Idę ulicą mojego ukochanego miasta Wolverhampton. Wiele osób pyta mnie czy znam tego sławnego Liam'a Payne'a. Moja odpowiedz jest zawsze taka sama: "Tak, z wiedzenia". To prawda. Mijałam go nawet kiedy jeszcze nie zdobył kariery i milionów fanów, dlatego nigdy nie był dla mnie niczym nadzwyczajnym. Przyznam że to przystojny chłopak i nie pogardziłabym, ale nie gonię za nim jak połowa populacji nastolatek.
Stawiam powolne kroki, nigdzie się nie spieszę. Wpatruję się w chodnik, już tyle razy widziałam ten krajobraz, znudził mi się, a bruk jest ciekawszy. Nagle wpadam na kogoś, nie patrzę na kogo:
-Przepraszam, nie chciałam-i idę dalej. Siadam na ławce, nic mnie nie interesuje. Nagle słyszę śpiew, jakby anioła, gdzieś już słyszałam ten wokal. Odwracam się. Widzę otwarte okno niskiego domku nieopodal, to tam przebywa źródło tego talentu. Podchodzę, zaglądam do środka. Moje oczy spotykają postać Payne'a ,siedzącego na sofie i zapisującego wymyślany utwór do zeszytu. Przyglądam się jego skupieniu i przysłuchuję słowom. Na moment się zatrzymuje:
-Piękna-odzywam się, na co wręcz podskakuje z zaskoczenia
-Dziękuje-odkłada notes i ołówek, wstaje i zbliża się do mnie
-Nie chciałam podsłuchiwać, ale nie umiałam ominąć tak interesującego obiektu-rozbawiłam go
-Mnie?-przewróciłam oczami
-Nie twojego głosu-prostuję wypowiedz. On milknie na chwilę
-Kim jesteś?-nareszcie wraca do konwersacji-Tyle razy cię widziałem a nie potrafiłem o to zapytać-zachichotałam
-(T.I)-wystawiam dłoń
-Liam-ściska ją
-Skąd bierzesz pomysły na coś tak cudownego?-ciekawi mnie to
-Otoczenie mnie napawa-krzywię się
-To?-wskazuję kciukiem na teren za mną
-Tak-potwierdza
-Przecież tu nie ma nic szczególnego-opieram się o parapet
-Kiedyś też tak myślałem, ale kiedy opuściłem gniazdo, zrozumiałem ile warty jest dom-recytuje pełen pasji
-Dla mnie nadal to nic specjalnego-wzdycham
-Pokażę ci coś-zamyka okno. Oglądam jak zakłada kurtkę i zmierza w kierunku drzwi. Pojawia się obok-Chodź-łapie mnie za rękę i prowadzi-Widzisz to?-zatrzymuje się ze mną przed wielkim dębem
-Co? Drzewo?-nie rozumiem o co mu chodzi
-To nie jest takie zwykłe drzewo. To jest piękny owoc tego miasta, nie wszędzie takie zobaczysz-ma trochę racji, ale dla mnie to i tak za mało. Kolejne postoje coraz to bardziej przekonują mnie o niezwykłości miejsca w którym mieszkam od dziewiętnastu lat
-Wcześniej tego nie dostrzegałam-stwierdzam
-Ja też, aż do teraz-zbliża się do mnie
-Ty mnie nie znasz-nie kłamię
-Znam, nie od dziś jesteś obiektem mojego szczególnego zainteresowania. Jedyne czego nie wiedziałem to kim jesteś-bawi mnie
-Naprawdę?-żartuję sobie
-Kłamałem-śmieje się
-Co?-nie rozumiem
-To ty mnie inspirujesz do twórczości-całuje mnie delikatnie-Jednak jest tu coś szczególnego, ty.-ponawia pocałunek...
Jakie to piękne jest!
OdpowiedzUsuńAż chcę więcej