poniedziałek, 17 listopada 2014

Rain of scars 1

Siedziałam na łóżku, krople deszczu biły okna nad moją głową i powoli po nich spływały. Wszędzie panowała cisza. Nie było nikogo, tylko ja i ciemność, dzięki której nie musiałam na nie patrzeć. Łzy spokojnie opuszczały moje oczy, serce biło powoli, oddech zwalniał. Tak brakowało mi szczęścia. Miałam tylko siedemnaście lat, tyle powinno być przede mną. Ale miałam wrażenia że przeżyłam już wszytko co najgorsze. To był koniec, oni odeszli, nie wrócą. Zostałam tylko ja i on. Bałam się. W każdej chwili mógł wrócić. Powtarzałam sobie: "Jeszcze tylko kilka miesięcy".
Stało się, trzasnęły drzwi wejściowe. Dom powoli oświetlał się z każdym przemierzonym przez niego pomieszczeniem. Wszedł i rozjaśnił mój "pokój". Podkuliłam nogi, strach już mnie nie ogarniał to było tylko przygotowanie:
-Dzisiaj masz farta-wyszedł i zgasił żarówkę. Zwróciłam głowę do góry i nadal obserwowałam ulewę. Nic nie było w stanie mnie zaskoczyć, przerazić. Zasnęłam.
Obudziłam się. Jak zwykle ledwo udało mi się wstać. Wzięłam prysznic w miejscu gdzie nie było nawet posadzki, tylko wylany cement i żwir. Otworzyłam prawie pustą szafkę i ubrałam się w to co miałam. Uczesałam się w niechlujny kok. Udało mi się nałożyć płaszcz i buty, postanowiłam odpuścić sobie czapkę i rękawiczki. Złapałam za plecak i cicho, aby go nie obudzić. W salonie na stole, co było normą, rozsypane były dragi i porozlewany alkohol. Westchnęłam i wyruszyłam. Padał deszcz, ale ja to lubiłam. Doskonale odzwierciedlał mnie. W pewnym momencie nie miałam siły dalej iść. Usiadłam na ławce w pustym parku. Spuściłam głowę, wstydziłam się siebie. Tamto miejsce było idealne na kryjówkę. Nagle obok pojawiła się postura mężczyzny w blond włosach,co było dziwne. Nie wiedziałam że komuś, oprócz mnie, przychodzi ochota  na spacery w taką ulewę. Zauważyłam go kątem oka. Nie zmieniałam pozycji. Odezwał  się:
-Piękna-miał anielski głos. Nie wiedziałam czy mówił do mnie, postanowiłam nie odpowiadać. Czułam jego wzrok na sobie-Też  ją kochasz?-zwrócił się do mnie. Nie wiem skąd ale zdawałam sobie sprawę o czym mówi
-Uwielbiam-wyszeptałam. Miałam wrażenie że znam ten głos. Postanowiłam, spojrzałam na niego. Ten nieziemski uśmieszek, zniewalające niebieskie oczy i idealnie ułożone włosy, znajome. Rozpromienił się na mój widok, spłoszona odwróciłam się. Na policzku poczułam dłoń, zwrócił mnie do siebie.  Nie miałam odwagi po raz kolejny spotkać jego wzroku
-Posłuchaj-zamknęłam oczy. Dźwięk roztrzaskiwanych o ziemię kropel deszczu składał się w piękną melodię. Przypomniała mi się moja ulubiona piosenka "Right now", oświeciło mnie. Luknęłam na niego, to on! Zamiast piszczeć i krzyczeć, ja...uciekłam. Tak właśnie uciekłam...Postanowiłam zacząć kolejne opowiadanie, mam nadzieję  że spodoba się <3 Oto setny post, tak tylko mówię ;) Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz