wtorek, 27 października 2015

Little Sweet Angel 75 połowa

Po tygodniu spędzonym w Holmes Chapel mieliśmy wylecieć do Mullingar, lecz postanowiliśmy zostać przez jeszcze trzy dni. Właśnie wybrałam się z Harry'm na spacer, kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, a kiedy dotarło do mnie to co usłyszałam, urządzenie roztrzaskało się o beton pode mną. To niemożliwe! - krzyknęłam w myślach...
***
-Spokojnie. Uspokój się.-Starali się mnie wspierać. Lecz tyle przeszło w zapomnienie. Tyle wspólnych chwil. Wzlotów i upadków. Uśmiechów, wyzwisk oraz rozmów. Przytuleń, zabaw, jak i bliskości. Wszystko stracone. Porad, żartów, poważnych konwersacji. Nakazów, zakazów, próśb i przeprosin. W jednej chwili odeszło tyle szczęścia.
-Nie! Wy nie rozumiecie! Ja już jej nigdy nie zobaczę, usłyszę, dotknę! Ani...-Mój krzyk rozległ się po pomieszczeniu. Kontrolowanie się nie było mi dane w tamtej sytuacji. Wściekłość mieszała się z rozpaczą, tworzą jedną, wielką histerię. Wszystko co stanęło mi na drodze zostawało zniszczone. Najmniejszy wazonik, książka czy stoliczek, każdy szczegół zostawał zdewastowany. To było nie do wiary. To co się stało stanowiło jeden z najgorszych koszmarów. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Była tylko jedna taka osoba, ale jej wtedy nie było obok. - nie przytulę! Moja mama, moja jedna jedyna kochana mamusia - lamentowałam, podczas gdy moje rodzeństwo mnie pocieszało. Od razu po informacji o śmierci mamy przyleciałam z ukochanym do Mullingar. Tak samo zjawiła się Tatiana z Niall'em oraz bliscy matuli. Nie byłam jedyną osobą, która tak mocno zareagowała. Luke oraz Tats także popadali w głęboką depresję.
- Michell - usłyszałam szept tuż przy uchu. Nie był to nikt z pomieszczenia. Natychmiast pomyślałam, że wariuję. Odwróciłam się chaotycznie z załzawionymi oczami. - Michell, spokojnie - ponownie ten sam głos. Oboje patrzeli na mnie zmartwieni. Otarłam policzki i zaczęłam się cofać. Kiedy spotkałam się ze ścianą, zsunęłam się po niej na ziemię. - Jestem z tobą, a ona ze mną - znów to samo. - Bezpieczna, zdrowa, szczęśliwa. Spokój - kolejno dotarło do moich uszu. Nie miałam pojęcia co się działo. Po chwili szum zniknął, a ja znów popadłam w histerię. Już znałam ten ton. To mój stóż mnie odwiedził - pomyślałam. - Zaufam mu - postanowiłam sobie. Nie minęła sekunda, a u mojego boku pojawiła się bliźniaczka i pomogła mi wstać. Wpadłam w jej ramiona i w duecie  lamentowałyśmy. Luke starał się zgrywać silnego, gdyż pragnął nas wesprzeć, lecz było po nim widać, iż bardzo boli go serce. Uważam, że on od zawsze najbardziej był zżyty z rodzicielką, ponieważ nigdy nie wyjechał na stałe z miasta i polegał na nich. Ja od zawsze stanowiłam ideał dziadków, a Tats to córeczka tatusia. Jednak to nie umniejsza nas w obliczu tego jakim uczuciem darzyliśmy matkę. Już zaczynało mi jej brakować, bardzo. Nie wiedziałam jak sobie z tym wszystkim poradzę. Tyle złego na raz się  na mnie zwaliło. Psychicznie czułam się wycieńczona, ale chociaż fizycznie się u mnie poprawiło. Z całego stresu zaczęłam więcej jeść, co wychodziło tylko na plus. Jednakże, to wcale mnie nie pocieszało. Chyba nic, ani nikt nie był w stanie...




Hejka! Wybaczcie, że tak krótko itd. ale dzisiaj mam trening i nie za dużo czasu :/ Przepraszam Was, ale mam nadzieję, że nie będziecie źli i ta połówka się spodoba :)) Piszcie co będzie dalej :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Rany, myślałam, ze to cos z Tats, albo Lukiem...
    Jej mama nie żyje.
    Przykro mi
    Ale nievh się wesmie w garść.

    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie, ale dobrze nie jest :(
      No zobaczymy jak to będzie ;))
      xoxo

      Usuń