Czekałam na niego na jednej z ławek. Na szyi poczułam dłonie, moje serce od razu skoczyło mi do gardła...
***
Czułam jak zaciskają się na mojej szyi. Zaczęłam się dusić. Szarpałam się, aż w końcu puściło. Złapałam za nią i odwróciłam się-pusto. Starałam się wyrównać oddech. Byłam przerażona, ale zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Torturowano mnie już nie raz. Po chwili dołączył do mnie Harold. Przytulił mnie i ruszyliśmy przed siebie. Zaczął się przyglądać mojej szyi
-Co ci się stało?-zatrzymał się i zaczął jej dotykać oglądając ją dokładnie
-Nic.-wyszarpałam się i szłam dalej. W oddali zauważyłam Richa. Aż się cofnęłam, miałam ochotę uciec żeby nie patrzeć na tą zakłamaną twarz. Postanowiłam zachować zimną krew i nie robić scen przy Stylesie. Nie chciałam sprawiać mu kłopotów. Udałam że relaksuje mnie ta przechadzka i uniosłam głowę ku górze
-Lubisz to miejsce?-zapytał
-Zawsze przychodzę tu kiedy mam problem, zwyczajnie się wypłakać. To moja samotnia.-nie skłamałam, naprawdę tamten park stanowił dla mnie odskocznię. Przymknęłam oczy. Niechcący wpadłam na jakiegoś mężczyznę i upadłam, on poszedł dalej. Wiedziałam że to Richard. Łza spłynęła po moim poliku kiedy lokaty pomagał mi wstać.
-Co się dzieje?-założył kosmyk moich włosów za me ucho. Martwił się o mnie, nie można było tego nie zauważyć. Nie lubiłam tego uczucia, nie potrzebuje litości.
-Nic takiego.-ciężko było mi kłamać patrząc w jego przepiękne zielonki.
-Przecież widzę. Zaufaj mi-trzymał mnie za ramiona bardzo blisko siebie.
-Ja, ja nie jestem gotowa.-jęknęłam. Wcale nie chciałam o tym rozmawiać. Miałabym przeżywać to po raz kolejny? Absolutnie nie.
-Rozumiem-przytulił mnie-Może gdzieś się schowamy?-spojrzał na zachmurzone niebo
-Tak, chodźmy do mnie-zaśmiał się
-Nie chodziło mi o to, ale dobrze.-objął mnie i wracaliśmy do mojego mieszkania. Był taki życzliwy i troskliwy. Czułam się przy nim jak nigdy, ale wiedziałam że za szybkie ocenianie ludzi nie jest dobre. Już kiedyś pożałowałam pochopnych decyzji. Szybko znaleźliśmy się w moim salonie.-Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć, nigdy cię nie zawiodę. Obiecuje.-zachichotałam cicho, zrobiło mi się miło
-Dziękuje ci mój nowy przyjacielu, ty również zawsze możesz zwrócić o pomoc.-rozmawialiśmy jeszcze długo. Około 16.00 zadzwonił jego telefon. Zrobił niezadowoloną minę-O co chodzi?-zaciekawiłam się
-Mój przyjaciel Lou prosi mnie aby do jutra zajął się Emi.-wstał
-Mogę ci pomóc-nie myśląc wiele wyskoczyłam z propozycją.-jeżeli chcesz.-dokończyłam. Uśmiechnął się uroczo. Podeszliśmy pod ogromną willę. Aż otworzyłam usta z wrażenia. Czy to jego dom?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz