środa, 24 grudnia 2014

I didn't forget where I belong 1

Życie idealne-Jak można to zdefiniować? Dla każdego oznacza to coś zupełnie innego. Dla większości jest to bogactwo i dobra materialne. Lecz kiedy ma się to wszystko, zaczyna brakować miłości, rodziny, po prostu poczucia bycia kochanym.
Ja od zawsze miałam to "perfekcyjne" życie. Prawda jest taka, że to jest coś strasznego, to nie życie. W rzeczywistości nie miałam matki oraz ojca, wychowała mnie służba. Nie znałam czegoś takiego jak przytulenie lub zwykłe słowa "Kocham cię" z ich ust. Byli dla mnie jak obcy ludzie. Miałam od nich wszystko, firmową odzież, gadżety z górnych półek, pojazdy większe niż domy niektórych. Wszystko tylko nie miłość. Stwierdziłam, że i tak nie jestem im do szczęścia potrzebna. Na dodatek nienawidziłam tego życia w klatce, więc zaplanowałam wszystko.
W dniu moich osiemnastych urodzin, wstałam. Wzięłam kąpiel w wannie przypominającej basen. Ubrałam się w mój stały uniform: biała bluzka oraz rurki, marynarka w  jasnym odcieniu różu i baletki pod kolor. Spięłam włosy w kok i zeszłam na dół. Spotkałam moją jedyną przyjaciółkę, której niestety przypadło pracować dla mnie, Demi:
-Hej kochana, dzisiaj?-przytuliła mnie
-Dzisiaj-potwierdziłam
-Wszystkiego najlepszego-podała mi małe pudełeczko
-D, miałaś nie...
-Przestań-wręcz wepchnęła mi kartonik.  Otworzyłam go, wewnątrz znajdował się małą przywieszkę z napisem "FREEDOM". Był cudowny. To właśnie takie niewielkie gesty najbardziej mnie cieszyły. Przytuliłam ją i ruszyłyśmy wspólnie na dół. Oczywiście  zajęto się mną po "królewsku". Spożyłam niskokaloryczne śniadanie i ruszyłam na zajęcia. Oczywiście domowe zajęcia, nigdy nie uczęszczałam do szkoły. Na początek języki obce, następnie balet, kolejno przedmioty ścisłe oraz humanistyczne. Około godziny 16.00 mogłam zejść na obiad. Przy stole siedzieli moi rodzice
-Witaj ojcze, matko-zajęłam miejsce z dala od nich, czyli  tam gdzie zawsze
-Wszystkiego najlepszego córeczko-uśmiechali się sztucznie. Raz w roku, właśnie tego dnia nazywali mnie "córeczką"-Mamy dla ciebie prezent-może nie uwierzycie, ale na te słowa zawsze przechodził mnie dreszcz. To przerażające, że myśleli, że rzeczy wynagrodzą mi ich
-Dziękuję-zauważyłam, że leży przede mną szare, podłużne pudełeczko
-Otwórz-pospieszali. Luknęłam na nich i złapałam za kartonik. W środku znalazłam srebrny wisiorek, w kształcie serca. Otwierało się go, wewnątrz znajdował się herb naszej rodziny. Był śliczny, bardzo mi się podobał. Wydawał się taki skromny, ale piękny. Lecz oni musieli to zepsuć-Od najdroższego jubilera na świecie-cieszyli się jakby to było ważne. Mina mi zrzedła. Przewróciłam oczami i dałam pomóc służącej w zakładaniu biżuterii na moją szyję
-Jest niesamowity-zajęliśmy się jedzeniem. Jak zwykle rozmawiali tylko ze sobą o biznesach, ja byłam zbędnym powietrzem. Podziękowałam i odeszłam od stołu. Upewniłam się w swoim pokoju czy wszystko gra, czy moje plany trzymają się kupy. Na szczęście wszystko wyglądało na dopracowane, więc jeszcze dopakowałam kilka rzeczy i schowałam aby nikt ich nie znalazł. Pożegnałam zaufanych, wtajemniczonych i poszłam do kąpieli. Ułożyłam się w łóżku i udawałam, że śpię. Zdawałam sobie sprawę, że to moje ostatnie chwile w "luksusie". Radowałam się jak małe dziecko. Wybiła północ. Większość służby już zniknęła z naszej posesji. Pozostali tylko ochroniarze. Na szczęście lekcje gimnastyki nie ominęły mnie, więc z łatwością przemierzyłam dach willi, a później wysoki mur. Biegłam, czułam wolność pod stopami. Tak długo na to czekałam. Tak wiele się wycierpiałam. Moje marzenia zaczęły się spełniać. Byłam tak blisko niezależności. Po kilku wyczerpujących godzinach. Trafiłam do mojego wcześniej kupionego przez internet mieszkania w Londynie. Dlaczego wybrałam właśnie to miasto?-Tu rodzice zaglądali najrzadziej, prawie wcale. Rozgościłam się. Już wcześniej odwiedzałam stolicę Wielkiej Brytanii i co nie co wiedziałam czego się spodziewać. A le zdawałam sobie sprawę, że życie w kajdanach z ochroniarzami u boku, to nie to samo co bycie samotnie w tak sporym mieście. Nigdy nie byłam sama, aż do tamtego dnia. Postanowiłam wyjść na spacer, pomimo ciemności, która już ogarnęła otoczenie. Nie bałam się, gdyż jeszcze nie wiedziałam jak może to być niebezpieczne. Kroczyłam uliczkami Londynu. Stwierdziłam, że pora wracać. Stanęłam na przystanku autobusowym. Chciałam się przekonać jak to jest podróżować komunikacją miejską, tak wiem dziwne i bez sensu, ale założony przez matkę oraz ojca klosz nade mną, wcześniej nie pozwalał mi na takiego rodzaju "rozrywki". Czekałam i czekałam. Pustka panowała dookoła. Nagle pojawili się dwaj postawni mężczyźni
-Hej maleńka, jesteś sama?-zaczęli się do mnie dobierać. Bałam się jak nigdy. Nie wiedziałam co zrobić. Bawili się moim włosami. Już mnie trzymali za ręce, by zrobić coś strasznego kiedy
-Nie, nie jest sama-głos zza moich pleców przerwał im przygotowania do wykorzystania mnie...










Hejka! Oto nowe opowiadanko ^^ Mam nadzieję, że je polubicie. Wiem, że chłopców tu nie ma, ale nie długo to się zmieni ;) Buziaki :>
P.S. To ostatni post dzisiaj :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <3

7 komentarzy:

  1. Ula la
    Dziewczyno żeby tak pięknie pisać
    Wpadłaś na kolejny genialny pomysł
    Oj ta twoja główka jest wyjątkowo mądra
    Kocham czytać twoje cudeńka
    Ajj nie mogę uwierzyć że już święta
    Brzydkoo trochę c'nie?
    Czekam z niecierpliwością kogo tutaj dodasz
    Ściskam buziaki
    Melcia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słoneczko
      ŚNIEG
      ŚNIEG
      Mamy śnieg
      :*
      <333
      U cb też?

      Usuń
    2. Dziękuję ^^
      Cieszę się, że Ci się podoba słońce :))
      U mnie też śnieżek, oby poleżał długo :3
      Całuski Sis <3

      Usuń
  2. U mnie nie ma śniegu.....:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SZKODA :'(
      Oby u cb też się pojawił :>
      Pozdrawiam Słońce :*

      Usuń