-Taaa...Jutro pracujesz?-rzucił.
-No, niestety. Nie mam ochoty na wstawanie z rana, ale nie mam wyboru.-Westchnęłam.-Spójrz!-Wskazałam na niebo.-Gwiazdy są niesamowite.-opadłam na piasek odchylając głowę do tyłu. On zrobił to samo.
-Nie tylko one...-Przykuł moją uwagę...
***
Nie do końca wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam tam osłupiała wpatrując się w te jego piękne ślepia. Kompletnie nie potrafiłam wybrnąć. Nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Po jakimś czasie odwróciłam wzrok.
-Mogę o coś cię zapytać?-Odezwałam się.
-Tak, oczywiście.-Wzięłam głęboki oddech.
-Byłeś kiedyś zakochany?-Już czułam jak rumieniec ogarnia moją twarz.
-Dlaczego pytasz?-Lekko go rozbawiłam.
-Ja...Z resztą nie ważne, jak nie chcesz to...-Zaczęłam nerwowo plątać się w wypowiedzi.
-Nie, nie, chcę. Spokojnie. Byłem zakochany.-Odpowiedział spokojnie. Niemalże nasze ciała do siebie przywierały. Jego łokcie zginały się nad jego kolanami odnajdując na nich oparcie. Ja dłonie trzymałam pod zgięciami kolan.
-Ja to jest? Co wtedy się czuje?-Nie odrywając spojrzenia od nieba zapytałam.
-To wtedy kiedy serce nie bije po to, aby utrzymać cię przy życiu, lecz przy tej osobie. To wtedy kiedy wolisz umrzeć niż zostać bez niej. To coś co po prostu się czuje. Tylko od ciebie zależy czy chcesz to dostrzec i powiedzieć o tym światu czy zapomnieć i żyć w kłamstwie ze samym sobą.-Wyrecytował, jak zauważyłam kątem oka, patrząc na mnie.
-Jeszcze nigdy nie słyszałam tak pięknej definicji tego słowa.-Szepnęłam.
-To nie jest słowo, tego nie da się zdefiniować. Musisz zwyczajnie wiedzieć.-odparł.
-Ale jak to znaleźć?-Kontynuowałam.
-Sercem.-Cicho zachichotał.-Nigdy nikt cię nie zauroczył?-Po dłuższej chwili milczenia przerwał je.
-Oprócz ostatniego chłopaka nie miałam innego. W życiu się z nikim nie spotykałam, dużo by opowiadać. Tak czy tak, nie wiem ja to jest.-Wzruszyłam smutno ramionami.
-Nie kochałaś go?-Nutka zdziwienia zagościła w jego głosie.
-Byłam pewna, że tak. Ale po tym co mi wyjaśniłeś, nie do końca.-odrzekłam.-Wiesz co? Może już wróćmy. Jutro muszę wrócić do roboty.-Nie chcąc ciągnąć tematu wstałam. Ruszyliśmy. Odprowadził mnie pod samo wejście.-Do zobaczenia.-Pocałował mnie w policzek.
-Do zobaczenia.-Cicho powtórzyłam. Uśmiechnęłam się i weszłam do mieszkania. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi i uderzyłam w nie głową. Przygryzłam wargę zaciskając przy tym powieki.
Westchnęłam i weszłam do swojego pokoju. To wszystko mnie przytłaczało, ale nie pozwolę, abym popełniła błędy mojej matki. O co to, to nie.-twierdziłam. Wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka, gdyż Als nadal nie było. Ciężar na sercu wadził mi już od jakiegoś czasu, nie do końca wiedziałam czy to, to i czy będę umiała go ściągnąć. Tyle myśli zaprzątało moją głowę. Zaczęłam się nad czymś bardzo zastanawiać. Już sama gubiłam się w tym co robię, myślę i czuję.
Obudziłam się o siódmej. Zjadłam śniadanie. Odświeżyłam się i wykonałam rutynowe czynności poranne. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. Ubrałam się i stwierdziłam gotowość do kolejnego dnia.Trafiłam do miejsca pracy i zaczęłam harówę. Po ośmiu godzinach samotnie postanowiłam pospacerować po plaży. Chciałam wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam nic. Czekałam tylko na jakiś znak od niebios. Właśnie błagałam o niego przy brzegu, kiedy znikąd tak po prostu się pojawił...
Hejka! Oto rozdział number eleven ;) Jak myślicie, co tak wadzi naszej małej Koni? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Nie wiem kiedy pojawi się nowe opowiadanie, na razie mam małą blokadę twórczą, ale już coś mi się tworzy, więc będzie okej :) Nie denerwujcie się jeżeli nie pojawi się w najbliższych dniach :3
Nie do końca wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam tam osłupiała wpatrując się w te jego piękne ślepia. Kompletnie nie potrafiłam wybrnąć. Nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Po jakimś czasie odwróciłam wzrok.
-Mogę o coś cię zapytać?-Odezwałam się.
-Tak, oczywiście.-Wzięłam głęboki oddech.
-Byłeś kiedyś zakochany?-Już czułam jak rumieniec ogarnia moją twarz.
-Dlaczego pytasz?-Lekko go rozbawiłam.
-Ja...Z resztą nie ważne, jak nie chcesz to...-Zaczęłam nerwowo plątać się w wypowiedzi.
-Nie, nie, chcę. Spokojnie. Byłem zakochany.-Odpowiedział spokojnie. Niemalże nasze ciała do siebie przywierały. Jego łokcie zginały się nad jego kolanami odnajdując na nich oparcie. Ja dłonie trzymałam pod zgięciami kolan.
-Ja to jest? Co wtedy się czuje?-Nie odrywając spojrzenia od nieba zapytałam.
-To wtedy kiedy serce nie bije po to, aby utrzymać cię przy życiu, lecz przy tej osobie. To wtedy kiedy wolisz umrzeć niż zostać bez niej. To coś co po prostu się czuje. Tylko od ciebie zależy czy chcesz to dostrzec i powiedzieć o tym światu czy zapomnieć i żyć w kłamstwie ze samym sobą.-Wyrecytował, jak zauważyłam kątem oka, patrząc na mnie.
-Jeszcze nigdy nie słyszałam tak pięknej definicji tego słowa.-Szepnęłam.
-To nie jest słowo, tego nie da się zdefiniować. Musisz zwyczajnie wiedzieć.-odparł.
-Ale jak to znaleźć?-Kontynuowałam.
-Sercem.-Cicho zachichotał.-Nigdy nikt cię nie zauroczył?-Po dłuższej chwili milczenia przerwał je.
-Oprócz ostatniego chłopaka nie miałam innego. W życiu się z nikim nie spotykałam, dużo by opowiadać. Tak czy tak, nie wiem ja to jest.-Wzruszyłam smutno ramionami.
-Nie kochałaś go?-Nutka zdziwienia zagościła w jego głosie.
-Byłam pewna, że tak. Ale po tym co mi wyjaśniłeś, nie do końca.-odrzekłam.-Wiesz co? Może już wróćmy. Jutro muszę wrócić do roboty.-Nie chcąc ciągnąć tematu wstałam. Ruszyliśmy. Odprowadził mnie pod samo wejście.-Do zobaczenia.-Pocałował mnie w policzek.
-Do zobaczenia.-Cicho powtórzyłam. Uśmiechnęłam się i weszłam do mieszkania. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi i uderzyłam w nie głową. Przygryzłam wargę zaciskając przy tym powieki.
Westchnęłam i weszłam do swojego pokoju. To wszystko mnie przytłaczało, ale nie pozwolę, abym popełniła błędy mojej matki. O co to, to nie.-twierdziłam. Wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka, gdyż Als nadal nie było. Ciężar na sercu wadził mi już od jakiegoś czasu, nie do końca wiedziałam czy to, to i czy będę umiała go ściągnąć. Tyle myśli zaprzątało moją głowę. Zaczęłam się nad czymś bardzo zastanawiać. Już sama gubiłam się w tym co robię, myślę i czuję.
Obudziłam się o siódmej. Zjadłam śniadanie. Odświeżyłam się i wykonałam rutynowe czynności poranne. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. Ubrałam się i stwierdziłam gotowość do kolejnego dnia.Trafiłam do miejsca pracy i zaczęłam harówę. Po ośmiu godzinach samotnie postanowiłam pospacerować po plaży. Chciałam wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam nic. Czekałam tylko na jakiś znak od niebios. Właśnie błagałam o niego przy brzegu, kiedy znikąd tak po prostu się pojawił...
Hejka! Oto rozdział number eleven ;) Jak myślicie, co tak wadzi naszej małej Koni? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Nie wiem kiedy pojawi się nowe opowiadanie, na razie mam małą blokadę twórczą, ale już coś mi się tworzy, więc będzie okej :) Nie denerwujcie się jeżeli nie pojawi się w najbliższych dniach :3
Ale skończyłaś
OdpowiedzUsuńPlaża spacer i znak hmmm
Czyżby Zayn mmm
Ta definicja Zayna
Czyżby coś ktoś....
Aaaa
Po prostu bosko
Dużo dużo weny
PS.W środę mam ten konkurs taneczny więc dam Ci znać :***
Buziaki
Melcia
No widzisz, it happens ;)
UsuńHmmm...Może, może nie, dowiesz się w swoim czasie kochana <3
Dziękuję, bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona z mojej pracy, to wielka motywacja :D
CZEKAM NIECIERPLIWIE NA RELACJĘ Z KONKURSU! Koniecznie musisz mi wszystko opowiedzieć skarbie <3
Całuski KC SIS <3
Jej igły bym nie pomyślała, że Zayn może tak powiedzieć!
OdpowiedzUsuńPiękne słowa!!
I jak romantycznie.
I czyżby to właśnie Zayn był na plaży?
Suoer
Czekam na kolejny!
No widzisz jaki romantyk ;)
UsuńByć może, być może nie :D Uwielbiam was podpuszczać :>>
Dziękuję, już wkrótce <3