niedziela, 25 października 2015

Imagin Lilo - zamówienie

- Jak to mamy ją wyciągnąć z paki? - pretensjonalnie zapytał Liam.
- Normalnie. Mam znajomości i wszystko załatwię, jeżeli chodzi o formalności, ale trudniejszym zadaniem jest przekonać ją żeby wybrała naszą propozycję od gnicia w więzieniu. Z resztą, z tego co wiem to bardzo zależy jej, aby wyjść na wolność - wyrecytował szef czyszcząc swoją broń.
- Kiedy? - prychnął Payne.
- Jutro po południu - odparł Tomlinson.
Louis, Liam i reszta pachołów niebieskookiego znaleźli się w więzieniu dla kobiet, w którym przesiadywał cel zbirów. Po przejściu kilku inspekcji osobistych weszli do pomieszczenia, gdzie przy długim, metalowym stole siedziała ona. Czarne jak smoła włosy, oczy tego samego koloru, dzięki soczewkom, bardzo mocny mroczny makijaż, ubrania ze skóry z łańcuchami przy kieszeniach. Sroga mina gościła na twarzy dziewczyny.
- Możesz już dzisiaj opuścić to okropne miejsce, ale jest warunek - zaczął Tomlinson. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, nadal pozostawała niewzruszona. - Mamy problem z jednym lewym handlowcem ekskluzywnych samochodów. Wchodzi na nasz rynek, psuje opinie i przede wszystkim jego świta wybija moich ludzi. Nie jesteśmy w stanie samodzielnie sobie z nim poradzić. Potrzebujemy kogoś... Doświadczonego, tak to dobre słowo. Kogoś kto będzie wiarygodny i skuteczny. Potrzebujemy ciebie - kontynuował. Ona tylko spojrzała na jego twarz czekając na dalszy ciąg. - Po tej sprawie jesteś zupełnie wolna, możesz robić co chcesz i jak chcesz. Już nam nie podlegasz - dokończył. Przeskanowała swoim chłodnym spojrzeniem postać niebieskookiego. Przez tego bezuczuciowego faceta, który zabija z zimną krwią, przeszły dreszcze. Nieco wystraszył się samego wzroku dziewczyny.
- To kobieta. Zakładam, że połowa waszej historii jest zmyślona i zapewne chodzi o coś osobistego co zaszło pomiędzy tobą, a nią. Nie chcesz oskarżeń o braku umiejętności bycia profesjonalnym. Ja mam po prostu ją załatwić, a ty przejmiesz jej interesy, bo jak znam życie coś cię z nią dalej łączy. Korzystasz na tym podwójnie, dlatego i mi zapłacisz, bo inaczej nie masz wyjścia. Przecież jestem ostatnim kołem ratunku, bo laski są dla ciebie za słabe, jeżeli chodzi o interesy i nie znasz ich za wiele. A ja jestem najbardziej znanym fachowcem, co szybko cię tu doprowadziło. Także chce pół miliona i potwierdzenia pewności, że po sprawie jestem nietykalna - odezwała się bez uczuciowo. Przejrzała cały spisek na wylot. Mężczyźni wymienili zszokowane spojrzenia. Chyba każdy z nich się wystraszył. Louis zaniemówił na dłuższą chwilę. Nie miał pojęcia jak tak szybko udało się jej rozszyfrować, skoro od trzech lat siedziała za kratkami. Starał się złożyć jakieś sensowne zdanie w głowie.
- Stoi, dostaniesz oba. Powiedz czy się zgadzasz - tylko na tyle było stać Tommo. Prychnęła rozbawiona postawą zdesperowanego gangstera.
- Niech będzie - obojętnie zgodziła się.
- Tak przy okazji - wtrącił się Payne. - w twoich wszystkich kartach brak jakichkolwiek informacji na temat twojej tożsamości. Jesteś bezimienna, nie masz dokumentów. Przyjęto tylko umowną datę urodzenia, a twoje imię nadano ci tu. Dla nas jesteś "Numer 47", ale czy możesz powiedzieć jak naprawdę się nazywasz? - naiwnie zapytał wystraszony nią Liam.
- Tak, pewnie - odpowiedziała zwracając na niego uwagę. - Dzisiaj mogę być Amanda Giggle, jutro Klara Tyson. Wybierz sobie jakieś imię, a tak mogę mieć na imię - zaśmiała się szydząc postacią ciemnookiego.
- Nieważne - przerwał Louis. - Zabieramy cię już teraz - oznajmił. Ruchem dłoni nakazał swoim pachołom wyjść. Szepnął Payn'owi, aby zawołał ochroniarzy pracujących w placówce. Został sam na sam z "Numerem 47".
- Powiedz, byliście razem czy zabiła ci kogoś ważnego? - zapytała swoim stałym tonem. Brunet wpił spojrzenie w ziemię.
- Wybierz sobie jaką opcję, a tak może być - użył jej mechanizmu obronnego. Parsknęła w odpowiedzi.
- Nie musisz być taki jak ja, później ciężko jest przestać, a tajemnice są tylko dla mocnych. Oboje wiemy, że nie jesteś taki z własnej woli i życie zmusiło cię do przestępczości. Masz jeszcze wyjście, proponuje podjąć tą decyzje. Dobrze wiesz co mam na myśli - wyrecytowała. Niebieskookiego znów zatkało. W tamtej chwili wtargnęli pracownicy więzienia i rozkuli dziewczynę. Po załatwieniu paru formalności świta Tomlinson'a przewiozła dziewczynę do siedziby. Poznała cały plan, została uzbrojona i otrzymała wszystko co było potrzebne do misji. Dochodziła godzina 23.00, wszystko było już przygotowane. "Numer 47" robiła ostatnie poprawki co do siebie i swojej broni w biurze Louis'a, który zniknął na długi czas z budynku. Niespodziewanie Tomlinson znalazł się przy niej.
- Koniec zabawy - odezwał się. Spojrzała w lustro i spotkała się z jego wzrokiem. - Nie chcę tego, to koniec. Dostaniesz to co miałaś obiecane, ale chcę się odłączyć. Wracam do normalnego życia - dodał. Odwróciła się.
- Nie - zaprotestowała.
- Jak to nie? - warknął.
- Nie pójdzie ci to tak łatwo, potrzebujesz kogoś kto zna się na ucieczkach, na rozpływaniu się w powietrzu, kto pomoże ci zniknąć. Zbyt wiele przestępstw masz na koncie, za dużo finansów, spółek, inwestycji w nielegalne i wrogów. Nikt ci nie odpuści, teraz cię nie ruszając bo masz interes, ale jak tylko zostawisz tą ochronę bańka mydlana pęknie i nie miną dwa dni, a zginiesz - wyjaśniła zwięźle. Fakt - nie pomyślał o tym.
- Co sugerujesz? - nareszcie się odezwał. Wiedział o co jej chodzi i to stanowiło tu największą zagadkę.
- Nie lubię dostawać pieniędzy za nic, a obecnie ich potrzebuję, więc ci pomogę. Uwolnisz się z przestępczego świata za moją pomocą, ale nie znasz mnie. Jasne? - przez zęby wycedziła. Zastanowił się przez moment.
- Zgoda - i tak zmieniło się wszystko. Początki nie były łatwe. Prawie jej nie widywał, a ona wciąż była blisko. Działała w ukryciu, tak aby nikt nie był w stanie się o niej dowiedzieć. Tylko Lou stał się wybrankiem godnym tej informacji. Rzeczywiście była w tym wspaniała. Szybko pozbyła się wszelkich informacji na temat Louis'a zastępując je fałszywymi. Każdy jeden system ochronny, przestępczy czy państwowy został przez nią zwerbowany. Nikt nic nie miał na Tommo, jeżeli chodzi o zapisane akta. Zajęła się także jego spółkami, wspólnikami i niedokończonymi sprawami w skuteczny sposób. Tomlinson jakby dosłownie wyparował, a nadal zamieszkiwał ten sam kraj. Miał czystą kartę i nowe życie. " Numer 47" z sukcesem zakończyła swoją robotę. Tym samym wyparowała i Louis, który zadurzył się w niej, już nigdy jej nie zobaczył. Ale poznał jej imię, zupełnie przypadkiem, sama mu powiedziała. "Przypadkiem", który zaplanowała. Chciała, żeby choć jedna tajemnica ujrzała światło dzienne. Uznała, że Louis jest dobrym wyborem, jeżeli chodzi o to. I tak do końca... (T.I) nie mogła się zmienić, nie umiała, ale była idealna taka jaką była. (T.I) - sławny "Numer 47"...




Hejka! Oto zamówienie dla Ewy, mam nadzieję, że się spodoba :)) Starałam się Kochana i mam nadzieję, że nie jest zły i czegoś takiego oczekiwałaś :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Nie!
    Jest świetny!
    Nie spodziewałam się, do samego końca nie wiedziałam, jak skończysz: )
    Taki inny,dziękuję<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje ^.^ Bardzo sie ciesze ze nie zawiodlam :))
      Nmzc ♥
      xoxo

      Usuń