Udałam się do salonu piękności, gdzie najpierw poprawili moje paznokcie, następnie oczyścili i nawilżyli skórę, kolejno podreperowali włosy. Po wyjściu z odnowy czułam się jak nowo narodzona. Wróciłam do domu. Kiedy wkroczyłam do salonu mój dobry humor uległ zmianie...
***
Zastałam coś czego kompletnie się nie spodziewałam. Cały salon stał na głowie. Pełno pustych butelek po alkoholu, kartony po pizz'y, porozlewane napoje, rozkruszone jedzenie, poduszki porozrzucane... Jedynym słowem- syf. Do tego Ashton oraz Calum spali oparci o siebie głowami na siedząco oparci o tył kanapy. Michael rozłożony na fotelu, a Luke przytulony do jego nogi pod stołem. Myślałam, że dostanę zawału na ten widok. Jednak nigdzie nie dostrzegałam Harold'a. Gotowało się we mnie na myśl o tym, że mógł spożyć wódkę, czego przez pewien czas nie robić. Niespodziewanie usłyszałam huk w kuchni. Natychmiast tam ruszyłam. Odetchnęłam z ulgą. Zupełnie normalnie wyglądający zielonooki wyrzucał szklane butle do śmietnika. Mimo to spojrzałam na niego spod byka.
- Ehem - chrząknęłam dając o sobie znak. Powoli podniósł głowę i zerknął na mnie, jak mający świadomość o tym co przeskrobał dzieciak. Skrzyżowałam ręce na piersi czekając na wyjaśnienia.
- Nie piłem. Oni chcieli, przysięgam - wydukał niepewnie. Oczy miał tak rozszerzone i wyglądał na tak przerażonego, że nie umiałam powstrzymać śmiechu.
- Żebyś widział swoją minę - wydusiłam przez chichot.- Przecież nie jestem jakimś tyranem, żeby nie mogli się napić. Gdybyś to ty zaliczył zgon w salonie, to jasne byłabym w furii, ale jesteś trzeźwy stoisz tu i wydajesz się być wystraszony - wyrecytowałam podchodząc do Hazz'y. Wspięłam się na palcach, aby dotrzeć do ust zielonookiego.
-Mój mały dyktator- zażartował.- Pięknie dzisiaj wyglądasz, tak... Żywiej- skomplementował mnie szczęśliwy.
- Starałam się - odparłam.
- Może gdzieś dzisiaj wyjdziemy? - zaproponował.
- No dobrze, ale musimy wrócić na noc, bo nie taktownie jest tak zostawiać skacowanych gości na pastwę losu - Harry jedynie mi przytaknął. Po kilkunastu minutach siedzieliśmy w niewielkim lokalu przy gorącej kawie i zimnym serniku z czekoladą gorzką z wierzchu. Na scenie odbywał się bardzo przyjemny dla ucha koncert kameralny kompletnie nieznanej kapeli, grającej spokojną muzykę podchodzącą pod jazz. Urządzone tam było w stylu amerykańskich lat czterdziestych. Wzory, kolory, meble, sprzęt. Nawet kelnerki odziane były w typowy uniform kobiet tamtych czasów.
- Tu jest pięknie - stwierdził Harold.
- Zgadam się - kąciki moich ust uniosły się samoistnie. Chwilę później Pezz wraz z Zayn'em do nas dołączyli. Świetnie było podyskutować z blondynką na różnorodne tematy. Mogłam lepiej poznać kobietę Malik'a, z której poderwaniem radziłam Mulatowi jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Zrozumiałam czemu tak bardzo się nią zachwycał. Zabawna, inteligentna, rozsądna i dziewczęca. Bardzo ją polubiłam. Chłopcy także wiecznie rozprawiali o swoich zainteresowaniach i przeżyciach. Wieczór mijał idealnie, niestety jak zawsze coś musiało to zepsuć. Natarczywi paparazzi napierali na budynek czyhając pod nim, więc i wielbiciele się zebrali czekając na mnie. Może to samolubne, ale chciałam po prostu miło spędzić czas z bliskim zamiast odpowiadać na niezręczne powtarzające się pytania. Długo się nie nacieszyłam. Po dwóch godzinach musieliśmy się zbierać, gdyż nie chciałam przysparzać problemów właścicielowi kawiarni. Przepychając się przez tłum upadłam. Hazz pomógł mi się podnieść, wtem zauważyłam wściekłość w jego źrenicach. Błagałam Boga, żeby nie wybuchł.
- Spokojnie - szepnęłam. Zdusił w sobie emocje i po prostu doprowadził mnie do samochodu.
- Nienawidzę ich - skomentował siadając za kierownicą.
- Harreh, nie możesz tak intensywnie reagować na takie akcje, to ich praca - westchnęłam.
- Niszcząca prywatność innych. Nie cierpię ich. Jak mogą tak traktować ludzi? Co za szuje. Wygarnąłbym im, gdybym tylko mógł - nigdy nie widziałam go w takim stanie. Był w furii.
- Zatrzymaj się - stanowczo nakazałam.
- Co? Dlaczego? - nie zrozumiał.
- Zatrzymaj się - wycedziłam. Posłusznie to uczynił. Wysiadłam.
- Co ty robisz? - zapytał zanim zatrzasnęłam drzwi.
- Ułatwiam ci życie, skoro nie umiesz ich zaakceptować - kolejno rozległ się huk, a ja ruszyłam pieszo w kierunku domu. Namawiał mnie na powrót do auta, lecz pozostawałam nieugięta. Nie miałam zamiaru dawać za wygraną. Zbyt wiele razy narzekał na coś, co stało się częścią mojego zawodu oraz życia. Niejednokrotnie prosiłam chłopaka o zrozumienie, lecz ten nigdy nie spełniał tej prośby. Nie chciałam dalej się spierać, więc po prostu milczałam. Za tamtym razem nie wytrzymałam. Nienawidziłam kłócić się ze Styles'em, lecz nie mogłam mu przytakiwać. To było niezgodne ze mną. Jako pierwsza weszłam do domu, oczywiście oślepiona fleszami. Kolejno wparował Harry. Ujął mój nadgarstek dopiero na piętrze w sypialni, gdzie już zdejmowałam z siebie biżuterię.
- Kochanie, przepraszam- wiem, że to żałosne, ale te dwa słowa wypowiedziane przez niego już zmiękczyły mi serce. Przyznam, że nie potrafiłam się gniewać na niego. To należało do jednych z moich największych słabości. - Nie powinienem tak reagować, staram się nad tym panować, ale to trudne, kiedy najważniejsza osoba w moim życiu jest nachodzona przez obcych ludzi i tratowana przez nich- wyrecytował ze skruchą. Unikałam jego wzroku, gdyż wiedziałam jak szybko wtedy pęknę. Jak na złość ten, ściskając moje dłonie, szukał mego spojrzenia, aż w końcu je znalazł. Wtem nogi zrobiły mi się jak z waty i wiedziałam, iż przegrałam walkę ze samą sobą.
- Ehh...- zła na samą siebie westchnęłam. - Ja rozumiem, że to dla ciebie ciężkie i tak dalej, ale ty też musisz starać się poprawić, bo to jedna z wad mojego życia, a ty jesteś jego znacznie ważniejszą jego częścią, więc boli mnie kiedy nie umiesz tego zaakceptować- wyjaśniłam.
- Wiem kochanie, przepraszam. Będę się starał, abyś się nie denerwowała, chociaż jesteś wtedy taka seksowna i podniecasz mnie... - wymruczał obejmując moją talię.
- A ty okropny - zaśmiałam się. Tamten dzień kosztował mnie masy emocji, więc byłam wykończona. Marzyłam o ciepłym łóżku i śnie, ale nie zapowiadało się na to...
Hej! Wybaczcie, że wczoraj mnie nie było :/ Sobota znów u mnie zabiegana ;P Przepraszam :3 Postaram się być częściej, na tyle ile będzie mi pozwalała nauka i taniec i obowiązki domowe ;) Mam nadzieję, że nie jesteście źli i rozdział się spodoba ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Dobrze, że to byli tylko nie trzeźwi chłopcy.
OdpowiedzUsuńMyślałam, że coś gorzej;)
Uff.
No Harry zareagował trochę za ostro, ale rozumiem go, no bo ile można wytrzymywać natarczywość paparazzi?
O foch, jest;)
Ale się pogodzili, to dobrze.
Super rozdział, czekam na next
Dziekuje Kochana :*
UsuńXoxo