piątek, 13 lutego 2015

I can't find this feeling 6



Odłożyłem świstek. Byłem bezradny. Oczywiście, nie zamierzałem rozpowiadać. Zastanawiało mnie czemu tak bardzo zależy jej na dyskrecji. Nie ogarniałem tej laski. Bez żartów. Nie pozostało mi nic jak spełnić jej prośbę, przecież nie miałem prawa zmuszać jej do czegokolwiek. Jednakże zamierzałem odkryć to co leżało jej na sercu, gdyż wszystko na to wskazywało. Miałem dziwne wrażenie, że to nie coś lekkiego do zniesienia. Czułem, że to coś co rzeczywiście poważnego. Wziąłem kąpiel i ubrałem się. Ogółem ogarnąłem się. Ponownie miałem wolne. Ruszyłem do siostry. Tego co tam zastałem śmiało nazwać można niespodziewanym...
***
Po pierwsze całowała się na kolanach Lou właśnie z nim. Stanąłem jak wryty. Powiedzmy, że odessali się od siebie.
-Zayn?-Szok mojej siostry objawił się wyraźnie. Wstała i postawiła kilka nerwowych kroków w moim kierunku, podobnie jak jej towarzysz, a mój kumpel.-To nie...
-Przestań.-Przerwałem jej.-Ważne jest tylko to, żeby cię nie skrzywdził, bo nie podaruję.-Pogroziłem Tomlinson'owi pięścią, ale z uśmiechem. Objął pewnie Al i musnął jej polik.
-Kocham cię bracki.-Rzuciła mi się na szyję i "ukochała". 
-Jasne, jasne.-Rzuciłem przybijając sobie męską piątkę z brunetem.-Koni jest u siebie?-zapytałem już kierując się do jej pokoju. 
-Myślałam, że spała u ciebie.-Zatrzymałem się.
-Jeszcze nie wróciła?-Mój głos drżał.
-Nie widziałam jej.-Moja sis wzruszyła ramionami. Serce zaczęło bić mi mocniej. Przez głowę przebiegło milion czarnych myśli. A jeżeli ten psychol znów ją dopadł? Jeśli coś się jej stało?!-Takie przykłady mogę podać bez cenzury. Szybko wbiegłem do jej sypialni. Rzeczywiście nie było jej. Wystrzeliłem z mieszkania Alby nie zwracając uwagi na jej pytania, krzyki i wołania. Złapałem za komórkę. Nie odbierała. Pozostało mi tylko jej szukać. Sprawdziłem na początku poboczne uliczki i opuszczone miejsca. Później przyszedł czas na jej pracę, centrum i osiedla zaludnione przez bogaczy. Nigdzie jej nie było. Cały się trząsłem. Już nie miałem pomysłów. Nie daleko mi do płaczu pozostało, gdy jedna lokalizacja wpadła mi. Nie zastanawiając się długo ruszyłem. Miałem nadzieję, że nareszcie ją znajdę. Lecz trafiło na najbardziej zapełnione miejsce w Sydney. Przeszedłem całą plażę. Wszędzie tylko opalający się lub grający w siatkówkę, brak mojej Koni. Zaraz...Mojej?...Nieważne. Bezsilnie opadłem na piasek tyłem do wody. Spojrzałem na klify przede mną. Dostrzegłem tam ją. Jak najprędzej podniosłem się i pobiegłem w kierunku, można powiedzieć, wejścia. Po wspinaczce powoli podszedłem do siedzącej na skraju wzgórza dziewczyny. Wpatrywała się w przestań przed nią. Właściwe skierowana była do mnie bokiem. Nie zauważyła mnie dopóki nie zająłem miejsca obok.
-Co tu robisz?-Odezwała się jako pierwsza. 
-Szukam cię od rana.-Odpowiedziałem.-A co ty tu robisz?-Powtórzyłem po niej. Zamilkła na chwilę nadal nie spuszczając oka z punktu, który przyciągał jej uwagę.
-Tu przychodzę kiedy mam coś do przemyślenia.-Odrzekła.-Niepotrzebnie się trudziłeś, nic mi nie jest.-Mimo, iż mówiła spokojnie w jej tonie wyczuwałem drgania. Całe ciało blondi pokryte było ciarkami. 
-Martwiłem się.-Rzekłem.
-Nie masz o co. Nic mi nie jest.-Za wszelką cenę wypierała moje obawy. Naprawdę, niedorzecznie reagowała na gwałt. Przecież ktoś ją wykorzystał. Nie chciałem, aby odbierała sobie życie lub wpadała w depresję. Po prostu, aby odreagować i zapomnieć musiała się wypłakać, wyładować emocje. Cały chodziłem od jej zachowania. 
-Nie boisz się?-Rzuciłem.
-Prosiłam cię, abyś więcej o tym nie mówił.-Po raz pierwszy wtedy spojrzała w moje oczy. 
-Dobrze. Przepraszam.-Spuściłem głowę.-Czemu nie poszłaś się przebrać i ogółem ogarnąć tylko siedzisz w moich rzeczach?-Postanowiłem zmienić temat. Znów ta cisza z jej strony. Oddychała powoli, jakby starała się uspokoić. Martwiłem się już nawet o końcówkę jej włosów. Pochłonęła całe moje myśli, moje troski. Nie umiałem się od niej odciągnąć. 
-Byłam u Al, ale zajęta była Lou. Nie chciałam im przeszkadzać. Po za tym chciałam pobyć sama.-Wyszeptała odchylając głowę z zamkniętymi oczami. W tamtej chwili miałem ochotę zabić siostrę. Nie wiem czemu. Obawiałem się choć na moment zostawić Koni samą, może dlatego. Przez jej lizanie się z Louis'em naraziła swoją lokatorkę, a mój cały św...Stop! 
-Wybacz.-Znów na mnie zerknęła.
-Za co?-Nie zrozumiała. Chyba była ciekawa. 






Hejka! No więc tak, dzisiaj jadę do babci i dziadka, czyli bezludzie. Bez żartów to na wsi i nie ma tam zbyt wiele domów, a tym bardziej zasięgu. Co wskazuje na moją przyszłą nieobecność. Raczej nie uda mi się już dzisiaj nic dodać :P Jutro na sto procent nie będzie mnie w ogóle. Zwyczajnie nie mam jak wejść, brak neta doskwiera >< Żałuję, bo walentynki i wgl :3 No nic, będę nadrabiać w niedzielę wieczorem, gdyż jak domyślacie się muszę odrobić lekcje, bo całe ferie nie chciało mi się XD No nic...To do napisania (?) w niedziele ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. Cudowny
    Nie będzie Cię
    :(
    Będę tęsknić:*
    Miłych walentynek :* <3
    Buziaki
    Ściskam
    Mela
    Heh ja też muszę jeszcze zrobić lekcje:)
    I teraz pytanie co ja robiłam przez dwa tygodnie?
    Pa :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      No niestety, ale takie życie ;p
      Nawzajem :^^
      Całuski :*
      Hehe...też się zastanawiam :3 tak szybko zlecialo -,-
      Pa pa <3 ♥♥♥ ♡♡♡

      Usuń
  2. Kolejny świetny rozdziałek!!!
    Zayn, Twoje myśli o tylko koni... I Dobrze!!
    Czekam na nn
    Do dziadków powiadasz.. Ja miałam jechać w tym tygodniu ale praktyki wypadły i dupa, nie pojechałam...
    No cóż przeżyje do niedzieli %))
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę iż jesteś zadowolona :D
      Już niedługo :*
      No widzisz ;P
      Całuski :)

      Usuń