Od szesnastego roku życia pracowałam jako striptizerka, aby pomóc mojej licznej rodzinie. Nie miałam żadnego wsparcia w nikim, popadłam w nałogi. Brałam narkotyki, piłam alkohol, paliłam papierosy. Wychodziłam wieczorem, wracałam o świcie. Połowę pieniędzy oddawałam rodzicom, drugą wydawałam na używki. Byłam wrakiem. Szwendałam się samotnie po ulicach w stroju "scenicznym" i z marihuaną w kieszeni, ledwo trzymając się na nogach. Jak to się zaczęło? Moja rodzina od zawsze należała to patologicznych. Ósemka dzieci. Małe mieszkanie. Jeden bezrobotny pijak i utrzymująca go żona. Zero uwagi dla najstarszej pociechy (dla mnie), czas poświęcany na młodszych. Dawanie wolnej ręki itd. Ale sprawę,z choroby mojej jakże czarującej familii,zdałam sobie w wieku szesnastu lat. Nie poradziłam sobie psychicznie. Im i tak już na mnie nie zależało. Kiedyś nie wróciłam do domu przez miesiąc do domu, nawet nie zauważyli. Jedyne co do nich doszło to, to, że brakuje kasy.
Tamtej nocy poszłam do mojego miejsca pracy. Przed występem wzięłam pigułkę otrzymaną od nowej pracownicy. Weszłam na scenę i zaczęłam tańczyć, tracąc przy tym ubranie. Dalej, pustka.
Obudziłam się nie w swoim łóżku, właściwie materacu (brak łoża doskwierał od zawsze). Dookoła było biało, zdjęcia na ścianach, figurki na komodach, poduszki na pościeli obok i pufach, zwyczajnie wszystko czego można zapragnąć. Byłam sama. Jeszcze nie do końca dochodziło do mnie, że nie wiem gdzie jestem. Przetarłam oczy. Zdjęłam z nadgarstka gumkę do włosów i spięłam nią włosy w niechlujny kok. Ocknęłam się. Moje oczy powiększyły się trzykrotnie. Stanęłam na równe nogi. Zastanawiałam się co ja wyprawiałam poprzedniej nocy. Zauważyłam, że mam na sobie męską koszulkę i krótkie spodenki. Wyrównałam oddech. Przerażona cicho uchyliłam śnieżnej barwy drzwi. Znalazłam się na korytarzu, najwyraźniej na piętrze. Wszędzie nadal pustka, ale słyszę dźwięki dobiegające z parteru. Niepewnie przemierzałam schody. Znalazłam się w progu kuchni. Tyłem stała do mnie postura wysokiego mężczyzny z burzą brązowych loków na głowie. Kroił jakieś warzywa:
-Yhym-chrząknęłam, dając znak swojej obecności. Momentalnie się odwrócił
-Hej-uśmiechnął się, co odwzajemniłam, by nie zauważył, że kompletnie nie wiem kim jest. Ale po chwili zdałam sobie sprawę, że muszę mu to oznajmić
-Mam pytanie-oparł się o blat-Kim jesteś? Co ja tu robię? I co się stało tamtej nocy?-przedstawiłam rząd pytań. Myślałam, że będzie zaskoczony, ale wręcz przeciwnie. Odpowiedział jak gdyby to przewidział
-Mam na imię Harry. Wczoraj wracałaś, nie wiem skąd, przez centrum. Akurat przechodziłem obok, a ty chwiałaś się i nie do końca byłaś przytomna. Zbliżyłem się do ciebie i zadałem kilka pytań, na które nie otrzymałem odpowiedzi. Wziąłem cię na ręce i przyniosłem tu. Na twoją bieliznę, bo nic więcej pod płaszczem nie miałaś, narzuciłem swoje najmniejsze rzeczy i położyłem cię do łóżka-wyrecytował bez zająknięcia. Zrobiło mi się wstyd siebie. Usiadłam na najbliższym krześle i schowałam twarz w dłoniach. Taki dobry chłopak, uczciwy, nie korzystający z każdej okazji na przygodę łóżkową, musiał trafić na taką narkomankę jak ja. Szkoda mi go było
-Wybacz, że mnie spotkałeś. Dziękuje, że mi pomogłeś. Ja już idę i obiecuję, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz, nie będę cię katować-wstałam i chciałam odejść, ale mi na to nie pozwolił. Przyciągnął mnie bliżej niż byłam wcześniej
-O czym ty mówisz?-patrzał na mnie jak na wariatkę-Wcale nie żałuję tego co zrobiłem. I nie chcę abyś odchodziła. Nie zrobiłem tego od tak. Ja zwyczajnie przechodziłem wcześniej to samo-trzymał moją twarz w dłoniach. Patrzałam prosto w jego zielone oczy, były tak piękne, jeszcze nigdy takich nie widziałam-Nałogi, to co mnie dręczyło. Wiem, że ty także masz ten sam problem. Nikt nie pomógł mi z nich wyjść, ale ja pragnę pomóc ci. Widzę jak cierpisz i nie dam ci zmarnować sobie życia. I to nie litość-miałam łzy w oczach. Trudno powiedzieć jak długo szlochałam mu w rękaw. Ile czasu opowiadałam mu o sobie i o swoich problemach, a ile on o sobie. Na prawdę, mieliśmy wiele wspólnego. Zrozumieliśmy się od razu. Po dwóch tygodniach, skończyłam pracować w klubie. Harold pilnował mnie i miałam domowy odwyk od każdej używki. Nie da się opisać jak cierpiałam, jak bardzo się powstrzymywałam. Niewyobrażalną rzeczą jest, jak można aż tak się uzależnić. Cały proces trwał prawie rok. Miałam wzloty i upadki. Odcięłam się od rodziny, od dawnego życia. Zamieszkałam z loczkiem i zaczęłam nową pracę. Czasami jeszcze widzę członków mojego dawnego towarzystwa, wtedy zastanawiam się: Jak ja mogłam tak długo nie zauważać, tego sycącego się zła?
Wiem, że już nigdy nie wrócę do tego świata. Teraz jestem tylko ja i mój anioł,na którego nie wiem czym sobie zasłużyłam...
Aaaaaaaaaaaaa jakie to C U D O W N E
OdpowiedzUsuńZachwyciłaś mnie tym dziełem kochana
Harry jako anioł jej kocham go
Hazz :*
No no ty talenciku kochany
Dałaś mi dzisiaj wyjątkową dawkę twoich cudeniek
Bardzo,bardzo dziękuję
Kocham Cię sis :**
Dużo weny kochana abym miała co czytać
Przetrwania jeszcze 5 dni aaa i wolne
Ściskam Melcia :***
A jaką dawką weny Ty mi dajesz <3
UsuńCieszę się, że Ci się podoba :D
Dziękuję bardzo i pozdrawiam <3
KC SISTER :*
Super, cudowne świetne i nie wiem co jeszcze napisac!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak się ciesze, że ci się podoba <3
UsuńPozdrawiam Cię <3 Dziękuję za wszystko co dla mnie robisz :* Dajesz mi ogromną dawkę motywacji, dziękuję Kochana :**
Pozdrawiam <3