sobota, 7 lutego 2015

Imagin Louis

-No dobra, gadaj. Jak on ma na imię?-Moja kuzynka jak zwykle kiedy cieszyłam się do komórki zareagowała podejrzeniami.
-Skąd wiesz, że to on?-Zerknęłam na nią odrywając wzrok od ekranu.
-Bo nie mówiłaś, że przerzucasz się na laski?-Rozbawiła mnie. Powróciłam do telefonu.
-Louis.-Odpowiedziałam.
-Wiedziałam.-Parsknęła.
-Jest słodki...
-Yhy...
-Uroczy...
-Ta.
-Mądry, inteligentny...-Wzdychałam.
-Ty lepiej powiedz czy przystojny.-Oderwała się od telewizora i zajrzała do mojego skupiska uwagi. Pokazałam jej zdjęcie. Uważnie się przyjrzała.-I ty się kurde jeszcze za niego nie bierzesz?-Złapała się za czoło zszokowana.
-No sorry, ale nie jestem tak bezpośrednia jak ty.-Rzekłam.
-Pomóc?-Wzruszyła brwiami.
-Nie, ty lepiej nic nie rób. Dzisiaj z nim wychodzę i nie chcę żebyś...
-Co?!-Przerwała mi.-Cholera, za ile?!-Wstała.
-Półtorej godziny.-Spokojnie odpowiedziałam.
-Nie szykujesz się?
-Mam dużo czasu, idziemy tylko na kolację i spacer.-Powiedziałam jakby to było jasne.
-Tylko?-Szczęka jej opadła.-Jeżeli masz zamiar go wyrwać, to idziesz kochana ze mną i bez dyskusji. Trzeba cię...Ten no, wiesz. Dodać trochę tu, odjąć tam i będzie jak znalazł.-Wskazywała na moje piersi i brzuch. Nie powiem, nie leżało mi to. Zaczęła mnie pindrzyć. Nałożyła na moje poliki róż, powieki cień i eyeliner, usta szminkę i błyszczyk. Wcisnęła mnie w jakąś kreację podkreślającą biust. No nie, tak nie będzie-pomyślałam.
-Nie!-Krzyknęłam gdy się ujrzałam.-Nie ma mowy! Ściągam to!-Zerwałam z siebie sukienkę.
-Co ty robisz?-Oburzyła się.
-Obrażasz mnie, każesz się zmieniać. Chcę się ubrać normalnie. Nie będziesz mi życia układać!-Wypchnęłam ją z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Wzięłam prysznic. Wysuszyłam całe ciało oraz włosy, które podkręciłam prostownicą i splotłam w warkocza na bok. Pomalowałam rzęsy i wargi bezbarwną pomadką. Samodzielnie wybrałam zestaw. Ubrałam się i wyszłam z pokoju. Nie zwracając uwagi na przeprosiny, błagania i krzyki kuzynki opuściłam posesję. Pomknęłam tam gdzie umówiłam się z chłopakiem, czyli do parku. Spokojnie stałam oczekując go. Od tyłu ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to.-Doszedł mnie głos melodyjny jak u słowika.
-Kevin?-Rozbawiłam go.
-Nie.-Złapał mnie za dłonie i zamaszyście obrócił twarzą do siebie zamaszyście jak w "Dirty dancing".
-Louis?-Zaśmiałam się.
-Ciepło.-Pocałował mnie w policzek.
-Misiek?-Odchyliłam się lekko by lepiej widzieć jego ślepia.
-Gorąco.-Objął mnie i ruszyliśmy.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-W pewnym momencie zmieniłam temat.
-Najpierw coś ci pokażę.-Pociągnął mnie do wielkiego wieżowca. Wepchnął do windy. Znaleźliśmy się na szczycie budynku. Właśnie zapadł zmrok. Piękne światła miasta stały przed nami. Cudowny widok. Nowy Jork jest niesamowity.
-A więc?-Już nie wytrzymywałam napięcia.
-Właściwie to nie zamierzałem nic mówić.-Zbliżył się do mnie.
-A co planowałeś?-Poczułam jego dłonie na tali.
-To.-wpił się w moje usta. Z  początku delikatnie, później pogłębił pocałunek. Idealnie, tak było. Rzeczywiście nie musiał nic mówić. Wystarczył ten gest. Zrozumiałam. I tak zgodziłam się...










Hejka! Przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam w podróży do taty :) Sorka, nie gniewajcie się :3 Nawet nie liczę, że się wam spodoba, ale mało mi dzisiaj weny, bo jestem zmęczona :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Cudny
    Piękny
    Przepiękny
    Słodki
    Miód
    Malina
    I nie wiem co jeszcze...
    Po prostu świetny!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś zadowolona ^^
      Całuski i dziękuję <<3

      Usuń