-Hej (T.I) nie płacz-przytulił mnie-To zwykły drań, nie zasługuje na ciebie-pocieszał. Był moim najlepszym przyjacielem, szczerym i od serca. W głębi podkochiwałam się w nim ale nie chciałam niszczyć naszej relacji, nie byłam pewna czy odwzajemnia to uczucie. Uspokoiłam się i puściłam go
-Dziękuje, ale tak naprawdę to ja nie zasługuję na nikogo-mówiłam tak gdyż liczne zdrady ze strony chłopaka naprawdę obniżają samoocenę. Nie lubiłam już samej siebie, myślałam że już nikogo nie znajdę dlatego trwałam z Josh'em, bałam się samotności. Mimo to postanowiłam to był definitywny koniec. Na moje słowa Payne lekko się zaśmiał:
-Jesteś przepiękna, nie wiem jak znajdziesz godnego siebie. Nawet nie wiesz...-trzymał mnie za ręce, tak chciałam usłyszeć te słowa. Jak na złość przerwał nam nie kto inny jak Lou, uwielbiam go po prostu, yhhh...:
-Liaś przymiarka-mój towarzysz westchnął głośno i mnie puścił
-Do zobaczenia na koncercie-pomachałam mu i szeroko się uśmiechnęłam. Moje serce prawie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. Miałam potwierdzenie co do mojego uczucia do niego. Nie wiedziałam jednak czy nie zraniłabym ich perkusisty, ale z drugiej strony on robił to wielokrotnie. Nie miałam zamiaru być gorszą, on nie miał litości ja tez nie chciałam. Usiadłam sobie za kulisami i czekałam na występ. Kilka osób jeszcze ze mną porozmawiało i zostałam zupełnie sama. Po kilkudziesięciu minutach głuchych krzyków i pisków directionerek zaczęli grać. Zabawa trwała w najlepsze. Nie miałam jednak ochoty patrzeć jak ten łajdak cieszy tą swoją zakłamaną twarz. Schowałam się do tej samej przebieralni, rozłożyłam się wygodnie na sofie która ponoć należała do Hazz'y ale co tam. Ten lokaty słodziak musiał ochrzcić każdą kanapę swoim szanownym tyłkiem. Kochałam tych chłopców, umieli dostarczyć rozrywki. Jeden spał, drugi jadł, trzeci oglądał "Toy Story"na komórce czwarty z piątym biegali dookoła. Nie mogłabym wyobrazić sobie trasy bez ich szaleństw. Długo leżałam przypominając sobie ich najzabawniejsze momenty na poprawę humoru. Przerwali mi właśnie oni. Nabuzowani wparowali do środka jak burza, aż zajęłam pozycję siedzącą-Spokojnie to tylko One Direction-zaśmiałam się na słowa Harry'ego. Spojrzałam na Liam'a, był jakby czymś przejęty. Poprosił mnie za bok. Zgodziłam się:
-(T.I) muszę ci coś powiedzieć-znowu trzymał moje dłonie-Kocham cię-nic nie powiedziałam, delikatnie się uśmiechnęłam i pocałowałam go. Teraz mogę się tylko zastanawiać czy nie żyję w bajce z idealnym księciem :) i jego tańcem szczęścia:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz