czwartek, 1 stycznia 2015

I didn't forget where I belong 7

-Błagam cię, tylko nikomu nie mów, że...
-Nie zamierzam-przerwał mi-Wiem jakie to życie w fleszach jest ciężkie i rozumiem czemu uciekłaś-oniemiałam
-Skąd...?
-Nie oglądasz telewizji? Cały świat huczy o tobie-oznajmił ze spokojem-Nie wiem, że ci idioci z góry jeszcze się nie zorientowali-zażartował, wywołując uśmiech na mojej twarzy-Wybaczysz mi moje wcześniejsze zachowanie?-słodko się uśmiechnął. Otarłam twarz i uniosłam kąciki ust
-Wybaczę-ucieszył się i mnie przytulił. No tego się nie spodziewałam....
***
Po chwili rozmowy zrozumiałam jak jest przyjaznym człowiekiem. Polubiłam go. Mogłam się z nim pośmiać, pożartować lecz można było pokonwersować z nim o sprawach poważnych:
-Wiesz co Lou? Cieszę się, że powiedziałeś mi to wszystko-uniosłam kąciki ust
-Ja też-spojrzał mi w oczy. Po jakimś czasie zwinął się. Kiedy zniknął z moich oczu, poczułam coś dziwnego.
*Miesiąc później
Przyzwyczaiłam już się do mieszkania z nimi. Zaprzyjaźniłam się z nimi. Już nie zwracaliśmy uwagi na zasady. Wchodziliśmy do  siebie kiedy tylko mieliśmy na to ochotę. Jednakże z Lou nawiązałam coś więcej niż przyjaźń, zakochałam się w nim. W jego idealnie ułożonych włosach, pięknych niebieskich oczkach, w których tonęłam  każdego dnia, w uśmiechu, którego nie dało się nie odwzajemnić. Był idealny. Lecz bałam się, że nie odwzajemnia moich uczuć.
Chłopcy pomagali mi, bardzo. Nie koniecznie mogłam wychodzić na zewnątrz. W mediach nadal huczało o moim "zaginięciu". Mimo, iż sami nie mieli łatwo z opuszczaniem posesji i tak wyręczali mnie w wielu sprawach związanych z tym. Nie potrzebnie martwiłam się o to jak będzie się żyć dziewczynie z pięcioma chłopakami.
Wstałam z samego rana. Wzięłam prysznic, ogarnęłam lekki makijaż i owiązałam czarną bandamą głowę dookoła. Ubrałam się i weszłam do kuchni. O dziwo nikogo nie było. Wzruszyłam ramionami. Nałożyłam słuchawki na uszy i słuchając muzyki zaczęłam przyrządzać śniadanie. Nagle ktoś złapał mnie w tali i przestawił na bok. Było to coś w rodzaju codzienności. Każdego ranka jeden z nich robił mi tak. Ponieważ zasłaniałam szafkę z płatkami śniadaniowymi. Tym razem ujrzałam blondyna
- Cześć Niall-przywitałam się z uśmiechem
-Hej D-pocałował mnie w policzek. Tak mnie nazywali. Oczywiście nie tylko tak-Co dzisiaj pichcisz?-spojrzał mi na dłonie-Mmm...Gofery?-oblizał wargi
-Tak Nialler, gofry-zaśmiałam się-Rozumiem, że jesteś chętny-nie umiałam nie uśmiechnąć się na widok jego entuzjazmu
-Zawsze-puścił mi oczko
-Zawołaj resztę, zaraz kończę-pomknął zgodnie z moją prośbą. Jak zwykle Louis zjawił się  jako ostatni. Czasami miałam wrażenie, że robi to specjalnie, aby mieć więcej czasu na przywitanie się ze mną. Zbliżył się i przytulił mnie:
-Dzień dobry, myszko-pocałował mnie w policzek. On jako jedyny mógł tak na mnie mówić
-Hej, kocie-zachichotałam i pozwoliłam mu usiąść przy stole-Smacznego!-pożyczyłam wszystkim
-Nawzajem-chórem odrzekli i zaczęli jeść
-Dzisiaj wychodzimy na rozdanie nagród-oznajmił Liam
-Będę trzymać kciuki z kanapy-szczerzyłam się, ale tak naprawdę było mi przykro, że nie mogę ich wspierać
-Może w końcu dasz znać o swoim...-zaczął
-Nie. Ja nie chcę znowu tego przechodzić-posmutniałam. To był ciężki temat. Wiele razy go poruszali, lecz ja i tak nie miałam zamiaru dawać informacji o swoim pobycie w Londynie. Wtedy musiałabym wrócić do dawnego życia. Nie chciałam tego. Oni natomiast uważali, że nie mogę przez całe życie się ukrywać. Ja jednak wolałam żyć wolno, niż trwać w klatce ustalonej przez rodziców...











Hejka! No to mamy 2015 rok ;) Mam nadzieje, że żyjecie po wczorajszym ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz