poniedziałek, 29 grudnia 2014

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #9

-(T.I) ja tak nie potrafię, to nie miało tak wyjść-był wyjątkowo przejęty-Zależy mi na tobie i miałem zamiar ci to pokazać, ale stchórzyłem. Wiem jestem idiotą, głupkiem, nie umiem być facetem i w ogóle. Ale nie chcę cię tracić przez pocałunek w polik, który wcale nie powinien się wydarzyć. Wiem, że miałem ci udowodnić, że jesteś kimś więcej, a ja to schrzaniłem. Wybacz, przepraszam. Jestem frajerem, tchórzem...-kontynuowałby, ale przerwałam mu. Szybko  złapałam jego twarz w dłonie, wspięłam się na palce i wpiłam się w jego usta...
***
-Już, spokojnie-wyszeptałam, gdy odsunęłam się od niego trochę. Nie wypuszczałam jego twarzy z objęć-Nie musisz mi już niczego udowadniać, wierzę. Chcę spróbować-wywołałam uśmiechy na naszych twarzach-Harry, ja po prostu...Cię kocham-zachichotałam
-Ja ciebie też-tym razem on delikatne mnie ucałował
-Możesz podziękować swojej mamie-ruszyliśmy blisko siebie za rękę
-Dlaczego?-rozbawiłam go lekko
-Gdyby nie rozmowa z nią, nadal bym się wahała-odpowiedziałam
-Jej-przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i objął mnie-Nie dość, że dała m życie, to jeszcze kogoś takiego, mój cud-pocałował mnie w czoło
-No jeszcze nie taki twój-oderwałam się na sporą odległość
-Co?-spoważniał nieco i przyspieszył aby dorównać mi kroku
-A zapytałeś?-skrzyżowałam ręce na piersiach i udałam obrazę. Złapał mnie za rękę i zwrócił ku sobie
-(T.I) (T.N) uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną...
-Daruj sobie-ponownie zmusiłam go do gonitwy za mną. Lubiłam się z nim droczyć-Ma być romantycznie, nie na opierdziel-oparłam się o drzwi wejściowe
-Jesteś szalona, królewno-ukazywał mi te swoje niezapomniane dołeczki. Nie umiałam gniewać się na niego. Tak ciężko było mi grać-Przecież nie miałem ci już niczego udowadniać-nie umiał powstrzymać rozbawienia
-Tak. To nie jest udowadnianie niczego, ja po prostu chciałam poczuć się wyjątkowo.-udało mi się wydusić kilka łez, powstrzymując z trudem chichot. Postanowiłam jeszcze bardziej mu dopiec. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zdjęłam z siebie rzeczy i ruszyłam po schodach-Masz mnie za rzecz? Nie możesz mnie mieć tak po prostu-złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam głowę w jego kierunku. Cały czas się uśmiechał. Wiedział, że ja tylko się wygłupiam
-Bądź gotowa za godzinkę-puścił mi oczko
-Okej-podekscytowana pisknęłam i pobiegłam do pokoju. To była komedia. Rozumieliśmy się jak nikt. Byliśmy dla siebie stworzeni. Szykując się, cały czas się śmiałam. To było take idiotyczne, a zarazem urocze. Rozczulał mnie fakt, że Hazz był w stanie znosić moje najbzdurniejsze zachcianki. Nie miałam wątpliwości, zależało mu na mnie. Wzięłam kąpiel, pomalowałam rzęsy, wysuszyłam i lekko pokręciłam włosy, aby utworzyły się sprężyny. Spryskałam się ulubionym zapachem, w uszy wpięłam długie kolczyki, na szyi zawiesiłam wisiorek do kompletu, a na nadgarstkach spoczęły bransoletki. Ubrałam swoją  najatrakcyjniejszą kreację, a na nogi wsunęłam koturny. Czekałam na znak mojego przyszłego chłopaka. Ten tytuł odbijał mi się w głowie miliony razy i za każdym kolejnym brzmiał coraz piękniej. Nareszcie usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Poprawiłam włosy i otworzyłam. Miał w rękach wielki bukiet białych róż. Skąd wiedział, że to moje ulubione? Był elegancko ubrany. Zakochałam się w nim po raz kolejny. Był taki przystojny...Zmierzył mnie wzrokiem:
-Wow-chyba zaparło mu dech
-Yhym-chrząknęłam, by się ocknął
-To dla ciebie, skarbie-wręczył mi kwiaty
-Dziękuję-uśmiechnęłam się  odebrałam podarunek. Położyłam go na stoliku i złapałam loczka za rękę. Zaprowadził mnie do samochodu. Podjechaliśmy pod bardzo elegancką restaurację. Bardzo przyjemnie nam się "rozmawiało". Dlaczego cudzysłów? Ponieważ co moment wybuchaliśmy śmiechem z powodu samej sytuacji. To było tak zabawnie ustawione
-(T.I) chcesz zostać moją jedyną?-złapał mnie za dłonie
-No nie wiem...-udawałam, że się zastanawiam. Chyba przekonująco, gdyż w jego oczach naprawdę pojawił się strach-No jasne, że tak-odetchnął
-Kocham cię-pocałował mnie
-Ja ciebie też-po długim "stosunku" dał mi szansę na odpowiedź. Jakoś cały wieczór, miałam wrażenie, że panuje dziwne, przyjemne oraz ekscytujące napięcie. Zdjęliśmy z siebie okrycie i stanęliśmy naprzeciw siebie, bardzo blisko w przedpokoju. Pozostawaliśmy w milczeniu. Spojrzeliśmy sobie w oczy, to był ten moment. Złączyliśmy nasze usta w namiętnym pocałunku, który pogłębialiśmy z każdą chwilą. Nie wiem kiedy, nie wiem jak straciłam z stóp wysokie buty i znalazłam się na rękach Harold'a. Nie mogłam już się doczekać pomieszczenia do którego mnie niósł. Niczego bardziej nie pragnęłam...











Hejka! No i jest! Męczyłam go trzy godziny :P Mam nadzieję, że chociaż trochę się wam spodoba :)
A! Mam pytanie. Wszyscy wiemy o co chodzi w zakończeniu (zbok ze mnie). Mam opisać tą scenę, czy zacząć już po? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. Czy mówiłam może jak ja uwielbiam Hazze
    Cudna ta część
    Warto było poświęcić te 3 godziny
    Nie mogłam przestać się śmiać
    Hehe
    Pięknie:*
    Jak dla mnie rób co uważasz
    Cokolwiek napiszesz będę czytać
    Śliczności kochana
    Ściskam
    Buziaki
    Mela:*
    Dużo weny sis
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ^^
      Dziękuję, chyba tak :>>
      Cieszę się, że Ci się podoba :3
      CAŁUSKI :**
      KC SIS <3

      Usuń
  2. Rób jak chcesz co do rozdziału.
    Super ogółem

    OdpowiedzUsuń