czwartek, 23 października 2014

She's fire 2

 Całą lekcję zastanawiałam się nad jego osobą. Nareszcie zadzwonił dzwonek. Użyłam mocy. Gdy wszyscy oprócz niego wyszli zwyczajnie zniknęłam pozostawiając za sobą różnobarwny pył. Nie musiałam się przed nim ukrywać to wiedziałam na pewno...
***
Znalazłam się w szatni. Usiadłam na ławce i czekałam na dzwonek cały czas poszukując jego myśli pośród tysięcy innych. Nic nie mogłam znaleźć. Wiedziałam że zbliża się znienawidzona przeze mnie osoba. Już z daleka słyszałam jej głupie zamiary. Uważała że jeśli jest w grupie popularnych może znęcać się nad innymi. Wcale się nią nie przejmowałam gdyż wiedziałam że uwzięła się na mnie tylko dlatego że mi zazdrościła. Odwróciłam się do niej przodem z rozbawionym wyrazem twarzy, czekałam na jej wcześniej przygotowane teksty
-Co tam ofiaro?-zatrzymała się i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Wyglądało to komicznie. Przesączona sztucznością blondynka na czele i cztery brunetki za nią. Jak w kiepskim musicalu
-Daruj sobie Britney-byłam pewna siebie w tym co mówię
-Nie wierzę że jeszcze masz czelność się do mnie odzywać-jej piskliwy głos przyprawiał mnie o ból głowy
-Dobrze, więc Grace-zwróciłam się do jedynej sensownej dziewczyny w ich gronie. Po prostu szantażowały ją-powiedz swojej plastikowej przyjaciółeczce że mam ją głęboko gdzieś. I żeby się odwaliła zanim się rozkręcę-minka jej zrzedła. Zadarła nos i minęła mnie. Słyszałam jak wyzywa mnie, a inne dziewczyny się śmieją. Przebrałam się w strój sportowy i zebrałam się z innymi na sali gimnastycznej.
Tamten dzień mijał szybko. Harry cały czas kręcił się obok. Nareszcie mogłam opuścić budynek. Czułam że ktoś za mną idzie, wpadłam na pomysł. Wiedziałam że to ten lokaty. Zatrzymałam się w wąskiej uliczce i stałam się niewidzialna. Obserwowałam jak idzie moimi śladami. Ja kroczyłam za nim niezauważalna aż do końca krótkiej ulicy. Przystopował przy ścianie. Wtedy pojawiłam się. Zwrócił się do mnie przodem
-Kim jesteś?-zapytałam
-Tym samym kim jesteś ty-zacisnął dłoń a na jego nadgarstku pojawił się znak nieskończoności tak sam jak na mojej ręce
-Jak? Jak to możliwe?-jąkałam się-Wcześniej myślałam że jestem jedyna-nie mogłam uwierzyć
-Nie, nie jesteś.-opuścił rękaw. Był zły, wściekły nie wiedziałam dlaczego. W pewnym momencie zaczęłam się bać. Zawsze gdy ogarniał mnie strach zmieniałam wygląd otoczenia. Na ścianach otaczających nas kamienic pojawiły się różnobarwne gwiazdki. Jego negatywne emocje upłynęły i rozejrzał się dookoła. Jego zielonki błyszczały. Nasze spojrzenia się spotkały, uderzyła we mnie fala nieznanego mi ciepłego uczucia. Był niezwykły, taki tajemniczy intrygujący. Nareszcie spotkałam kogoś kto mnie zrozumie...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz