Wybuchnęliśmy śmiechem, upadł na kanapę. Pociągnął niechcący mnie za sobą, wylądowałam na jego torsie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Momentalnie spoważnieliśmy. Bałam się dalszego rozwoju wydarzeń...
***
Byliśmy w dość niezręcznej sytuacji. Chwilę pozostaliśmy w bez ruchu, miałam wrażenie że zbliżamy się do siebie. Ja nie umiałam. Odwróciłam głowę i wstałam. Ocknęliśmy się oboje:
-Ymmm. Może już się zbierzemy?-zaproponowałam
-Tak, jasne-zażenowany zaczął latać po pokoju
-Na sto procent wziąłeś wszystko?-zapytałam kiedy siedzieliśmy już w taksówce
-Tak, nie przejmuj się tak skarbie-objął mnie
-Gdzie zawieść młodą parę?-starszy mężczyzna wsiadł do samochodu i rozbawił nas. Spojrzeliśmy na siebie uhahani
-Na lotnisko-ledwo przez śmiech wydukał Lou. Po kilkudziesięciu minutach zajmowaliśmy miejsca w samolocie. Położyłam głowę na ramieniu chłopaka. Za wszelką cenę nie chciał żebym dowiedziała się gdzie się wybieramy. Zakrywał mi oczy i zatykał uszy, wariat jeden. Wylecieliśmy. Po dwóch i pół godzinie wylądowaliśmy. Kiedy wysiadłam uderzyła we mnie fala gorąca. Od razu poznałam te okolice, Grecja
-Żartujesz?-rozejrzałam się
-Nie-był wesoły
-O Boże!-wskoczyłam mu na ręce-Dziękuje! Ale nie musiałeś.-byłam pełna entuzjazmu ale miałam wyrzuty sumienia
-Chciałem, no chodź to jeszcze nie koniec podróży-zeszłam na ziemię i złapałam za walizkę
-Gdzie teraz?-zatrzymaliśmy się przy porcie
-O tam-wskazał na przecudowny jacht średniej wielkości
-Nie gadaj-bawił go mój zachwyt, ale on zwiedził już cały świat. Mnie Liam nawet nigdy nigdzie nie zabrał
-Wsiadaj-podał mi dłoń i pociągnął do siebie, na pokład. Bawiłam się świetnie w jego towarzystwie. Zapomniałam prawie o tym incydencie z Payn'em, nie wiem po co zmarnowałam z nim tyle czasu. Trafiliśmy na niejaką wyspę Mykonos. Mieliśmy zamieszkiwać największą i najpiękniejszą willę na wyspie. To było jak sen, nie mogłam w to uwierzyć. Rozpakowałam się w swoim pokoju, łajdak wziął najskąpsze rzeczy, zboczeniec. Kiedy to zobaczyłam:
-LOUIS! Co to ma do cholery być?!-weszłam do niego z bardzo krótkimi spodenkami w rękach
-Ymmm...Spodnie?-głupek
-No co ty? Szkoda tylko że wziąłeś tylko takie skrawki materiału-warknęłam, co wyraźnie go rozbawiło-Haha, idziemy na zakupy-rzuciłam w niego ubraniem
-Okej, ale na razie musisz włożyć to-jak dziecko
-Nie ma mowy-stwierdziłam
-Masz dusić się w kozakach w 40-sto stopniowym upale?-miał racje
-Cwaniak-wydusiłam pod nosem i zniknęłam za drzwiami łazienki. Ubrałam to coś i pokazałam mu się. Uśmiechnął się triumfalnie i zmierzył mnie wzrokiem
-Daruj sobie-minęłam go, jak się nie mylę zostałam dokładnie przeanalizowana od tyłu. Ruszył za mną. To chyba jego rekord, byliśmy od kilkunastu minut w nowym miejscu a on już zdążył mnie zdenerwować. Dotarliśmy do kilku sklepów. Kupiłam dużo,dużo rzeczy, bardzo ciężkich rzeczy, które oczywiście musiał nieść Tommo, ma karę, niech cierpi
-Możesz mi pomóc?-zapytał
-Skoro tak ładnie prosisz, nie. Masz za swoje Tomlinson. Warto było?-byłam pewna siebie
-Dla tego tyłeczka a i owszem-przewróciłam oczami. Zapowiadają się zboczone chwile z Panem zboczuchem...
"Niech cierpi" najlepszy tekst ever :*
OdpowiedzUsuń