedł dzień. Spakowałem się. Na śniadaniu nie było zielonookiej. Nie mogłem skupić się na jedzeniu, co było czymś nieprawdopodobnym, gdyż to moja pierwsza życiowa miłość. Postanowiłem poszukać instruktorki. Po kilkunastu minutach znalazłem ją na huśtawce zawieszonej na wielkiej topoli pochylającej się nad jeziorem, co dawało prześliczny efekt, zwłaszcza w tak słoneczne dni, do jakich należał i tamten.
-Dlaczego nie na śniadanku, głodomorze?-zapytałem siadając obok niej. Wpatrywała się w przestrzeń przed sobą, aż w końcu wypowiadając pierwsze zdanie luknęła na mnie.
-Od wczoraj bez przerwy myślę o tym co powiedziałeś. Wiesz, nikt nigdy...A z resztą, nie chcę żeby zabrzmiało to banalnie. Po prostu jesteś pierwszą osoba, która skomplementowała mnie w tak miły sposób.-rzekła.
-Ej, wszystko co wyznałem stanowi szczerą prawdę. Ale proszę cię weź to sobie do serducha, mała.-poprosiłem.
-Wezmę.-spokojnie zgodziła się kiwając głową. Uśmiech Ewci był zdecydowanie bardziej radosny, inny. Cała była inna. Weselsza, jakby naprawdę widziała przez różowe okulary. Promieniała.
-Obiecujesz?-Wzruszyłem zabawnie brwiami.
-Obiecuję.-zachichotała.
-Jadę. Kiedy mnie odwiedzisz?-zapytałem przed wejściem do bus'a.
-Za osiem dni, cztery godziny, trzydzieści dwie minuty i dwanaście sekund.-odparła żartobliwie.
-Trochę długo.-przyznałem.
-Szybko minie.-pocieszyła mnie. Nie ważne co by nie powiedziała, wystarczyło mi, że stała obok.-Cieszę się, że cię poznałam. Mam nadzieję, że po powrocie nic się nie zmieni.-przyznała.
-Ja też. Nic się nie zmieni.-odpowiedziałem.
-Obiecujesz?-Powtórzyła mój wcześniejszy gest.
-Obiecuję.-zarechotałem. Przytuliłem ją do siebie mocno na pożegnanie. Wysyłała mi buziaki i machała, a mi serce pękało na myśl o tych ośmiu dobach bez Ewy.
Czekałem. Nareszcie dołączyła do mnie. I rzeczywiście. Nic się nie zmieniło. No może jeden szczegół...Jesteśmy razem. W końcu przyznałem się sam sobie, że jestem w stanie kochać kogoś bardziej od siebie samego, no cóż...Jak powiedziała zmieniłem się, własnie dzięki niej...







Hej! Jak mówiłam, post jest późno, ale jest ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Starałam się, ale nie wiem czy wyszło tak jak moja Kochana Ewcia chciała :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. ZACHĘCAM DO SKŁADANIA ZAMÓWIEŃ!!! :D

6 komentarzy:

  1. Nie żyjesz za moje nazwisko, wiedz o tym!
    xd




    A tak poza tym , to genialny! Bo po prostu cudowny.
    Niall taki buntownik i takie teksty do dziewczyny...
    Jestem pod wrażeniem!
    Wow.
    Dzięki kochana, za tego imagina!]3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przepraszam, szukałam synonimów XD Tu Ewa, tam Ewcia, brunetka, zielonooka, piękna...A co dalej? Nie miałam pomysłu :/ Przepraszam, nie chciałam źle :'(

      A po za tym to Dziękuję! BARDZO się cieszę <3
      Nie ma za co <3 To ja dziękuję <3
      xx

      Usuń
    2. Okej, tobie wybaczę <3
      Kocham<3

      Usuń
  2. Niesamowity. Niall w innej odsłonie :-) EXTRA
    Mogłabym prosić o imagina o Harrym tylko że jako Marcel? No chyba że nie będziesz mieć pomysłu to wtedy o Harrym. Jeśli można prosić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Bardzo się cieszę, że Ci się podoba <3 Miód na serce ^.^
      Oczywiście, będę się starała :3 Pozwól, że połączę obie propozycje w jedno ;) Będzie ciekawie! Już mam pomysł :D
      xoxo

      Usuń
    2. Będę czekać ;-)

      Usuń