***
-Okej. Zasady już znasz, mam nadzieję. Czyli my przeciwko tobie. Pamiętaj, zero broni-Mulat pogroził mi palcem przed twarzą. Miałam ochotę splunąć mu na twarz, lecz wiedziałam, że mogę zaprzepaścić tym sobie szansę na zostanie z Li. Rozejrzałam się po twarzach ich wszystkich. Tylko Liam nie mógł ze mną walczyć, tylko ta osoba, z którą, jako jedyną, miałam do czynienia.
Ogółem chodziło o to, że miałam przez wiele przeszkód dotrzeć do końca, naprawdę wielkiej i długiej sali, złapać za złotą figurkę i wrócić z nią do początku. Oczywiście to byłby za proste i na drodze stali mi jeszcze oni. Mało tego, mogli rzucać się na mnie grupowo i to z bronią. Nie miałam nic. Moje życie było zagrożone.
Nadal wierzyłam w siebie, w swoje umiejętności. Dodatkową motywacją był Payne, dla niego zrobiłabym wszystko. Porozstawiali się po całym pomieszczeniu. Straciłam ich z oczu, pochowali się za przeszkodami.
Ostatni raz odwróciłam się by ujrzeć Li. Puścił mi oczko i zaczęłam.
Na początek przeskoczyłam przez kilka, mega, wysokich ścian. Następnie przeszłam po kładce. Ich ani śladu. Właśnie miałam wskakiwać na drabinki, gdy kątem oka zauważyłam biegnącego na mnie niebieskookiego bruneta z nożem. Udawałam, że nie spostrzegam jego osoby. Czułam jak bije z niego pewność siebie. Dosłownie, w ostatniej chwili schyliłam się i wyciągnęłam w bok nogę, tym samym, trafiając w jego dół brzucha. Zgiął się w pół, wykorzystałam to. Ścięłam go tą samą kończyną na podłogę. Wylądował na plecach. Szybko za pomocą kopów przerzuciłam go na przód. Wykręciłam mu ręce i gdy już ledwo się ruszał, powróciłam do "biegu". Kolejny był Mulat, jego naprawdę się nie spodziewałam. W ostatnim momencie, udało mi się go znokautować. Kiedy już myślałam, że jestem wolna ktoś zaczął podduszać mnie od tyłu. Po tym jak uniósł mnie wysoko trzymając za szyję, zrozumiałam, że to ten lokaty dupek. Z całej siły pociągnęłam mu z łokcia i kolejno skopałam go. Udało mi się dotrzeć do figurki. Złapałam ją. Już byłam w połowie drogi powrotnej. Myślałam , że już mi się udało. Lecz przypomniało mi się o blondynie. Równo z myślą o nim, pojawił się. Szczerze, z nim walka była najbardziej zacięta z poprzednich, co ja mówię, w moim życiu. Odpowiadał na każdy mój cios. Mieliśmy dokładnie taką samą technikę. Przewidywaliśmy swoje ruchy. Dokładnie, to ani ja ani on nie mogliśmy trafić. Nie wiedziałam czemu tak się dzieje. Blokowaliśmy się nawzajem. Nareszcie wpadłam na pomysł, jeszcze nigdy tego nie robiłam. Musiałam spróbować, inaczej zero szans na powodzenie. Odsunęłam się nieco. Przypomniała mi się stara szkółka akrobatyczna. Stanęłam na rękach i tyle ile miałam pary w nogach, kopnęłam go w twarz. Poległ bez żadnego ale. Podpierając się na kolanach, jakby udawał psa, zaczął pluć krwią. Miałam odejść, ale na jego widok, doszło do mnie co robię. Jak bardzo się zmieniłam.
Doszłam, już nie pędziłam do końca z pełną zastanowienia miną. Odstawiłam statuetkę i zwróciłam wzrok na tor. Czterej, o wiele, lepiej ode mnie zbudowani mężczyźni porozkładani na łopatki przeze mnie, zwijali się z bólu na "parkiecie". Ze łzami w oczach odwróciłam się do Payne'a. Był w szoku, nie ruszał się. Obserwował tylko chłopców. Niby znałam swoje możliwości, ale nie wiedziałam, że jestem zdolna na tak wysoką skalę...
Hejka! Wybaczcie, że tak późno. Pisałam rozdział trzeci na "Their souls are here", czyli mojego drugiego bloga, na którego serdecznie zapraszam :) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Hu hu ale im pokazała! Jestem z niej dumna!
OdpowiedzUsuńLiam pewnie dumny i zadowolony ze swojej uczennicy?
Ciekawe co dalej??
Czekam na kolejny.
Pewnie! :D
UsuńZobaczymy ;)
Pozdrawiam "*