piątek, 13 lutego 2015

Little Sweet Angel 39

-Widzisz?-Lekko klepnęłam go w klatkę piersiową.-Zależy mu, abyś został ze mną. Wszyscy cię polubili. Poważnie.-Musnęłam jego wargi.-I już więcej mnie nie strasz i nie przeżywaj, bo zejďę przez ciebie.-Wtuliłam się w niego mocniej.
-Myślisz?-Dopytał.
-Ja to wiem.-Wspólnie się zaśmialiśmy.
-Kocham cię.-Wpił się w moje usta i podniósł się tak, że górował nade mną trzymając ręce po obu stronach mojego ciała. Wiedziałam do czego zmierza.
-Ej, rodzice dwa pokoje dalej.-Lekko go od siebie odsunęłam.
-Od kiedy jesteś taka grzeczna? Tchórzysz?-Zaszydził ze mnie.
-Ja? Nigdy.-Złapałam go brutalnie za koszulkę i przyciągnęłam do siebie...
***
Leżałam na nagim torsie Hazz'y i malowałam różne wzroki na klatce piersiowej lokatego. Blask słońca już bił w szyby. Misiek bawił się moimi włosami pozostając w milczeniu. Nagle do pokoju wpadł Luke z ekipą. Zaczęli rozchodzić się po sypialni.
-Wstajemy! Wstajemy! Dzieńdoberek!-krzyczeli. Doskonale, ja w bieliźnie, Harry w bokserkach. Przykryłam się bardziej.
-Luke!-Warknęłam na brata.-Czy ty musisz zawsze...?!-Podniosłam się do pozycji siedzącej kiedy się do mnie zbliżał.-Zostaw mnie!-Wyrywałam się kiedy wziął mnie na ręce jak pan młody.-Puszczaj!-Nareszcie przy wyjściu z pomieszczenia, udało mi się. Stanęłam twarzą do niego, a tyłem do reszty.-Zabiję cię.-Uderzyłam go w ramię z całej siły.
-Za co?-Śmiał się.
-Za to, że stoję przed tobą i wszystkimi w staniku i gaciach?-Bardziej zapytałam niż stwierdziłam.
-Bo to pierwszy raz.-Zaszydził.
-Haha.-Wydukałam. 
-Michell?-Usłyszałam głos Michael'a. Odwróciłam się. Wraz z Ash'em i Calum'em stali w rzędzie bardzo blisko mnie i z zaniepokojeniem się mi przyglądali.
-Co?-Poczułam jak bracki zgarnia włosy z mojego karku. Już wiedziałam. Blizny. Pełno blizn na plecach. Zauważyli. Zapomniałam. Znów ustawiłam się tak by spojrzeć na blondyna.
-Co to jest?-Drżącym tonem się odezwał.
-Nic.-Odparłam ze łzami w oczach.
-Michi.-Surowo na mnie luknął.
-Nie chcę o tym rozmawiać.-Złapałam za bluzę zielonookiego i wraz z nią wyminęłam chłopaków w progu. Uciekłam płacząc. Mieli tego nigdy nie ujrzeć. To nie tak miało być. Schowałam się tam gdzie zawsze. Łkałam bezgłośnie. Łzy zwyczajnie skapywały na podłogę, na której siedziałam z podkulonymi pod brodę nogami. Nagle panele się odsunęły. Moim oczom ukazał się Luke.-Jeżeli chcesz, abym ci to wyjaśniła to możesz wyjść.-Otarłam poliki. Zasunął płytę i zajął miejsce obok obejmując mnie.
-Nie chcę.-Zmusił mnie do ułożenia głowy na jego ramieniu. Głaskał mnie na przemian z całowaniem mego czoła.-Powiedz mi tylko czy to Hazz.-Odezwał się po dłuższej chwili milczenia.
-Oszalałeś?-Pociągnęłam nosem.-To nie on.-Dodałam.-To Rich. Sprawił mi wiele bólu, o którym nie chcę pamiętać. Nie mam zamiaru wszystkiego ci opowiadać. To za trudne przypominać to sobie po raz kolejny. Wycierpiałam się, żałuję i wiem, że już nigdy nie postawię życia na jedną kartę. Teraz jestem szczęśliwa i to powinno ci wystarczyć.-No jak zwykle i tak mu się wygadałam. Co poradzić? W końcu to mój najlepszy przyjaciel, którego nikt nie był w stanie mi zastąpić. 
-Wystarcza. Nie pragnę, abyś robiła cokolwiek wbrew sobie i znów przechodziła przez tą udrękę.-Wyszeptał.-Przepraszam. Po prostu, gdy to zobaczyłem...-Zaciął się. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy, które szkliły się.-Zamarłem. Nawet nie wiesz jak to ciężki widok u osoby, którą kochasz nad życie.-Lekko się uśmiechnął.
-To nie boli, to tylko...Pamiątka, przypomnienie o tym by nie popełnić już więcej tego samego błędu. Ostrzeżenie. Przestroga. Nie martw się. Uwierz, ja kocham cię o wiele bardziej.-Wyrecytowałam...











Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że niezły. 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Przypominam o tym, że na mystery1directionff.blogspot.com NOWY ROZDZIAŁ! 

2 komentarze: