***
Nie chciałem natomiast dać tego po sobie poznać. Dokończyłem naprawianie jej motoru i oddałem kluczyki
-Może zechciałabyś się ze mną spotkać?-zbliżyłem się
-Za wysokie progi na twoje nogi-minęła mnie
-Nie bądź taka-nie mogłem odpuścić
-Niby dlaczego?-nie wiedziałem o czym mówi
-Nie udawaj że nie zauważyłeś-odpaliła i założyła kask-Kasa leży na stole-odjechała. Ona widziała wszystko, mój najmniejszy ruch. Nie pasowała do tego, coś mi w tym wszystkim nie zgadzało. Ale była zbyt tajemnicza. Jedna wielka zagadka. Zabrałem się za swoje zajęcia, cały czas chodziła mi po głowie, nie mogłem o niej zapomnieć.
Wieczorem, właściwie około godziny 23.30, wyszedłem na mały spacer po mieście. Jak zwykle przemierzałem najkrótsze i najciemniejsze uliczki Londynu. Usłyszałem strzał, nie wystraszyłem się. Wręcz przeciwnie ruszyłem w tym kierunku. Z okna z pierwszego piętra wyskoczyła osoba ubrana na czarno. Schowałem się nieco za ceglaną ścianę. Spod kominiarki wystawały blond włosy, wywnioskowałem że to dziewczyna. Zdjęła nakrycie głowy. Była mało szczęśliwa, schowała pistolet, tak pistolet, do futerału i spojrzała w moim kierunku. Jej twarz przybrała kompletnie inny wyraz, wściekłości. Podeszła o wiele szybciej i złapała mnie za kołnierz, przywarła mnie do muru:
-Co ty tu do cholery robisz?-przez zaciśnięte zęby zapytała. Miała bardzo dużo siły jak na taką chudzinę
-Jestem na spacerze, a ty?-była zdezorientowana. Pewnie spodziewała się czegoś w stylu: "Nie rób mi krzywdy, już stąd uciekam.", ale ja się jej nie bałem, chociaż może trochę. Ledwo mogłem oddychać
-Wracaj do domu zanim coś ci się stanie-rozglądała się i dała mi trochę powietrza
-Nie. Nie mam zamiaru zostawić cię tu samej-złapała się za głowę
-Nie.-myślałem że zabije mnie tym kocim spojrzeniem
-Jak nie to nie, sama się stąd zbiorę-ruszyła a ja za nią-Odwal się! Nie masz pojęcia w co się pakujesz!-krzyknęła
-A ty?
-Co?!-wyglądała tak uroczo, a zarazem przerażająco denerwując się
-Czy ty wiesz w co się pakujesz? Przecież możesz z tego zrezygnować-spuściła głowę, jakby na moment się wyciszyła
-Dla mnie nie ma już ratunku-jej głos drżał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz