niedziela, 26 października 2014

Little Sweet Angel 8

Zebrałam się i poszłam na górę. Nadal chodzenie sprawiało mi wiele trudu. Postanowiłam obejrzeć mój brzuch, był fioletowy. Obandażowałam go. Ubrałam się i rozpuściłam włosy. Kompletnie zapomniałam że mój "make-up" spłynął razem ze łzami. Wyszłam przed dom bez niego. Popełniłam wielki błąd...
***
Podszedł do mnie loczek i od razu zauważył, cholerne światła:
-Co ci się stało?-był bardziej zły niż zaniepokojony
-Nic-odwróciłam głowę
-Michell...-spojrzał na mnie spod byka-Kto ci to zrobił?-wymyślałam coś na poczekaniu
-Bo, bo ja chciałam trenować samoobronę ale nie wyszło-nie poszło mi zbyt dobrze
-Wiem że kłamiesz. Kto ci to zrobił?-powtórzył. Nie miałam zamiaru wyjaśniać mu wszystkiego, to zbyt wiele by mnie kosztowało
-Nie chcę o tym mówić-łzy stanęły mi w oczach
-Chodź do środka, coś z tym zrobimy-posłuchałam go. Nie chciałam żeby jedyna osoba której ufałam odwróciła się ode mnie. Otworzyłam drzwi i weszliśmy. Od razu zaprowadził mnie do łazienki. Obejrzał moją twarz dokładniej:
-Co za drań musiał...-pod nosem komentował. Źle się czułam z tym że się nade mną lituje. Nienawidziłam współczucia, nikt nie mógł poczuć tego samego jeżeli sam tego nie przeżyje. To bolało zawsze wzbudzałam w ludziach ta emocję. Nie cierpiałam siebie za to. Dlaczego musiałam urodzić się taką pokraką? Takim kozłem ofiarnym? I zwyczajną sierotą? Płakałam cicho kiedy przykładał do mojego policzka lód, czy kiedy nakładał podkład. Nie chciałam aby się martwił, zależało mi na nim jako na przyjacielu. Miałam nadzieję że nim pozostanie na dłużej nić na kilka dni. Próbował mnie przytulić, ale z bólu syknęłam i zgięłam się w pół
-Michi...-zachowywał się jak mój ojciec-pokaż-zbliżył się
-Nie!-krzyknęłam-Nic mi nie jest, to tylko kolka. Często mi się zdarza kiedy chodzę na obcasach-o dziwo uwierzył . Poprawił mi włosy
-Porozmawiamy kiedy wrócimy. Chcesz iść?-był troskliwy, od dawna nikt nie był taki dla mnie. Czułam się przy nim wyjątkowo, mimo iż było to kilka dni spędzonych z nim
-Tak, nie chcę psuć ci wieczoru i mam ochotę się gdzieś wyrwać-tak naprawdę to tylko pierwszy argument skłaniał mnie do wyjścia, wcale nie miałam ochoty pokazywać się na ulicy. Bałam się że znowu oberwę
-Dobrze, to chodźmy-złapał mnie za rękę i po raz pierwszy wtedy się do mnie uśmiechnął. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod największym klubem w Londynie
-Po co my tu...?-jąkałam się. Takie miejsca nigdy nie kojarzyły mi się dobrze
-Masz urodziny, prawda?-kiwnęłam głową na tak
-Ale ja nie obchodzę...
-Teraz już tak-wciągnął mnie do środka. Co dziwne ominęła nas kilometrowa kolejka. Zwyczajnie weszliśmy. Trafiliśmy do loży dla vipów. Byli w niej Elenor, Louis, Liam (?), jakiś nieznajomy mi mulat oraz Niall
-Cześć-nieśmiało się przywitałam
-Witaj skarbie-brunetka pocałowała mnie w policzek co nieco zabolało. Reszta powtórzyła tą czynność. Tajemniczy mulat przedstawił się jako Zayn, wydał się fajnym chłopakiem. Usiadłam pomiędzy Harry'm a Nialler'em. Nagle wszyscy prócz blondyna wstali i zaczęli śpiewać "Sto lat", jeszcze nie byłam przyzwyczajona do takich gestów ze strony nowo poznanych osób, czy po prostu do ludzi wokół. Miałam nadzieję że jakoś uda mi się do tego przywyknąć...




Zayn dołącza ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz