Kiedyś stanowiłam wzorzec dziecka. Kulturalna, bystra, mądra, uczynna, pomocna, bla bla bla. Lecz od tamtego czasu zmieniłam się, baaardzo. Opryskliwa, wredna, nikogo nie szanująca-odkąd zniknęła tak można było mnie opisać.
Zlewał mnie nawet brat. Gdy mama opuściła swoje jedyne dzieci, jakbyśmy się od siebie oddalili. Nie wracał na noce. Zaczął wciąż się ukrywać, nie widywałam go na mieście, osiedlu. Jak kamień w wodę. Potrafiłam kilka tygodni być sama. Dziwnie się zachowywał, próbowałam z nim rozmawiać. Lecz, ilekroć starałam się, odwodził od tematu. Zrezygnowałam więc, miał wolną rękę, ja także.
Tamtego dnia, jak każdego z resztą, poszłam pobiegać. To jedyne co mnie relaksowało. Wybrałam trasę poboczną, nie chciało mi się oglądać twarzy ludzi, którzy wciąż komentują moją zmianę. Spokojnym truchtem przemierzałam dróżkę w lasku. Nagle, echem rozległ się krzyk. Wystraszyło mnie to nieco. Zaczęłam zmierzać do źródła dźwięku. Rozchyliłam dwa wysokie krzaki, ujrzałam...Zwłoki, świeżego trupa młodego mężczyzny. Cofnęłam się kilka kroków, nadepnęłam na jakiś patyk, roztrzaskał się z hukiem. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i zatkał usta. Kurczowo trzymał mnie za brzuch i ciągnął po ziemi. Wierzgałam, szarpałam się, próbowałam dosłownie wszystkiego, na marne. Niepotrzebnie się wysilałam. Trafił ze mną do jakiegoś ogromnego, starego budynku przypominającego opuszczony akademik. Dookoła staroświeckie bramy i rzeźby. Bałam się. Łzy lały się z moich polików strumieniami. Zrzucił mnie ze schodów do jakiejś piwnicy. Było ciemno. Nic nie oświetlało mojego pobytu tam. Leżałam na zimnej posadzce. Podniosłam się. Byłam cała poobijana, nie musiałam nawet patrzeć by to wiedzieć. Oparłam się o drewniane stopnie i spoczęłam na jednym z nich łkając cicho. Nad sobą wciąż wykrywałam głosy. Niestety nic nie rozumiałam.
Nagle drzwi u góry się otworzyły, a pod wpływem światła dobiegające zza nich cień postawnego mężczyzny rzucany był na ścianę przede mną. Podniosłam głowę i zwróciłam wzrok za siebie. Nie mogłam spostrzec nic. Długo przebywałam w zamknięciu, więc musiałam przyzwyczaić się do jasności. Zaczął stawiać stanowcze kroki ku mnie. Nie odezwał się nawet słowem. Złapał za moją kitę i pociągnął na górę. Zaczęłam krzyczeć wniebogłosy, to strasznie bolało-Morda!-warknął, kiedy już byliśmy poza piwnicą. Uniósł mnie do góry stawiając mnie na nogi. Obraz mi się wyklarował. Dookoła panowała czerń, czerń i jeszcze raz czerń, jak w horrorze. Popchnął mnie abym ruszyła do przodu. Tak zrobiłam. Wpędził mnie do jakiegoś pokoju.
Stali tam czterej faceci, w wieku około 24 lat. Rozejrzałam się po ich twarzach. Pierwszy-blondyn o nastroszonych kędziorach, niebieskie oczy, kolczyk w dolnej wardze, pełno tatuaży. Drugi-wysoki lokacz o zielonych oczach, także mnóstwo dziar. Kolejny-Mulat, przystojny, także pokryty tuszem. Później spostrzegłam-ideał, brunet, niesamowite błękitne kryształki wpatrujące się w moją osobę, cudo. Lecz później-zatkało mnie. Łzy ponownie zaczęły spływać po moich policzkach:
-Li...Liam?-drżącym głosem zapytałam

Witam! Oto nowe opowiadanie. No więc, zdania były kompletnie inne, więc postanowiłam trochę namieszać i powiązać wasze propozycje ;) Mam nadzieję, że się wam spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Niesamowite niebieskie kryształki...
OdpowiedzUsuńCiekawe któż to??
Czyżby mój ukochany którym ostatnio zawracam ci głowę? ;)
Nie mogę się już next doczekać!!
Haha :D Oczywiście, że to ON ^^
UsuńNo co ty? Ty nigdy nie zawracasz mi głowy, to sama przyjemność pisać dla kogoś tak utalentowanego jak Ty <3
Już niedługo :**
Ideał no i te oczka achh
OdpowiedzUsuńZaskoczenie
Liaś no no,to jej brat ?
Hmmm
Coś czuję,że będzie się tu sporo działo
Podoba bardzo
Twoje
Zawsze
Powiedzenia i dużo pomysłów
Buziaki sis
:*
^^ Cieszę, że ci sie podoba
UsuńMasz rację,dużo się będzie działo
Nie dziękuje (by nie zapeszyć :) ) :DD
Całuski :*
No no jestem ciekawa co tam dalej wymyślisz. Genialneee :)
OdpowiedzUsuń