-Przestaniesz zadawać tyle pytań?-Znów stanęła do mnie twarzą, lecz tym razem nie wiedziała, że tkwię tuż za jej plecami. Nasze ciała wręcz się stykały.
-Nie.-Zaśmiałem się. Chciała cofnąć się, ale złapałem ją na nadgarstki i przyciągnąłem bliżej.-Chcę odpowiedzi, bo jak nie to nie puszczę.-Ścisnąłem ją mocniej. Oczywiście długo krzyczała na mnie i szarpała się, ale trochę drobinka z niej i nie bardzo wychodziły jej te "próby".
-Najzwyczajniej w świecie nauczyłam się, że gdy kogoś polubię po chwili go tracę, więc nie mam zamiaru przeżywać tego wciąż i nie mam nawet znajomych.-Dałem jej powietrza. Zszokowała mnie. Nie myślałem, że o to chodzi. Łzy w jej oczach sprawiły, że spoważniałem.-On zawsze odstrasza tą swoją "dyscypliną". Kontroluje i zazwyczaj nie pozwala dopuścić do mnie nikogo. Wolę oszczędzić tego sobie i innym. Jesteś pierwszą osobą jak w ogóle kiedykolwiek zagościła w moim domu za jego zgodą.-Minęła mnie starając się ukryć płacz. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zatkało mnie.
-Ja...
-Przestań. Idź lepiej, wróć do swojej ekipy i rozpowiedz im jaka to córunia dyra nie jest beksa i ciota, zrobi ci to dobrze.-Ocierała poliki. Zbliżyłem się do niej i znów zacisnąłem dłonie w tym samym miejscu.
-A może warto spróbować?-...
***
-Nie jestem taki jak myślisz.-Ścisnąłem jej dłonie.
-Jasne.-Parsknęła.-To po co udajesz kogoś kim nie jesteś? Dla popularności, "przyjaciół"? Tak? Pomyślałeś, że udając nie siebie, oni tak naprawdę lubią nie ciebie tylko twoje udawane zachowanie? Przecież, gdyby zależało im na tobie chcieliby się z tobą przyjaźnić bezwarunkowo. Dlatego ja nie mam znajomych, nie muszę grać.-Wyrwała mi się i odeszła na kilka kroków powracając do dawnego zajęcia. Miała rację stuprocentową. Otworzyła mi oczy na to co robię. Rzeczywiście nie byłem sobą, to wszystko na pokaz. Lecz nie tylko to zrozumiałem.
-Przyznam, że to prawda. Przejrzałaś mnie, gratuluję. Myślę, że oboje potrzebujemy kogoś kto stanie u naszego boku bez żadnych sztuczności. Może dajmy sobie szansę? Nawzajem.-Spojrzała na mnie i zmierzyła wzrokiem.
-Nie boisz się, że cała szkoła cię znienawidzi?-Ironicznie zapytała.
-Nie, bo ja nie mam się czego wstydzić przy takiej dziewczynie. Jesteś mądra, inteligentna, pewna siebie, piękna i robisz wrażenie.-Wyrecytowałem na co krzywo na mnie luknęła.
-Chodzi mi o to, że jestem córką dyrektora szkoły. Wiele osób postrzega mnie tylko przez ojca, więc...
-Przestań. Nie zależy mi na opinii innych, liczy się to co ja uważam o tobie i moją sprawą jest czy spotykam się z tobą czy nie.-Zrobiła zdziwioną minę.
-Od kiedy masz wylane na resztę szkoły?-Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Od jakiejś minuty, kiedy dowiedziałem się jaki jestem.-Zachichotała.
-Jakbym powiedziała ci jaki jesteś to już nigdy nie zechciałbyś zobaczyć mnie po raz drugi.-Nawet nie wiedziała, że sama się pogrążała.
-Ale mi tego nie wytkniesz, bo chcesz abym spędzał z tobą czas.-Pewnie stwierdziłem. Spodziewałem się wyparcia, w najgorszym wypadku kłótni.
-Tak zależy mi na tym.-Zupełnie poważnie potwierdziła. Zatkało mnie. Oniemiałem. (T.I) (T.N), ta która przed minutą mnie nie cierpiała wyznała, że chce ze mną przebywać?!?!?!
-Co?-Jak idiota wydukałem.
-Jesteś pierwszą i jedyną osobą, która daje mi szansę i chce mnie poznać.-Odpowiedziała cicho. Spostrzegłem w jej oczach żal i smutek, miałem ochotę opleść ją rękami i wtulić mocno w siebie. Jednakże wiedziałem, że nie mogę. Mogłem stracić ją przez najgorszą głupotę, doskonale zdawałem sobie z tego sprawę.
-I nie mam zamiaru zmieniać zdania.-rzekłem.
-Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać.-Chyba nie miałem tego usłyszeć, ale usłyszałem. Niepokoiło mnie to. Spakowałem swoje rzeczy i narzuciłem pakunek na plecy.
-Do zobaczenia.-Wychodząc rzuciłem z lekkim uśmiechem.
-Cześć Louis.-Odwzajemniła gest i zamknęła za mną drzwi.
*Oczami (T.I)
Jak zawsze wyszłam z domu o 8.00. Przed furtką jednak zastałam coś, właściwie kogoś nowego.
-Co tu robisz?-odezwałam się pierwsza.
-Czekam na ciebie.-oznajmił.
-Myślałam, że po przemyśleniu tego zrezygnujesz.-Ruszyliśmy.
-Rzadko kiedy się poddaję.-odrzekł.
*Oczami Lou
Wkroczyliśmy do budynku szkoły. Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na nas. Nie czułem się nieswojo. Wręcz duma przepełniała mnie. Zjawiliśmy się przed moją "paczką", o której już opowiadałem. Każdy z nich miał zaskoczony wyraz twarzy. Cóż, pewnie nie spodziewali się. W tajemnicy zdradzę, że nie tylko oni. Ciekawy byłem ich reakcji, która mogła objawić się w każdy sposób...

Hi! Oto kolejna część, choć krótka, mam nadzieję, wystarczająco treściwa.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Cudowna!
OdpowiedzUsuńJej,Louis jaki tresciwy w slowach!
Bardzo mi sie podoba i czekam na kolejna czesc!
Dziękuję, bardzo się cieszę :DD
UsuńMega motywacja <3
Już wkrótce :*