czwartek, 8 października 2015

Little Sweet Angel 69

- ... Będę się starał, abyś się nie denerwowała, chociaż jesteś wtedy taka seksowna i podniecasz mnie... - wymruczał obejmując moją talię.
- A ty okropny - zaśmiałam się. Tamten dzień kosztował mnie masy emocji, więc byłam wykończona. Marzyłam o ciepłym łóżku i śnie, ale nie zapowiadało się na to...
***
Moi bracia hałasowali w środku nocy, więc nie było szans na sen, jednak w końcu udało się ich uciszyć. Dzień minął szybko. Pożegnaliśmy gości i byliśmy wolni. 
Nadszedł wieczór. Wzięłam prysznic i w ręczniku wyszłam z łazienki, aby wybrać jakąkolwiek koszulę do spania. 
Harold spoczywał na krańcu łóżka w siadzie z komórką w dłoni. Przelotem uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił. W zielonkach chłopaka ujrzałam ten znaczący błysk. Dół mojego brzucha dał o sobie znać, poczułam wirowanie w okolicach czułego kobiecego punktu. Zanim zdążyłam podejść do szafy do moich pleców delikatnie przywarł Harry. Brodę ułożył na moim ramieniu, a dłonią przejechał po długości mojej ręki. Musnął płatek mojego ucha i począł schodzić z pocałunkami w dół szyi. Doszedł do pleców i nie przestawał cmokać mej skóry. Przechodziły mnie ciepłe prądy, a uczucie, o którym wspomniałam przed chwilą, się nasilało. Lewą dłonią rysował wzory w okolicach mojej miednicy. Mruczałam jak kot unosząc kąciki ust na samą myśl o zamiarach Styles'a. Wplotłam palce w loki ukochanego i złączyłam nasze usta. Zwróciłam się przodem do Hazz'y. Po krótkiej chwili z torsu Harold'a zniknęła koszulka, kolejno spodnie. Ani się obejrzałam, a oboje znaleźliśmy się w łóżku zupełnie nadzy. 
Minęła może godzina. Leżałam na torsie zielonookiego zasypiając, niespodziewanie z dołu dobiegł huk. Oboje zerwaliśmy się na równe nogi. Ubraliśmy bieliznę i koszulki. 
- Zaczekaj tutaj - poprosił mnie Harry. 
- D... Dobrze - zająknęłam się. Minęła nie cała minuta. Słyszałam trzaski i uderzenia. Wybiegłam na korytarz i wychyliłam się, aby spojrzeć co dzieje się na dole. 
- Michell! Uciekaj! - Ujrzałam Styles'a w ramionach jakiegoś mięśniaka, który zasłaniał mu usta. W naszym salonie roił się od jakiś zbrodniarzy. Kiedy tylko mnie zobaczyli rzucili się w moim kierunku. Chociaż nie uśmiechało mi się to, zaczęłam biec, aby się uratować. Wbiegłam do pokoju gościnnego i zakluczyłam drzwi. Po zaledwie pięciu sekundach napastnicy zaczęli się dobijać. Otworzyłam okno i wyszłam na daszek. Słyszałam jak bariera drzewna odbija się od ściany, co oznaczało, że włamywacze znaleźli się w pokoju, jaki przed momentem. Przyspieszyłam. Po drzewie zeszłam na ziemię. W wejściu domu zauważyłam stróżujących mężczyzn czekających na mnie. Mój sprint nie wystarczył. Po kilkunastu przebytych metrach  poczułam jak ktoś łapie mnie w tali i niesie przewieszoną przez ramię. Używałam całej siły, aby uwolnić się z uścisku, lecz me starania na marne. Płakałam, krzyczałam i robiłam wszystko, aby uzyskać pomoc. Trafiłam do bagażnika i nie wiedziałam, że nie mam już szans na uwolnienie się. Mimo wszystko nie poddawałam się. 
Znalazłam się w piwnicy zabitej dechami na zimnej podłodze. Moje wołania wciąż nie przynosiły skutku, więc w końcu poddałam się. Łkając traciłam głowę. Bałam się, tak cholernie się bałam. Nie miałam pojęcia co z ukochanym, co stanie się ze mną. 
Nie wiem ile czasu spędziłam w pomieszczeniu, zapewne niewiele, lecz każda sekunda wydawała się przeobrażać się w dobę. Nareszcie zastał mnie umięśniony facet z masą kolczyków w twarzy. 
- Szef chce cię widzieć - oznajmił głębokim głosem. Bez słowa wstałam i podeszłam do niego. Grzecznie dałam zaprowadzić się do biura. Przemierzałam nieznajome korytarze o dziwo przytulnie urządzone. Kiedy znalazłam się u celu zamarłam. Znowu on. Łzy ponownie zamazały mi obraz. 
- Dlaczego? - odezwałam się załamana. Zbliżył się do mnie i złapał za mój podbródek. Po raz kolejny spotkałam te pełne zazdrości ślepia. 
- Dobrze wiesz. Należysz do mnie, słoneczko - rzekł pełen przekonania. Wyrwałam twarz z uścisku napastnika. 
- Gdzie jest Harry? - zapytałam zawistnie. 
- Masz wybór - zignorował mnie. 
- Przestań grać w te swoje pojebane gry! - wydarłam się cofając się. 
- Wyjść stąd i pochować go - powiedział. Spotkałam się ze ścianą i zsunęłam się na ziemię lamentując. - Albo zostać tu ze mną i dać mu życie - dodał. Skuliłam się i płakałam jak opętana. Jego to nie obchodziło. Zachowywał się tak bezdusznie, z resztą jak zawsze. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. - Masz trochę czasu, zastanów się, a kiedy już podejmiesz decyzję, zejdź na dół, będę czekał. Nie myśl nawet o głupich numerach, pilnujemy cię tu - wyrecytował wychodząc. 
- Rich - zawołałam szeptem. Zerknął na mnie. -Nienawidzę cię - wycedziłam patrząc na niego. Uśmiechnął się szyderczo i opuścił pomieszczenie. Zostawił mnie samą z milionami myśli, z którymi sobie nie radziłam. To znów się zaczyna...



Hej! Jestem jestem! Nie zostawiam was ;) Oto kolejny rozdział :3 Mam nadzieję, że się spodoba :3 Piszcie Kochani :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

5 komentarzy:

  1. O Boże.
    .
    .
    ....
    ....
    .....
    .....

    Ty chcesz, żebym ja zeszła na zawał przez takie rzeczy?!
    Tak się nie robi, jestem jeszcze młoda:(
    Znowu on?
    Znowu?
    Czemu?
    Oni mieli być szczęśliwi!
    Ale jej postawił ultimatum, nie ma co.
    Mam nadzieję, że on blefuje i z Hazzą wszystko okej...
    Super
    Czekam na kolejny!!<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wybacz :* Musiałam :) Życie nie jest niestety idealne :**
      Wszystkiego dowiesz się niebawem :*
      Dziękuję ♡
      Xoxo

      Usuń
    2. No okej, wybaczam:)

      Zapraszam do mnie na kolejny imagin<3

      Usuń
  2. No no, taki niespodziewany zwrot akcji. A miało być tak pięknie, ale w sumie wtedy nie było by aż tak ciekawie jak teraz. Ty to potrafisz zaskoczyć człowieka. :-D Czekam na nexta. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Niestety się zepsuło O.o :/
      Ale zobaczymy co wydarzy się dalej :D
      Dziękuję <3 Niebawem pojawi się kolejny rozdział z serii LSA :))
      xoxo

      Usuń