Miałam osiem lat kiedy z rodzicami wprowadziłam się do Doncaster. Nie byłam z tego zadowolona. Wolałam zatłoczony Londyn, gdzie nikt nie zwracał na mnie uwagi.
Nazajutrz miałam iść do nowej szkoły, niestety. Lubiłam się uczyć, ale towarzystwo innych mi przeszkadzało.
***
Weszłam do klasy jako ostatnia. Uczniowie podzieleni byli na małe grupy. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce obok samotnego chłopaka, nie chciałam ale tylko tam było wolne krzesło. Zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy, a on patrzył na mnie z podziwem. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Nareszcie odezwał się.
-Mam na imię Louis.-nadal wlepiał we mnie swoje niebieskie oczy
-Erika.-jak zawsze moja odpowiedź była krótka, ponieważ towarzystwo nigdy mnie nie cieszyło. Całą tamtą lekcję obserwował mnie, lecz go ignorowałam. Na przerwie wyszłam na dwór i usiadłam samotnie na ławce, podczas gdy inne dzieci bawiły się. Po chwili do mnie dołączył
-Lubisz być sama?-zapytał
-Tak-odrzekłam oschle-A ty?-aż ciekło sarkazmem
-Tak, ale ty mi się spodobałaś i możesz to zmienić.-uśmiechał się promiennie. Coś mnie tknęło. Postanowiłam z nim porozmawiać.
Okazało się, że podziela moją sympatię do piłki nożnej i muzyki. Po raz pierwszy w życiu spotkałam kogoś tak podobnego do mnie. Był typem samotnika. Od razu poczułam z nim więź.
Po czterech lekcjach przyszedł czas na wychowanie fizyczne. Drużynę do gry w football wybierałam ja i jakiś inny chłopiec. Do mojego teamu dołączył między innymi Lou. Wygraliśmy dzięki najlepszemu zawodnikowi Louisowi. Zaimponował mi.
Zaprzyjaźniliśmy się. Każdego dnia wracaliśmy razem do domu. Po zajęciach bawiliśmy się wspólnie. Jednak polubiłam towarzystwo, ale tylko jego. Był jedyna osobą która umiała mnie rozbawić. Zaprzyjaźniliśmy się.
Kiedy mieliśmy po dwanaście lat mój przyjaciel miał wziąć udział w turnieju piłkarskim juniorów. Kibicowałam z całych sil siedząc na trybunach. Lou trafił pierwszego gola, machałam mu. Kiedy mi odmachiwał jeden z jego przeciwników wpadł na niego i przewrócił go. Chłopak bardzo cierpiał, płakał i krzyczał zwijając się z bólu. Przerażona zbiegłam do niego i próbowałam uspokoić, marnie mi szło. Ktoś zadzwonił po karetkę. Miałam nadzieję, że to nic poważnego. Jednak myliłam się...
CZYTASZ=KOMENTUJ
Drugi rozdział=2 komentarze
Mam nadzieję że się podoba. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz