poniedziałek, 13 października 2014

Imagin Zayn #1


Tak długo czekałam na ten moment, na tę chwilę kiedy go ujrzę. Ten rok rozłąki był najgorszym w moim życiu. Od kiedy wyjechałam do Stanów Zjednoczonych na praktyki krawieckie nie widziałam się z moim sławnym chłopakiem Zaynem Malikiem. Zakochaliśmy się w sobie zanim jeszcze wziął udział w programie XFactor. Zrobiłabym dla niego wszystko. Podczas mej nieobecności pojawiały się plotki o romansie mulata z niejaką Perrie Edwards, nie wierzyłam w nie.
To miała być niespodzianka, o moim przyjeździe nie wiedział nikt. Podjechałam pod dom mojego ukochanego taksówką. Z szerokim uśmiechem kroczyłam ku drzwiom. Otworzyłam je i dumnie weszłam do środka. Zauważyłam że nie ma nikogo na dole, odstawiłam więc walizkę i znalazłam się na górze. Stanęłam w progu jego, naszej sypialni. Na początku zobaczyłam jak słodko śpi, następnie spostrzegłam blondynkę leżącą tuż obok, na moim miejscu. Łzy momentalnie zebrały się w moich oczach. Z trzaskiem opuściłam pokój. Nie mogłam w to uwierzyć . Biegłam ku drzwiom zapłakana. Wpadłam na Louisa stojącego w przedpokoju. Wcześniej nawet go nie zauważyłam.
-(T.I) cześć!-rozłożył ramiona.-zauważył moje łzy.-Co się stało?-kiwałam głową i wybiegłam. Usłyszałam za sobą głos Malika:
-(T.I)! Zaczekaj! To nie tak!-biegł za mną. Nie miałam zamiaru się zatrzymywać, na nic mi jego głupie wytłumaczenia. Po prostu mnie zdradził, brzydzę się nim. Kłopotem jest tylko to że nadal pozostał w moim sercu. Gdy nareszcie nie było go już za mną usiadłam na ławce w parku. Nie miałam siły już nawet opłakiwać zaistniałej sytuacji. Chciałam umrzeć, żeby to się skończyło. Na początku ból z powodu tęsknoty, teraz przez zdradę. Bezcelowo wpatrywałam się w dal lekko kołysając się na boki. Nie miałam dla kogo trwać. Postanowiłam, to koniec...
Po raz ostatni o obejrzałam światła miasta ze szczytu ogromnego wieżowca na którym stałam. Było tam pięknie wszystko wyglądało tak perfekcyjnie. Był to świat kolorowy, już nie dla mnie. Nie pasowałam do niego. Nie miałam po co na nim pozostawać. Zamknęłam oczy, rozłożyłam ręce, wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy. Było idealnie, śmierć doskonała. Lekko uniosłam kąciki swych ust. Powoli zaczęłam się przechylać. Nie!-pomyślałam. Co ja wyprawiam? Nigdy bym tego nie zrobiła. Nie dałabym mu takiej satysfakcji. Przerażona swoimi wcześniejszymi zamiarami znacznie się odsunęłam od krawędzi życia i śmierci. Otworzyłam oczy. Wcale nie chciałam oddawać największego daru jaki mógł mi zostać dany. To nie byłam na to gotowa. Po raz kolejny moje poliki stanowiły rynnę dla mych łez. Musiałam tam wrócić, zobaczyć go po raz ostatni przed wyjazdem. Opuszczenie go jest lepszym rozwiązaniem niż opuszczenie świata.
Zatrzymałam się w wejściu salonu już tylko jego domu. Siedział w towarzystwie Tomlinsona w opłakanym stanie. Gdy tylko mnie ujrzał powstał i zbliżył się. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam
-Kocham Cię. Żegnaj- przytuliłam go i opuściłam jego posesję. I tak rozłączyła się nasza ''wieczna'' więź. To koniec naszej miłości, musimy zapomnieć...
*5 lat później
Każdego dnia przynajmniej raz o nim pomyślałam. Co dzień widziałam jego twarz na bilboardzie, okładce lub w telewizji. Mimo iż dzieliły nas setki kilometrów czułam że jest blisko. Tęskniłam. Nie umiałam zakochać się po raz drugi, nie potrafiłam zaufać. Z informacji medialnych wiadomo było że układał sobie życie z Perrie. Przynajmniej on umiał sobie z tym poradzić.
Poznałam innego chłopaka, Justina. Nie było to tak silne uczucie jak do Malika, ale owego nie dałoby się odtworzyć. Pozostało mi tylko życie bez niego. Dzisiaj żałuję że nie dałam mu wyjaśnić, ale tak po prostu miało być...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz