poniedziałek, 23 lutego 2015

Imagin Louis 3

-Dzień dobry, ja do (T.I) na korepetycje.-Odezwałem się jako pierwszy.
-Witaj. Tak, tak. Louis, prawda?-Uchylając drzwi szerzej zapytała.
-Tak. Skąd pani wie?-Wszedłem i nieco się zaśmiałem.
-Córa, trochę o tobie mówiła. Że jesteś taki...
-Mamo?-Nagle pojawiła się ona. Jej rodzicielka zatrzasnęła barierę drzewną i zachichotała pod nosem.
-Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię. To ja lecę, a wy się tam "uczcie" namalowała cudzysłów w powietrzu szczerząc się od ucha do ucha. Rozbawiła mnie. (T.I) posłała jej karcące spojrzenie. Brunetka zniknęła. Zostałem w przedpokoju wraz z nią.
-Nic nie mów.-Nakazała zanim zdążyłem cokolwiek wydusić. Odwróciła się i zaczęła iść. Dorównałem jej kroku pokonując pierwsze schodki.
-Jaki jestem?-Rechotałem.
-Głupi.-Uderzyła mnie w ramię jeszcze bardziej mnie bawiąc...
***
Jej pokój? Niesamowity. Ogromny i urządzony naprawdę nowocześnie. Przyznam, że w tamtej chwili na sekundę zagościła we mnie zazdrość, ale po minucie uleciała. Usiedliśmy do nauki. Na początku jak zawsze musiałem się trochę powygłupiać, później jakoś poszło. Powiem tak, belfrzy nigdy nie potrafili niczego mnie nauczyć. Zawsze mieszały mi się ich metody, wzory itd. (T.I) udało się to. Naprawdę zrozumiałem. Myślała schematami, co mi także pasowało w tym przypadku.
-...Wynik?-zapytała.
-Minus pięćdziesiąt dwa.-odpowiedziałem niepewnie. Patrzała na mnie tymi swoimi ślicznymi oczkami, przy niej po prostu nie dało się być przekonanym o swoim zdaniu.
-Dobrze.-Ucieszyła się (?).-Załapałeś.-Lekko klepnęła mnie w rękę na znak, chyba, gratulacyjny.
-Mam dobrą nauczycielkę.-Wyszczerzyłem się.
-Ta. Okej, to chyba wszystko na dziś.-Zamknęła zeszyty i odłożyła na bok.
-Mogę zadać ci pytanie?-Odezwałem się.
-Wydaje mi się, że właśnie to zrobiłeś.-Zachichotała.
-Inne pytanie.-Sprostowałem.
-No wal.-Poprawiła włosy.
-Dlaczego mi pomogłaś?-zapytałem.
-Już mówiłam ci...
-Ale tak naprawdę, powiedz czemu. Chcę wiedzieć.-Przerwałem jej. Wyraźnie posmutniała.
-Kiedy masz ojca dyrektora, nie chodzi mi tylko o szkołę, bronisz zdania i praw innych. Tyle.-odpowiedziała wstając. Zaczęła grzebać w swoim plecaku tyłem do mnie.
-Może dokładniej?-Nie chciałem przyznawać się dosłownie, że nie skumałem.
-Po prostu on stara się rządzić wszystkimi i nadzorować wszystko. Mam tego dość. Po prostu staram się stawiać mu kiedy uważam coś za niesłuszne.-Wzruszyła ramionami układając ubrania do swojej szafy.
-Czyli karcenie mnie było niesłuszne ze strony twojego ojca?-Wyprostowała się i odwróciła aby na mnie spojrzeć.
-Musisz łapać mnie za słowa?-Z wyrzutem westchnęła.
-Nie łapię cię za słowa, po prostu wyznałaś, że uważasz to za błąd. Czyli jednak mnie lubisz.-Wskazałem na nią wskazującym unosząc brwi.
-Toleruję i tylko dlatego, że jesteś cholernie uparty i walczysz o swoje. Szanuję takie osoby, co nie oznacza, że darzę cię jakąś tam sympatią czy coś tam.-Machnęła ręką.
-Czemu od razu tak mnie skreśliłaś?-Podszedłem do niej.
-Przestaniesz zadawać tyle pytań?-Znów stanęła do mnie twarzą, lecz tym razem nie wiedziała, że tkwię tuż za jej plecami. Nasze ciała wręcz się stykały.
-Nie.-Zaśmiałem się. Chciała cofnąć się, ale złapałem ją na nadgarstki i przyciągnąłem bliżej.-Chcę odpowiedzi, bo jak nie to nie puszczę.-Ścisnąłem ją mocniej. Oczywiście długo krzyczała na mnie i szarpała się, ale trochę drobinka z niej i nie bardzo wychodziły jej te "próby".
-Najzwyczajniej w świecie nauczyłam się, że gdy kogoś polubię po chwili go tracę, więc nie mam zamiaru przeżywać tego wciąż i nie mam nawet znajomych.-Dałem jej powietrza. Zszokowała mnie. Nie myślałem, że o to chodzi. Łzy w jej oczach sprawiły, że spoważniałem.-On zawsze odstrasza tą swoją "dyscypliną". Kontroluje i zazwyczaj nie pozwala dopuścić do mnie nikogo. Wolę oszczędzić tego sobie i innym. Jesteś pierwszą osobą jak w ogóle kiedykolwiek zagościła w moim domu za jego zgodą.-Minęła mnie starając się ukryć płacz. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zatkało mnie.
-Ja...
-Przestań. Idź lepiej, wróć do swojej ekipy i rozpowiedz im jaka to córunia dyra nie jest beksa i ciota, zrobi ci to dobrze.-Ocierała poliki. Zbliżyłem się do niej i znów zacisnąłem dłonie w tym samym miejscu.
-A może warto spróbować?-...











Hejka! Jak powiedziałam pojawia się dzisiaj kolejny rozdział, który mam nadzieję, że się spodoba ;) I jak? Spodziewaliście się takiego zwrotu akcji? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. No ja sie nie spodziewałam, jak to ja...
    Fajny rozdział i w ogóle, że jakoś się dogadywali i w ogóle...
    A ten jej ojciec... Niech już da jej żyć!!
    Louis przejęty...
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie przesadzaj :x
      Dziękuję <3 Nom :*
      Już niedługo :*

      Usuń
  2. O jaaa *.*
    Niezły szoczek O.O
    Lou taki wytrwały
    Oby tak dalej
    Ja tam myślę ,że warto :*
    A co będzie,to będzie
    Cudo :*
    Czekam na kolejny
    Buziaki
    Ściskam Mela
    Jak tam 'cudofna' szkoła ? ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIĘKUJĘ <3 Bardzo się cieszę, że Ci się podoba ^^
      W najbliższym czasie kolejny :*
      A szkoła? Hmm...Słodko-gorzko. Niby tu fajne, fajne oceny, a zaraz jakieś trzy albo dwa wpadnie i znów dobra passa, szkoda mówić. A u Ciebie? :)
      Całuski <3

      Usuń