czwartek, 15 października 2015

Little Sweet Angel 72

- Harry... - zwróciłam się do ukochanego, kiedy George odwoził nas do Tatiany. 
- Tak, kochanie? - spokojnie odpowiedział. 
- Chcę, żebyśmy polecieli do twojej mamy i później Mullingar  - rzekłam. - Co ty na to? 
- Oczywiście, musimy odpocząć po tym wszystkim - ucałował czubek mojej głowy. Oparłam się o jego ramię i wpatrywałam w mijający krajobraz na szybą. Nie wiedziałam co będzie dalej. Od środka, czułam się... Zdemolowana? - Tak to dobre słowo... 
***
Jak zawsze prasa rozpisywała się na temat zajścia pomiędzy mną, Rich'em, a Harold'em, lecz zostawialiśmy to bez komentarza. Chcieliśmy trzymać się blisko siebie i starać zapomnieć o wydarzeniu. Tylko najbliżsi znali całą historię. Moi rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, mama Harry'ego - wszyscy dzwonili, pytali, przychodzili i pocieszali. Oczywiście, byliśmy wdzięczni, lecz przez to trudniejszym zadaniem wydawało się wyrzucenie z pamięci tego co miało miejsce. Styles pracował, ja zaliczyłam dwie sesje, gdyż na więcej nie było mnie stać psychicznie. Trzymałam się dla Harold'a, dla bliskich. Gdyby ich nie było zapewne płakałabym non stop. Rozbrajało mnie to, że przeze mnie narażony stał się mój ukochany, rodzina... Nie wyobrażałam sobie stracić tego wszystkiego. Akurat świętowaliśmy rocznicę poznania z Harry'm. W domu Lou oraz El zorganizowaliśmy wieczorek filmowy. Pierwszy film musiał być bardziej cenzuralny, gdyż mała Emi oglądała z nami. Jak zawsze wtuliła się pomiędzy mnie, a Harold'a. Cóż, rzadko widywaliśmy ją w tamtym czasie. Wolałam oszczędzić jej spotkań z osobami, które są zdruzgotane i w ciągłym szoku od kilkunastu dni.
- Michell - szepnęła do mnie tak, abym tylko ja usłyszała. Zerknęłam w jej czekoladowe źrenice. - Zlobisz mi kakałko? - poprosiła speleniąc. Bez zastanowienia zgodziłam się. Zabrałam ją do kuchni i posadziłam na blacie. Rozmieszałam mieszankę z cukrem oraz mlekiem i wstawiłam do mikrofali.
- Podoba ci się film? - zapytałam, aby zagadać małą. Spojrzałam w jej oczka. Ponownie zmieniły kolor na jasnoniebieski. Cofnęłam się o krok. To nie stanowiło normalności, przerażało mnie to.
- Nie bój się, on już nigdy nie wtargnie w twoje życie. Dostanie dożywocie, wiesz? A ty nie martw się. Niebawem pojawi się ktoś komu będziesz musiała pomóc, skup się. Jest już dobrze. Masz chłopaka, miłość, rodzinę i przyjaciół, nie trzeba ci niczego więcej. Wychodzisz z choroby i będziesz już niebawem zdrowa - wyrecytowała dorosłym głosem. Serce biło mi tak mocno, że myślałam, iż zaraz wyskoczy mi z piersi. Niespodziewanie urządzenie podgrzewające dało o sobie znak charakterystycznym dźwiękiem, aż podskoczyłam. - Spokojnie, nic jej nie zrobię. Ona tu jest, ale... Muszę jakoś się z tobą kontaktować. Emily jest bezpieczna... - dodała.
- K... Kim ty jesteś? - drżącym głosem wydukałam.
- Twoim stróżem - odparła spokojnie. - Nie bój się mnie, nie skrzywdzę nikogo. Jestem tu, żeby ci pomóc - wyjaśniła. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale do pomieszczenia wparowała Sophia. Oczy Emi natychmiast zmieniły barwę, na tą codzienną.
- Co tam dziewczyny? - ze śmiechem nasypywała popcorn'u z paczki, do miski. - Michell? Coś nie tak? - zapytała widząc moje przerażenie.
- Nie, nie. Wszystko okej - skłamałam starając się uśmiechnąć.
- Gdzie moje kakałko? - Ems dała o sobie znać.
- Już, już - podałam jej ciepły napój. Uniosłam kąciki ust i zerknęłam na Soph, która chyba mi uwierzyła. Zachichotała widząc radość małej i wróciła do swojego wcześniejszego zajęcia. Odetchnęłam z ulgą. Postawiłam Emily na nogi i poprowadziłam za rękę do salonu. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Zdecydowanie byłam roztrzęsiona, ale dziwny, ciepły, wewnętrzny spokój mnie wypełnił. Jakby kamień spadł mi z serca. To co powiedział "stróż", zadziałało na mnie pozytywnie. Choć nie miałam pojęcia o co chodzi i jak to możliwie i czy nie miewam zwidów, to wierzyłam. Brunetka wydawała się niewzruszona, jakby to było normalne. Całą noc rozmyślałam tylko o tym i kompletnie nie miałam kontaktu z rzeczywistością. Jakim cudem? Oszalałam? Czy ona nad tym panuje? Czy Emily wie o co chodzi, czy to ten stóż ją włada i ona nie ma pojęcia o niczym? - tysiące pytań kłębiło się w mojej głowie.
Dzień za dniem, a mi żyło się coraz lepiej, po wydarzeniu z naszej rocznicy.
Po tygodniach zeznań, spotkań i wyjaśnień, mogliśmy wyjechać do rodzinnego miasteczka Harold'a. Cieszyłam się na wizytę u mamy chłopaka, gdyż dawno jej nie widziałam. Kiedyś u niej byliśmy i bardzo się polubiłyśmy, ona też kilka razy nas odwiedzało i martwiła się o nas, ale długi czas jej nie widzieliśmy.
- Dzień dobry - przywitałam ją, kiedy stanęła w wejściu do własnego domu, czekając na nas.
- Witaj, słoneczko - przytuliła mnie ciepło.
- Cześć mamuś - Harry otrzymał soczystego całusa w policzek od rodzicielki. Kiedy ten wnosił walizki, ja rozsiadłam się z Anne w kuchni przy filiżance kawy i ciastkach czekoladowo - budyniowych z nutką orzechów.
- Michi, powiedz... Czy ten chłopak na pewno nie zrobił ci krzywdy? - zapytała przejęta. Już tyle razy słyszałam to zdanie, że nawet mnie nie wzdrygnęło.
- Nie, jestem cała. Kiedyś, owszem, ale przy tej konfrontacji nic szczególnego się nie stało. Byliśmy w rozsypce zaraz po tym zdarzeniu, ale teraz jest lepiej i zmierzamy ku dobremu - wyznałam szczerze.
- To dobrze - odetchnęła. - Powiedz mi jeszcze jedną rzecz - widziałam w jej oczach ciekawość, taki znaczący błysk.
- Słucham - uniosłam kąciki ust.
- Czy planujecie ślub? Dziecko? Wyjazd? - moje serce na moment się zatrzymało. Nie spodziewałam się takiego zestawu. W sumie to niekoniecznie się nad tym zastanawiałam. Miałam 19 lat, niebawem miałam skończyć 20. Pomysł na wesele, potomstwo i rodzinę w tak młodym wieku, nie wydawał mi się rozsądny. To, że moja siostra była w ciąży, dało mi do myślenia. Choć była szczęśliwa z Niall'em, i pogodziła się z tym, że zostanie matką, to wiedziałam, że muszę uważać. Dlaczego? Ponieważ to ogrom niepewności. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, mieć pieniądze na utrzymanie dzidziusia, kochać i wychowywać, uczyć jak żyć. A ja sama jeszcze nie wiedziałam jak to robić, więc jak mogłabym uczyć kogokolwiek nieznanego mi samej? Zawsze uważałam, że czas na potomstwo zamyka się w 26 - 30 roku, jeżeli o mnie chodzi. Oczywiście, cieszyłam się szczęściem siostry i wcale nie potępiam kobiet, które urodziły wcześniej, czy później, ale sama nie byłabym gotowa. Jeżeli o ślubie mowa, to może ... Nie wiedziałam. Szczególnie nie twierdziłam, iż to wyjątkowy dowód miłości, ale marzyłam o tym. Jednak, to również planowałam na dalszą przyszłość. Co do wyjazdu, nie wiedziałam co myśleć.
- Jak na razie to nic o tym nie wiem - zaśmiałam się nerwowo. Nie mogłam zaprzeczyć, bo mogłaby źle o mnie pomyśleć, ale nie mogłam także potwierdzić i dawać jej, tym samym, nadziei.
- Na razie - podkreśliła uśmiechając się znacząco. Jednakże, ja nie wiedziałam o co chodzi...






Hejka! Dodaję kolejny rozdziałek LSA <3 Jak się podoba? :) Co myślicie o Emily? O co chodzi Anne? Czy popieracie poglądy Michell? Czy Harry coś planuje? Piszcie ;) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba :3 Właśnie słyszałam "Perfect" z audycji na żywo w radiu BBC 1 <3 No i zakochałam się =^.^= Piękna, oby Was też przypadła do gustu :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

4 komentarze:

  1. Po pierwsze, też słyszałam Perfect w BBC i po prostu ją kocham. Pierwsza solówka i od razu Lou! Miód malina no i ten refren...

    Co do rozdziału.
    Myślę, ze ma recje Mich, ale ta pewność mamy Harry'ego, nie daje mi myslec ze ona to tak w spokoju zostawi. Pewnie pogada z nim żeby namówił ja na slub i dziecko...
    Tak myślę.

    Jak tam brzuszek? Nie boli już??:)<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do piosenki ♡♡♡
      Hmm... zobaczymy =^.^=
      Już lepiej, ale nadal ściska :/
      Dziękuję za troske Kochanie i wgl za wszystko :*
      Xoxo

      Usuń
    2. Ogladalas to video z wywiadem z Niallem i Hazza???

      Usuń
  2. Mam zamiar to zrobić, ale jeszcze nie miałam okazji, bo dzisiaj zabiegany dzień :P
    Xoxo
    Npisze reakcje jak zobacze :*

    OdpowiedzUsuń