poniedziałek, 15 grudnia 2014

Imagin część1

Zawsze cieszył mnie fakt, że moi rodzice nie są razem. Nie pasowali do siebie. Mój ojciec znalazł sobie naprawdę odpowiednią kobietę, z młodszą ode mnie o siedem lat córką. Było doskonale. Mieszkałam z rodzicielką, prababcią, babcią oraz wujkiem. Reszta rodziny od strony matki się posypała. Przyszedł taki czas, wszystko zaczęło się walić. Nigdy nie przerażała mnie śmierć, gdyż w moim domu cały czas ktoś odchodził. Ale to co się stało na początku mojego czternastego roku życia, zburzyło moją psychikę. Opłakiwałam śmierć za śmiercią. Została tylko mama, ja i wujek. Zgon dwóch jednych z najbliższych ci osób, bardzo bolesne. Wcześniej byłam uczuciowa, delikatna. Ale to przekształciło mi charakter, przestałam otwierać się na ludzi. Nie okazywałam uczuć. Zamknęłam się w sobie, nawet moja najlepsza przyjaciółka nie wiedziała o tym co przeżywam. Udawałam, że wszytko jest dobrze, że to  mnie nie ruszyło. Lecz czy ktoś wiedział, że całymi nocami płakałam w poduszkę? Że tylko muzyka i pasje odciągały od babci moje myśli, przez bardzo długi czas?-Nie. Wolałam zachować te fakty dla siebie.
 Moja rodzicielka nigdy nie miała szczęścia do mężczyzn, trzymałam kciuki aby to się zmieniło. Kiedy znalazła partnera, już zmieniłam zdanie. Jeszcze bardziej się skryłam. On był okropny,  zapatrzony w siebie, a ona w niego. Ślepa miłość, według mnie, tylko ze strony kobiety, czyli mamy. Miałam wrażenie, że to przez niego występowały nasze wieczne kłótnie, spory i krzyki. Znienawidziłam go i jego popapraną córeczkę. Jedyne o czym marzyłam, to wyjazd do Londynu, gdy tylko dorosnę.
Udało się. Wciąż zamknięta w sobie trafiłam do stolicy Wielkiej Brytanii. Nigdy pozytywizm do mnie nie wrócił, niestety. Dałam radę te cztery lata przetrwać w domu z moją mamą i tym idiotą u boku. Ale wydaje mi się, że i tak byłam na krawędzi wybuchu, więc cieszył mnie ten wyjazd. Szybko zaklimatyzowałam się w mieście. Poczułam się wolna, bez ograniczeń. Miałam pracę, mieszkanie, pieniądze, przyjaciółki. 
Tamtego dnia, jak zwykle, rozgrzewałam się przed kolejną lekcją. Ale nie taką jak myślicie. To ja uczyłam, tańca. Najczęściej kształciłam popularne osoby takie jak, Sam Smith czy Olly Murs. To prawda, byłam  tancerką. Mój uczeń spóźniał się. Postanowiłam, więc nie marnować czasu i włączyłam muzykę dla siebie. To była moja  pasja, nie umiałam bez tego żyć. Po utworze, rozległy się brawa. Odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć kto przyszedł. Nigdy nie śmiałam  nawet o tym marzyć...





Hejka! Jak myślicie, kto to? :D Nie wiem ile będzie części, nie wiadomo co mi do głowy wpadnie ;)
Sorry, że taki długi wstęp i w ogóle, ale trzeba zrobić klimat ;) Mam nadzieję, że się spodoba i zmotywujecie mnie kochani :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. EEee cio to było ,ty chcesz,żebym zwariowała co ?
    Teraz będę miała temat do rozmyślań któż to taki do niej zawitał
    Hmmm nio będę się głowić do następnego
    Oby tej kochanej główce wpadło miliony pomysłów,żebym miała co czytać
    MMMmmm kochany taniec
    Wiesz co kocham ,cudowna siostrzyczko
    No nie pozostaje mi nic innego jak czekać
    Kocham Cię i liczę na przypływ dużej ilości WENY do Ciebie
    Ściskam Melcia
    Buziaki kochana:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chciałam abyś zwariowała, ale jak wyszło tak wyszło ;))
    Oj rozmyślaj kochana :**
    Także mam nadzieję na sporą dawkę weny :D
    Czekaj, czekaj kochana :>
    Pozdrawiam Julcia :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no ja nie wiem.
    Ale to chyba nie bedzie Hazza, cio??
    Nie mam nosa do zgadywanek... (
    W każdym bądz razie czekam na kolekba czesc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe...Przekonasz się ;)
      Wstawię post dzisiaj, ale stosunkowo późno, ze względu na zajęcia dodatkowe :P
      No cóż...
      Pozdrawiam :*

      Usuń