wtorek, 24 lutego 2015

Little Sweet Angel 44

-Hej. Mów mi Cin.-Przywitałyśmy się uściskiem dłoni.
-Michi.-Uśmiechnęłam się.
-Masz, więc dzisiaj przymiarki do pierwszej, później próba make-up'u i fryzury. O siedemnastej kolacja z innymi modelkami i jesteś wolna. Jutrzejszy plan wyślę ci mail'em. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała pisz, albo dzwoń. To mój numer. Jestem na czternastym piętrze. Do usług.-wyrecytowała zadowolona. Od razu ją polubiłam.
-Jasne, dziękuję.-Odebrałam karteczkę.
-To do zobaczenia.-Pomachała mi i wyszła.
-Pa!-rzuciłam.
-Podnieś ręce do góry.-Nakazała jedna ze skaczących wokół mnie krawcowych.
-Tak jasne.-Powróciłam do skupienia na przymiarce. To jest jakaś bajka.-pomyślałam...
***
Szybko zleciało. Poznałam wiele znanych modelek, aż byłam w szoku jakie to miłe dziewczyny. Wydawało mi się, że takie gwiazdy są raczej wredne i samolubne, ale nie one. Jednakże, życie nauczyło mnie, aby nie ufać nikomu za szybko. Dlatego też nie zbliżałam się za bardzo. Po "kolacji" George odebrał mnie i podwiózł mnie na róg mojej ulicy. Dlaczego biorę słowo "kolacja" w cudzysłów? Już wyjaśniam. Jak wiadomo ten fach nie należy do takich gdzie można wszystko bezkarnie. Tutaj styl życia wpływa na karierę. A więc posiłek nie należał do obfitych, jeżeli w ogóle można było nazwać to posiłkiem. Kolejne pytanie: Czemu na róg, nie pod dom? Otóż, Hazz mógł domyślić się czegoś, mimo iż tego wieczoru i tak go nie było. Umówiłam się z szoferem, że będziemy spotykać się właśnie tam. Weszłam do mieszkania. Harry miał audycję do 22.00, więc samotnie zajęłam sofę i włączyłam telewizor. Jakoś samoistnie mi się przysnęło.
-Słoneczko?-Usłyszałam głos ukochanego z przedpokoju. Natychmiast podniosłam się i przeciągnęłam. Ruszyłam do źródła dźwięku.
-Hej.-Uśmiechnięta przywitałam go pocałunkiem.
-Witam mój cały świat.-Oplótł ręce wokół mojej talii.-Mam pytanie do mojego aniołka.-Oznajmił.
-Rozumiem, że o mówisz o mnie.-Zachichotałam.
-Jak dojechałaś do pracy?-Odgarnął włosy z mojej twarzy.
-A czemu...?
-Twoje auto nadal stoi pod budynkiem od rana.-Przerwał mi. Ups...No to mamy problem!-pomyślałam. Zmuszona  byłam szybko znaleźć wyjaśnienie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
-Tak, bo widzisz. Co dziennie podjeżdża po mnie koleżanka z pracy. Nie mówiłam ci?-Jak najwiarygodniej odparłam odchodząc do kuchni. Podążał za mną.
-Nie.-Zaśmiał się.
-No to mówię.-Oparłam się o blat.
-Dobrzeee...-Przeciągnął układając dłonie na moich biodrach.
-Głodny?-Przechyliłam lekko głowę na bok tworząc wzory na jego torsie.
-Yhym.-mruknął.
-Może pizz'a...-Moment Michell buforowała informacje.-Albo może...Ymmm...Grzanki?-Lekko się skrzywiłam. Wiecie, nie mogłam jeść tak tłustych rzeczy, do tego on jeszcze o tym nie wiedział, więc.
-Nie masz ochoty na pizzę?-Zaśmiał się pod nosem.
-Nie bardzo, w sumie to nie jestem głodna. Brzuch mnie boli.-Udałam cierpienie.
-Jak wolisz, ja chyba zamówię tajskie.-Puścił mi oko łapiąc za telefon domowy.
-Dobrze, ja pójdę pod prysznic.-Oznajmiłam wychodząc.
-Myślałem, że zrobimy to razem.-Mruknął.
-Nie dzisiaj, kochaniutki.-Posłałam mu buziaka i zniknęłam. Mało brakowało, muszę być ostrożniejsza.-pomyślałam. Woda rozluźniła moje mięśnie. Wysuszyłam ciało i włosy, które związałam w niechlujną kitkę. W za dużej koszulce na długi rękaw i szarych spodniach dresowych zeszłam do ukochanego. Spożywał właśnie posiłek. Zajęłam miejsce obok na sofie. Jak na nieszczęście zaburczało mi w brzuchu i po raz kolejny musiałam się tłumaczyć.
Trzy dni minęły szybko. Właśnie tamtego miała ukazać się reklama ze mną w roli głównej. Właśnie miałam godzinną przerwę. Przesiadywałam ją z Cin w koktajlodajni ulicę od miejsca mojej pracy. To i nagle rozbrzmiał dzwonek. Najpierw Tat...Ogólnie to wszyscy w szoku i gratulacje i takie tam. Jedna osoba pozostała na mojej liście. Tak własnie Harry. Nie napisał, nie zadzwonił. Zawsze robił to w czasie swojego krótkiego odpoczynku od roboty. Nie mogłam do niego dotrzeć ani drogą telefoniczną ani mailową, zero kontaktu. Bałam się. Sama nie wiedziałam czego. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic mu nie jest, gdyż wciąż słyszałam jego głos w radiu, tyle, że taki zmieniony. Ciężko stwierdzić jaki dokładnie on był. Musiałam czekać na powrót do domu. Zamknęłam za sobą drzwi. Zastałam ukochanego w kuchni...










Hejka! Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie będziecie za niego źli, doskonale wiem, że tragedia...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

3 komentarze:

  1. Jaka tragedia?!
    Tragedia to dopiero będzie, jak wejdzie do domu i Harry będzie chciał tłumaczeń...
    Super rozdział, czekam nn.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie gadaj, tragedia, tragedia...
      No...Zobaczymy jak to się tam ułoży ;)
      Już dzisiaj nowe opowiadanie, mam nadzieję ;)

      Usuń
  2. Jaka tragedia?!
    Tragedia to dopiero będzie, jak wejdzie do domu i Harry będzie chciał tłumaczeń...
    Super rozdział, czekam nn.
    <3

    OdpowiedzUsuń