wtorek, 6 stycznia 2015

Rain of scars 26 (the end)

Kompletnie odpłynęła. Śpiewała jak anioł, wydawała z siebie dźwięki niepowtarzalne. Nie słuchałem nawet słów. Wiedziałem jednakże, iż nigdy nie słyszałem tego utworu. Pozostawiła mnie w studiu wraz z Gabi. Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi. Szukałem jej, wszędzie. Wystrzeliłem z tylnych drzwi. To co zobaczyłem...Moje serce na moment przestało bić...
***
Leżała, leżała na chodniku z zakrwawioną ręką. Podbiegłem. Miała podcięte żyły, a w drugiej dłoni zaciśnięty wielki kawałek szkła. Padłem na kolana i ułożyłem tą kruszynkę na nich. To było nierealne. Mój cały świat...
Karetką zabrano moją księżniczkę do szpitala. Ryczałem jak dziecko. Chłopcy przyjechali po mnie i wspólnie dotarliśmy do placówki. Ledwo widziałem przez spuchnięte oczy. Byłem w rozpaczy. Co moment zatrzymywałem przypadkowych lekarzy pytając o moją Julię. Mijali mnie z jedną wymówką: "Pacjentka jest operowana, nie mogę udzielić więcej informacji". Wariowałem. Nikt, nikt nie był w stanie mnie uspokoić. Histeria mnie pochłonęła. Przez około sześć godzin łkałem na zmianę z demolowaniem korytarza. Momentami przyjaciele mnie przytrzymywali. Nie miałem już sił. Załamałem  się. Przestałem ryczeć. Schowałem twarz w dłoniach i czekałem. Nagle, zza rogu wyłonił się starszy mężczyzna w białym kitlu:
-Pan Niall Horan?-zwrócił się do mnie. Stanąłem na baczność
-To ja
-Zapraszam-ruchem ręki zaprosił mnie do, prawdopodobnie, swojego gabinetu
-Co z nią?-zająłem miejsce naprzeciw lekarza, który siedział za biurkiem
-Pacjentka jest po zabiegu, żyje, ale jest w śpiączce...-mówił
-Farmakologicznej?-przerwałem mu
-Nie, po prostu jeszcze się nie obudziła. Nie wiemy, kiedy i czy to nastanie-tym razem, naprawdę, dostałem szału. Wybiegłem z gabinetu, uciekłem z budynku. Nie miałem sił. Niczego bardziej nie pragnąłem jak usłyszeć jej pięknego głosu. Nie płakałem, już nie miałem jak. Biegłem, mknąłem przed siebie. Dotarłem. Usiadłem przy sprzęcie. Odtworzyłem to co śpiewała: 
 "Pokochałeś mnie od chwili, w której mnie ujrzałeś
Tego się nie spodziewałam
Kim ja jestem?
Kim jesteś ty?
Nic nie znaczę
Ty znaczysz wszystko
Jak to możliwe?
Że ktoś taki, ktoś tak perfekcyjny
Pod swoimi anielskimi skrzydłami kryje kogoś takiego
Kogoś tak nic nie wartego
Dałeś mi wszystko
Dałeś mi siebie
Nie zasługiwałam
Nie powinieneś
A jednak
Jesteś jak deszcz
Znaczysz dla mnie wszystko
Jesteś jak muzyka
Bez ciebie nie istnieję
Zbyt cię kocham
Lecz muszę
Zbyt tęsknię,
Nie umiem.
To za wiele.
Wiem, wiem że zranię cię,
Lecz ja i tak jestem nikim.
Kiedyś podziękujesz mi za to.
Tam,
U góry.
Pragnę zostać tu z tobą,
Ale i tak zmarnowałam zbyt wiele twego czasu.
Tyle twych chwil.
Czuję że to koniec,
Że już nie zdziałam nic w twym życiu.
Jestem tylko kotwicą,
Nie chcę cię zatrzymywać.
Muszę odejść,
Dać ci wolność,
To dla nas.
Nie płacz,
Nie lgnij za mną.
Zostań tu,
To da ci szczęście,
Zostań tu,
Nie opuszczaj ich.
Zostań tu,
Przed tobą  jeszcze tyle chwil.
Błagam,
Zrozum,
Jestem,
Zawsze będę przy tobie.
Kochaj mnie, jeśli chcesz,
Na odległość.
Nie odwiedzaj mnie,
Potrzebuję tego,
Ty wręcz przeciwnie.
Zapamiętaj,
Kocham cię,
Zawsze będę,
Nie lgnij za mną,
Żegnaj.
Do zobaczenia,
Aniele, który okrył skrzydłami moje blizny przed deszczem"

-Dlaczego?! Dlaczego?! Dlaczego byłem taki głupi?! Dlaczego jej nie słuchałem?! Czemu jej nie zatrzymałem?!-padłem na kolana i darłem się wniebogłosy. Rozpacz ogarnęła mnie bez pamięci. 
Ponownie znalazłem się w szpitalu. Nie zwróciłem uwagi na nikogo. Nikogo. Wbiegłem do jej sali. Jej puls był taki powolny. Przez łzy dostrzegłem jej niewinną niczemu,  delikatną twarzyczkę. Te delikatne rysy. Te pełne, malinowe usta. Zakochałem się w niej ponownie. Wiedziałem, że mam już niewiele czasu. Nachyliłem się nad nią. Delikatnie ją ucałowałem. Po jej poliku spłynęła, jedna malutka łza. Ścisnąłem jej dłoń mocniej i spuściłem głowę. Nagle wszystkie maszyny zaczęły piszczeć, wariować. Do pomieszczenia wparowała gromada lekarzy i pielęgniarek. Sam, już na nią nie patrząc, wyszedłem. Minąłem przyjaciół. Jej serce stanęło. Koniec. Wyszedłem na zewnątrz. Panowała ulewa. Zatrzymałem się na środku trawnika przed budynkiem. Odchyliłem głowę do tyłu. Krople spokojnie przemoczyły moje całe ciało. Spojrzałem przed siebie. Na ramieniu poczułem ciężar, a w oddali ujrzałem ją. Julię w białej sukience machającą mi. Uśmiechnęła  się, tak pięknie jak nigdy i powolnie odeszła w głąb lasku. Uklęknąłem. Czułem jej obecność. Była przy mnie.
To był deszcz, deszcz blizn, naszych blizn...














Witajcie! Oto koniec "Rain of scars". Jeżeli zauważyliście jakieś błędy, przepraszam, po prostu ledwo widzę przez łzy. Nie mogę ich powstrzymać, cała się trzęsę. Po prostu bardzo się przywiązałam do tego opowiadania i...Przepraszam. No to koniec. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. A ja?!
    Co ja mam powiedzieć?!
    Uśmierciłaś mi ją!
    Czemu?
    Ja też ryczę.
    To koniec...

    Czekam na inne części...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego ją uśmierciłam?
      Ponieważ jak już wspominałam to opowiadanie jest mi bardzo bliskie. Nie będę wyjaśniać.
      Poza tym kocham pisać i czytać opowiadania o smutnym zakończeniu.
      No cóż.
      Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła i, że choć w małym stopniu Ci się spodoba.
      Pozdrawiam

      Usuń