Słyszałam te charakterystyczne stąpanie. Powoli kroki zwalniały, a mój puls przyśpieszał. Klamka powędrowała w dół, następnie w górę. Ukazała mi się, jakby, starszej mnie. Wysoka, szczupła. Blondynka, wielkie niebieskie oczy. Cud, nie kobieta. Dla mnie była wzorem. Ideałem. Zawsze marzyłam, aby być taką jak ona. Spojrzała na mnie. Może to dziwne, ale tylko ona z rodziny mogła rozróżnić mnie z siostrą. Zmierzyła mnie wzrokiem. Widziałam jej niepowstrzymany szok. I mi, i jej lały się łzy. Zasłoniła usta dłonią. Po chwili ją zabrała, aby odezwać się:
-Mi...Michell?-jęknęła przez płacz
-Mama?-...
***
Stałyśmy tak i po prostu się w siebie wpatrywałyśmy. Obie łkałyśmy przez moment osłupiałe. Nogi mi się trzęsły, bałam się czy nie upadnę. Wpadłam w jej ramiona. Obawiałam się, o to czy odwzajemni uścisk. Przycisnęła mnie do siebie jeszcze mocniej. Kamień spadł mi z serca. Udało mi się. Jednak nie znienawidzili mnie doszczętnie. Histeryzowałyśmy jak małe dziewczynki. Tak bardzo się stęskniłam. Nie widziałam matki od kilku lat. Nie usłyszałam jej głosu przez bardzo długi czas. A to przecież więź pomiędzy mamą, a córką jest należy do najsilniejszych. Radość, rozczulenie, wiele emocji nami władało:
-Kochanie, nareszcie-wydukała szeptem
-Przepraszam, wybacz ja...-trzymałam ją za dłonie
-Już dziecko, już-gładziła mój polik z uśmiechem przez łzy. Zapadła chwila ciszy, nie odrywałyśmy od siebie oczu unosząc kąciki ust. Nie trzeba było nam słów. Nagle przypomniałam sobie o Harry'm. Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę wyjaśnić im wszystko co zaszło w Londynie. O tym co przeżyłam z Rich'em. No tak, wyjechałam z nim, wróciłam z kimś zupełnie innym, na szczęście. Odwróciłam się i spojrzałam na lokatego przywołując go ruchem ręki
-Mamuś, to mój chłopak Harry-przedstawiłam go kiedy stał obok. Na początku była lekko zdziwiona lecz później podała mu rękę
-Wchodźcie, wchodźcie-ocknęła się. Nie dziwić się, pojawiłam się znikąd, więc miała prawo być w szoku. Wprowadziła nas. Rozebraliśmy się i odstawiliśmy torby. Już nie mogłam doczekać się konfrontacji z osobami, kiedyś, mi najbliższymi. Zajrzałam do salonu. Jakby zastygli od ostatniego razu. Siedzieli dokładnie na swoich miejscach. Powoli wkroczyłam do środka z zeszklonymi ślepiami:
-Michell?-babcia nie dowierzając zbliżyła się-Dziecko, to ty-rzuciła mi się na szyję, tak samo jak i dziadek
-Tak bardzo mi was brakowało-nie wypuszczałam ich z uścisku-Przepraszam was,tak bardzo was przepraszam-łamiącym się głosem wyznałam...
Hejka! Wiem, krótki, ale mam dużo pracy i myślę, że nic więcej nie uda mi się dzisiaj dodać. Mam nadzieję, że się spodoba i nie będziecie źli.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Stałyśmy tak i po prostu się w siebie wpatrywałyśmy. Obie łkałyśmy przez moment osłupiałe. Nogi mi się trzęsły, bałam się czy nie upadnę. Wpadłam w jej ramiona. Obawiałam się, o to czy odwzajemni uścisk. Przycisnęła mnie do siebie jeszcze mocniej. Kamień spadł mi z serca. Udało mi się. Jednak nie znienawidzili mnie doszczętnie. Histeryzowałyśmy jak małe dziewczynki. Tak bardzo się stęskniłam. Nie widziałam matki od kilku lat. Nie usłyszałam jej głosu przez bardzo długi czas. A to przecież więź pomiędzy mamą, a córką jest należy do najsilniejszych. Radość, rozczulenie, wiele emocji nami władało:
-Kochanie, nareszcie-wydukała szeptem
-Przepraszam, wybacz ja...-trzymałam ją za dłonie
-Już dziecko, już-gładziła mój polik z uśmiechem przez łzy. Zapadła chwila ciszy, nie odrywałyśmy od siebie oczu unosząc kąciki ust. Nie trzeba było nam słów. Nagle przypomniałam sobie o Harry'm. Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę wyjaśnić im wszystko co zaszło w Londynie. O tym co przeżyłam z Rich'em. No tak, wyjechałam z nim, wróciłam z kimś zupełnie innym, na szczęście. Odwróciłam się i spojrzałam na lokatego przywołując go ruchem ręki
-Mamuś, to mój chłopak Harry-przedstawiłam go kiedy stał obok. Na początku była lekko zdziwiona lecz później podała mu rękę
-Wchodźcie, wchodźcie-ocknęła się. Nie dziwić się, pojawiłam się znikąd, więc miała prawo być w szoku. Wprowadziła nas. Rozebraliśmy się i odstawiliśmy torby. Już nie mogłam doczekać się konfrontacji z osobami, kiedyś, mi najbliższymi. Zajrzałam do salonu. Jakby zastygli od ostatniego razu. Siedzieli dokładnie na swoich miejscach. Powoli wkroczyłam do środka z zeszklonymi ślepiami:
-Michell?-babcia nie dowierzając zbliżyła się-Dziecko, to ty-rzuciła mi się na szyję, tak samo jak i dziadek
-Tak bardzo mi was brakowało-nie wypuszczałam ich z uścisku-Przepraszam was,tak bardzo was przepraszam-łamiącym się głosem wyznałam...
Hejka! Wiem, krótki, ale mam dużo pracy i myślę, że nic więcej nie uda mi się dzisiaj dodać. Mam nadzieję, że się spodoba i nie będziecie źli.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Podoba mi się i nie jestem zła!
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział i taki wzruszajacy!!
<3
Cieszę się <3
Usuń^^ Pozdrawiam :*