niedziela, 19 października 2014

Sweet Cupcake1

Przypuszczam że bycie sąsiadką samego Harolda Stylesa jest czymś niesamowitym dla większość dziewczyn w przedziale wiekowym 7-20. Dla mnie jest to tortura. Od zawsze mnie irytował, jak na złość uczepił się mnie od kiedy byliśmy w tej samej klasie. Gdy zdobył sławę ulżyło mi. W końcu mogłam odpocząć od jego tandetnych tekstów i prześladowania mnie. Niestety teraz na mojej ulicy codziennie zbiera się grupa nastolatek tylko czekających na jego powrót. I tak wole wrzaski za oknem niż jego obecność.
***
Nareszcie wakacje. Stawiłam się w kuchni około 10.00 rano. Na stole czekała na mnie kartka od rodziców: "Dostaliśmy pilny telefon od cioci Dottie. Musimy wyjechać na kilka dni jej pomóc. Pieniądze masz w puszce, klucze na wieszaku i numer do nas na lodówce. Nie szalej zbytnio. Kochamy Cię i do zobaczenia.". Przewróciłam oczami i zabrałam się za robienie sobie śniadanie. Zjadłam i zaczęłam szykować się do pracy. Ubrałam czarne rurki, jeansową koszulę i Vansy. Poprawiłam jeszcze kok na mojej głowie i opuściłam dom. Po kilku minutach znalazłam się w piekarni.
-Dzień dobry-przywitałam starszą panią buziakiem w polik
-Witaj słodziutka-uwielbiałam moją pracodawczynię, była taka miła i troskliwa
-Zaraz wracam tylko skoczę po fartuch-poszłam na zaplecze. Po chwili sprzedawałam już wyroby cukiernicze klientom. Nie zwracałam uwagi kto kupował, tylko obsługiwałam ze spuszczoną głową. Nigdy nie byłam najśmielszą osobliwością. Pani Digner musiała wyjść na moment więc zostałam w pracy sama.
-Cześć Lily-usłyszałam znajomy mi głos. Uniosłam wzrok. Ukazał mi się Harry ten lokaty laluś z sąsiedztwa.
-Cześć-nie było to ciepłe powitanie z mojej strony. Oparłam się rękami o blat i patrzałam na ten jego uśmieszek-Coś podać?-lekko się skrzywił
-Czyli ty nic nie wiesz?-tym razem to ja się zdziwiłam
-O czym?-zaśmiał się
-Twoi rodzice wyjechali...-wzięłam w dłonie swoją komórkę- Mam zaopiekować się tobą przez ten czas-mój telefon spadł na podłogę
-Że co?-nie mogłam uwierzyć
-Mam cię przypilnować-powtórzył. Myślałam że zwariuję
-Nie ma takiej opcji. Jestem dorosła nie potrzebuje niańki-podniosłam przedmiot
-Nie mam cię karmić i kłaść spać, tylko pomagać i dotrzymywać towarzystwa-w tamtym momencie chciałam go zabić
-Szanowny Pan Styles nie musi marnować swojego czasu na mnie-uśmiech nie znikał mu z twarzy, tak po prostu wpatrywał we mnie te swoje gały.
-To nie marnowanie czasu tylko przemiłe spędzanie go-czy on ze mną flirtował?
-Nie powinieneś dawać teraz koncertu?-z sarkazmem zapytałam-Naprawdę nie musisz się ze mną użerać-wróciłam do ozdabiania babeczek. Moja szefowa wkroczyła do środka
-O Harry, już jesteś-cwańsko się szczerzył. O co do cholery chodzi?-Idź po fartuszek i wracaj, potrzebujemy pomocy.-obrzuciłam go wściekłym spojrzeniem
-Nie mów że...
-Dokładnie cukiereczku-mrugnął do mnie i poszedł się przebrać. Zapowiadają się wkurzające wakacje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz