sobota, 28 lutego 2015

Be my wonder 2

Złota plakietka stała naprzeciw mnie. Przyjrzałam się napisowi dokładniej: "N. Horan". Jakiś ważniak-pomyślałam. Odłożyłam przedmiot i spojrzałam w sufit z uśmiechem. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Odwróciłam się zadowolona. Lecz kiedy tylko zrozumiałam, że to Niall, oniemiałam.  Stanęłam jak wryta. Ledwo zdążyłam na sekundę zapomnieć o tym jego zniewalającym uśmiechu, idealniej fryzurze, pięknych oczach i boskim ciele, a znów stanęło on naprzeciw...
***
Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. On jak gdyby tego nie zauważał, podszedł szczerząc te swoje białe ząbki i zatrzymał się może pięć centymetrów ode mnie.
-Cześć Christina.-Pocałował mnie w policzek. Czułam jak się rumienię. To, powiedzmy sobie, mnie ocknęło. Zrozumiałam, że zachowuję się jak idiotka, więc jako kobieta postanowiłam zrobić dobrą minę do złej gry.
-Witaj Niall, będziesz ze mną pracował?-Natychmiast wystrzeliłam.
-Tak, na to wygląda.-Zaśmiał się. Dopiero wtedy zauważyłam, że nadal trzyma mnie za łokcie trwając w minimalnej odległości ode mnie. 
-Mówiłeś, że masz kogoś szkolić, ale chyba nie mnie.-Uniosłam brwi chichocząc.
-Takie informacje otrzymałem i muszę wykonać moją robotę. Zlecenie szefa, wybacz. Jestem zmuszony cię kontrolować i ogólnie pokazać kilka rzeczy.-Mimo, iż wysłuchiwanie porad, nakazów, wskazówek itd. ogólnie mi nie pasowało, to od niego mogłabym słuchać tego całymi dniami. Jego głos sprawiał, że miękły mi kolana. Jednakże nie zamierzałam okazywać tego w jakikolwiek sposób.
-Ale wiesz, że mam już doświadczenie jeżeli chodzi o moje zadania?-Minęłam go i oparłam się o biurko.
-Ponoć. Ale wiesz, że i tak jesteś tu nowa i nie masz wyboru?-Rozbawił mnie.
-Dobrze, od czego więc chcesz zacząć panie nauczycielu?-zapytałam rechocząc.
-Od oprowadzenia cię po budynku.-Otworzył szklane drzwi i wskazał ruchem abym wyszła. Szczerze, znałam już tamto miejsce na wylot. Zawsze marzyłam o pracy tam i nic nie pozostawało dla mnie w tajemnicy, ale tak bardzo pragnęłam być obok niego. Wciąż wypierałam to z myśli, lecz to było silniejsze. Nie umiałam się na niczym skupić. Opowiadał o wszystkim co już wiedziałam, ale i tak z uwagą wsłuchiwałam się w jego rozprawy. Po powrocie poinstruował kilka znanych mi procesów komputerowych, które także nie stanowiły nowości dla panny Christi. Może wyjaśnię czym konkretnie się zajmowałam, przynajmniej tak miałam ogólnie. Jeździć po świecie oceniając inne hotele z linii firmy, w której pracowałam. Mogłam pojawić się w Paryżu, Tokio czy nawet Sydney. Po wystawieniu opinii internetowej musiałam dokonywać wykresów, statystyk o skoku liczności gości przebywających w naszych "skromnych progach". Trafiały one do szefów całej linii hotelowej. Ode mnie, między innymi, zależało to jakie zarobki mają inni pracownicy itd. Jednym słowem sporo poważnych zadań. Na szczęście miałam jeszcze cały oddział spełniający takie same zadania. W nowej pracy przyjmowałam tylko rezerwacje internetowe i wybrano mnie do wystawiania opinii innych hoteli. Tamtego dnia dowiedziałam się, że będę miała do tego partnera, których oczywiście okazał się Nialler. Cały Boży dzień czułam na sobie jego wzrok, co ukrywał umiejętnie,gdyż za każdym razem gdy luknęłam w jego kierunku, jego oczy skierowane pozostawały na ekranie komputera.-Zapomniałem, że miałem pokazać ci coś jeszcze.-Powstał. Zbliżył się do mnie i jakbyśmy znali się całe życie, nie kilka godzin, pociągnął mnie za dłoń.
-Co to takiego?-Ledwo nadążałam w szpilkach po schodach ewakuacyjnych.-Ała. Zaczekaj, nie dam rady w tych butach.-Wyrwałam mu się w połowie, jak można było się domyślić, drogi. 
-Zaniosę cię.-Bardziej stwierdził niż zaproponował.
-Nie ma mowy.-Odepchnęłam go lekko. Ściągnęłam szpile i wzięłam je w dłonie. Wyszliśmy na dach. Piękne widoki.-Dlaczego postanowiłeś mi to...?
-Tu można zapomnieć o problemach i stresie, polecam.-Puścił mi oczko.
-Dziękuję?-Do moich uszu po raz kolejny tego dnia dobiegł melodyjny śmiech blondyna.
-Dobrze, chodź.-Znów przepuścił mnie w progu wyjścia. Dżentelmen.-pomyślałam.
-Gdzie znów? Do piwnicy?-Zaszydziłam.
-Nie. Na kawę.-odrzekł.
-Mamy masę pracy.-Zatrzymałam się i odwróciłam do niego przodem, aby spotkać te krystaliczne ślepia. Tkwiliśmy bardzo blisko. Wiedziałam jaki to błąd, ale nie umiałam się oprzeć.
-Zlecę to komuś innemu.-Wzruszył ramionami.
-Nie jesteś właścicielem hotelu, możesz sobie.-parsknęłam.
-Ja nie, mój wuj, tak.-Oniemiałam. Nie spodziewałam się. 
-Czemu nie powiedziałeś?-Ruszyliśmy obok siebie.
-"Hej, Christina, jestem siostrzeńcem właściciela, figo-fago i te sprawy. Mogę załatwić ci nowe biuro, bo jestem takim bogaczem, że dostałem tą fuchę ze względu na powiązania rodzinne." Nie wydaje mi się.-Rozbawił mnie. Polubiłam...Tak, a może nie. Nie wiem czy to odpowiednie słowo. Coś mówiło mi, że ta cała sytuacja nie skończy się dobrze. Najgorsze jest to, że mimo czarnych myśli nie próbowałam się opanować...




Hejka! Oto drugi rozdział, wiem, że na razie nuda, ale wszystko musi się rozkręcić. Mam nadzieję, że się spodoba i zmotywujecie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze: