czwartek, 23 października 2014

Sweet Cupcake 3

Oparłam się o nie i czekałam aż odejdzie, nie miałam zamiaru wpuszczać go do środka. Jak zwykle szczerzył się do mnie i patrzał prosto w oczy. Mimo iż nie lubiłam tego, to jednak brakowało mi go...Co ja gadam?-Dlaczego jesteś taki uparty?-to mnie zastanawiało
-Tęskniłem, bardzo-zbliżył się na niebezpieczną odległość. Przyznam zaparło mi dech w piersi. Czy ja wariuję?...
***
-Odsuń się panie sławny-odwróciłam głowę i odepchnęłam go. Żaden głos serce nie będzie mi życia układał, rozum to co się dla mnie liczy. Za dużo razy serce mnie okłamało
-Lily, ja...-nie dałam mu skończyć zwyczajnie weszłam do domu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Oparłam się o nie i zjechałam na ziemię. Płakałam. To co się wtedy stało... Jak mógł zapomnieć? Udaje  że nie wie dlaczego taka jestem? Co teraz? Tego bałam się najbardziej. Tak bardzo nie chciałam, ale nie potrafiłam zapomnieć. Dla osoby tak nienawidzącej samej siebie to za dużo. To przez niego czułam do siebie taki wstręt. Długo trwałam w rozpaczy zupełnie nie zwracając w uwagi na niego wołania. Wstałam i poszłam do swojego pokoju. Zajęłam miejsce na łóżku, skuliłam się w kłębek i wpatrywałam się w jeden punkt. Punktem tym było zdjęcie, to zdjęcie... Łzy samowolnie spływały po mojej twarzy. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Nagle usłyszałam pukanie do moich drzwi balkonowych, aż podskoczyłam. Powoli kroczyłam ku szybie. Widziałam doskonale kogo niesie, ale byłam niepewna. Niepewna tego co za moment mogło się wydarzyć. Otworzyłam i wróciłam na swoje miejsce
-Czego chcesz?-ocierałam policzki
-Przeprosić-zbliżył się
-Przeprosiny nie są nic warte jeżeli nie wiesz dlaczego przepraszasz-nie chciałam patrzeć mu w oczy. Zarazem nienawidziłam go i lubiłam. Uklęknął przede mną i złapał mnie za ręce
-Lily, ja wiem.-zaczął-Wiem jak bardzo skrzywdziłem cię i żałuję, żałuję tego zakładu.-uniosłam wzrok. Byłam zszokowana. Myślałam że nie wiedział o co chodzi. Zaniemówiłam-Byłem idiotą, dzieciakiem, dwunastoletnim łajdakiem. Nie mam pojęcia jak mogłem.-jego oczy błyszczały od łez, wiedziałam że mówił szczerze-Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że zależało ci na mnie. Nie powinienem bawić się twoimi uczuciami, wybacz.-znowu płakałam, ale już w jego ramionach. Potrzebowałam uścisku
-Ja nie, nie mogę...-znowu usiadłam na łóżku
-Czego?-znalazł się naprzeciw
-Nie mogę tak zwyczajnie ci wybaczyć. Zniszczyłeś mi życie, do dzisiaj wypominają mi to. Przez ciebie nie mogę znieść swojego odbicia w lustrze. Nie mogę przestać myśleć o tym jak jestem głupia. Przez ciebie nie potrafię zaufać!-recytowałam-Nie mogę tak po prostu zapomnieć...-nie mogłam się uspokoić
-Wiem-smutnym wzrokiem wpatrywał się w podłogę. Serce mi się krajało. Co ja mam teraz zrobić?...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz