wtorek, 14 października 2014

Imagin całe 1D część1

Od kiedy o nich usłyszałam chciałam wyjechać, wyjechać aby ich zobaczyć. Marzłam aby ich poznać, by porozmawiać, zaprzyjaźnić się. Jak każda fanka chciałam spotkać ich i od razu się zakochać, lecz wydawało mi się to niemożliwe. Spora różnica wieku, języki ojczyste, odmienne poglądy i charaktery to były moje główne przeszkody. Zrezygnowałam z marzeń typu stanie na ślubnym kobiercu w towarzystwie jednego z nich, po prostu pragnęłam ich zobaczyć.
***
Nareszcie pełnoletność! To już dziś wybieram się do wymarzonego Londynu, będzie idealnie.
Wysiadłam z samolotu i rozejrzałam się, pięknie. Wszystko wydawało się takie duże, nowoczesne, lepsze. Przemierzałam taksówka miasto, cud. Niewiarygodne miasto. Zatrzymałam się pod mieszkaniem mojej starszej o cztery lata kuzynki. Znajdowało się na obrzeżach stolicy Anglii. Zapukałam do drzwi. W wejściu pojawiła się niska brunetka
-Nicole!-rzuciłam się jej nas szyję
-(T.I) tak długo czekałam- nie widziałyśmy się prawie pięć lat. W dzieciństwie miałyśmy ze sobą fantastyczny kontakt, byłyśmy jak siostry. Wpuściła mnie do środka i zaprowadziła do mojego pokoju. Był mały, ale mi wystarczał. Rozpakowałam swoje rzeczy. Wzięłam prysznic i przebrałam się w szary sweter, czarne rurki i ciemne botki. Rozpuściłam włosy i pomalowałam rzęsy.
-Ja już idę do pracy- do mojej sypialni wstąpiła współlokatorka-będę około dwudziestej drugiej. Tu masz klucze, jakby coś to dzwoń.- dała mi buziaka w policzek na pożegnanie i opuściła dom. Długo się nie zastanawiałam, złapałam za torebkę i płaszcz. Zamknęłam mieszkanie i poszłam przed siebie. Podziwiałam widoki kiedy obok mnie przebiegło stado rozwrzeszczanych dziewczyn. Nie zwróciłam na nie uwagi, stwierdziłam że jakaś gwiazda jest w pobliżu. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam dalej. Wkroczyłam na puste tereny, małe kawiarenki i restauracje puste w środku. Pięć postaci ubranych w bluzy z kapturami minęło mnie. Jakby się czegoś bali, rozglądali się i nie wiedzieli gdzie podziać. Zbliżyłam się do nich
-Czy mogę wam w czymś pomóc?-aż odskoczyli ode mnie. Za wszelka cenę nie chcieli pokazać mi swoich twarzy.-Nic wam nie zrobię-zaśmiałam się.
-Potrzebujemy się gdzieś schować-jeden z nich nareszcie się odezwał. Jakbym gdzieś już słyszała ten głos.
-Mieszkam niedaleko, zapraszam.-nigdy nie bałam się ludzi. Znałam swoją siłę i nie martwiłam się o swoje bezpieczeństwo. Bez słowa ruszyli za mną. Kiedy mijaliśmy tłum dziewczyn chowali się za mną. Pomyślałam że mogą mieć jakieś problemy lub że nie lubią towarzystwa. Wpuściłam ich do środka. Zatrzymali się w korytarzu.-Wchodźcie do salonu.-tak zrobili. Byli odwróceni do mnie tyłem kiedy ściągnęli kaptury. Czy to? Tak to ONI! Zawsze o tym marzyłam, ale nie miałam zamiaru krzyczeć i skakać na ich widok. To nie w moim stylu. Po za tym to normalni ludzie z niesamowitym talentem. Rozpoznałam ich zanim zdążyli mi się ukazać twarzą. Kiedy już to zrobili mieli miny jakby czekali na zagładę.-Teraz rozumiem- ich brwi uniosły się do góry.-Kawy, herbaty?-starałam się przyjąć ich jak zwykłych gości mimo iż sama byłam tam gościem. Chwile nie mogli nic z siebie wydusić, byli bardziej zdziwieni ode mnie.
-Herbaty-wydukał blondyn
-Już się robi. Usiądźcie, zaraz wracam- dopiero w kuchni zaczęłam się radować po cichu. Tańczyłam podczas parzenia napoi. Po kilku minutach wróciłam do nich z sześcioma kubkami. Podałam im je i sama zajęłam miejsce na fotelu naprzeciw sofy na której siedzieli.-Jestem (T.I)- przedstawiłam się. Nadal patrzeli na mnie jak na wariatkę, nie dziwię się. Inne zabiłyby żeby tylko ich dotknąć.
-Miło nam-Payne w końcu odpowiedział
-Co tacy w szoku?-upiłam łyk
-Zazwyczaj dziewczyny inaczej reagują na nasz widok-rzekł Lou
-Coś w stylu: AAA!-zażartowałam
-Dokładnie-uroczo śmiał się Styles. To się stało, poznałam ich. Porozmawiałam i zakolegowałam. Byli tacy jakim ich sobie wyobrażałam. Długo czekaliśmy aż tłumy fotografów i fanów rozejdą się. Kiedy ich odprowadzałam Zayn zapytał mnie po cichu
-Dasz mi swój numer?-myślałam że rozpłynę się na widok jego przepięknych czekoladowych oczu.
-Tak to jest 324...-zapisał kilka liczb w swojej komórce. Opuścili moje nowe miejsce zamieszkania. Skakałam i krzyczałam około godzinę. Nie miałam zamiaru dzielić się wrażeniami z nikim. Nie zaufaliby mi po raz drugi. Moje marzenie się spełniło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz