-Tęskniłem, bardzo-zbliżył się na niebezpieczną odległość. Przyznam zaparło mi dech w piersi. Czy ja wariuję?...
***
-Odsuń się panie sławny-odwróciłam głowę i odepchnęłam go. Żaden głos serce nie będzie mi życia układał, rozum to co się dla mnie liczy. Za dużo razy serce mnie okłamało
-Czego chcesz?-ocierałam policzki
-Przeprosić-zbliżył się
-Przeprosiny nie są nic warte jeżeli nie wiesz dlaczego przepraszasz-nie chciałam patrzeć mu w oczy. Zarazem nienawidziłam go i lubiłam. Uklęknął przede mną i złapał mnie za ręce
-Lily, ja wiem.-zaczął-Wiem jak bardzo skrzywdziłem cię i żałuję, żałuję tego zakładu.-uniosłam wzrok. Byłam zszokowana. Myślałam że nie wiedział o co chodzi. Zaniemówiłam-Byłem idiotą, dzieciakiem, dwunastoletnim łajdakiem. Nie mam pojęcia jak mogłem.-jego oczy błyszczały od łez, wiedziałam że mówił szczerze-Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że zależało ci na mnie. Nie powinienem bawić się twoimi uczuciami, wybacz.-znowu płakałam, ale już w jego ramionach. Potrzebowałam uścisku
-Ja nie, nie mogę...-znowu usiadłam na łóżku-Czego?-znalazł się naprzeciw
-Nie mogę tak zwyczajnie ci wybaczyć. Zniszczyłeś mi życie, do dzisiaj wypominają mi to. Przez ciebie nie mogę znieść swojego odbicia w lustrze. Nie mogę przestać myśleć o tym jak jestem głupia. Przez ciebie nie potrafię zaufać!-recytowałam-Nie mogę tak po prostu zapomnieć...-nie mogłam się uspokoić
-Wiem-smutnym wzrokiem wpatrywał się w podłogę. Serce mi się krajało. Co ja mam teraz zrobić?...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz