środa, 12 listopada 2014

Imagin Liam (sad)

Zaraz znowu wychodzimy na scenę, to już chyba nasz osiemdziesiąty koncert tej trasy. Nie znudzi mi się to nigdy, nigdy. Łapię oddech i wchodzę na scenę z moimi czterema najlepszymi przyjaciółmi. Jak zwykle śpiewamy skacząc po całej scenie. Na każdym występie rozglądam się dokładnie. Nigdy nie zobaczyłem czegoś innego niż: płacz, krzyk czy omdlenia. Dla mnie nadal to było niezrozumiałe że moja osoba może znaczyć tak wiele dla kogoś kto mnie nie zna, do tego nie można się przyzwyczaić. Jednak w drugim rzędzie spostrzegłem dziewczynę, była inna. Wyróżniała się z tłumu. Płakała, ale nie ze szczęścia, ze smutku. Stała bez ruchu i łgała, nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi. Podszedłem do Lou:
-Drugi rząd, miejsce dwudzieste ósme. Płacząca dziewczyna-zacząłem swoją solówkę. Tommo po chwili wrócił
-Wiesz o co chodzi?-przejął się równie co ja
-Nie mam pojęcia-zatrzymaliśmy się w jednym miejscu-Mam pomysł-wróciłem na drugi koniec sceny-Dziewczyno w drugim rzędzie na miejscu numer 28, możesz wejść do nas skarbie?-wszystkie spojrzenia spoczęły na niej. Wszystkie głosy ucichły. Chłopcy patrzeli na mnie jak na wariata. Ona wlepiła we mnie swoje smutne oczy i pokiwała twierdząco głową. Przepuszczono ją i po chwili stała obok. Nadal nie reagowała, nie ekscytowała się nami-O co chodzi?-szepnąłem
-Ja...ja po prostu wiem że już nigdy nie zobaczę mojego anioła i jest mi smutno-miała tak kojący głos, cały stres związany z występem, który towarzyszył mi za każdym razem, spłynął ze mnie
-Jakiego anioła?-nikt oprócz nas nadal się nie odzywał
-Ciebie-powiedziała to tak delikatnie, tak pięknie. Miała przepiękne zielone oczy, leczyły moje wszystkie rany
-Zostanę, zobaczysz mnie-przytuliłem ją. O moje uszy odbiło się jedno zbiorowe: Awwww... 
-Ty nie możesz, jesteś piosenkarzem. Ja jestem nikim, zwykłym balastem-była tak skromna, uczuciowa, delikatna. Moje serce zabiło mocniej
-Może jesteś balastem ale nie dla mnie, jesteś niewiarygodna-kruchutka postać brunetki uśmiechnęła się
-Dziękuje, nie zapomnę o tobie nigdy. Ale ty nie rozpamiętuj mnie-zeszła ze sceny i najprawdopodobniej  opuściła arenę. Zostawiła mnie w niesamowitym szoku, nie mogłem się skupić. Po występie wsiedliśmy do Tourbus'a i ruszyliśmy. Nagle w radiu usłyszałem:
"Szesnastolatka rzuciła się ze szczytu wieżowca w Londynie. Najprawdopodobniej było to spowodowane nagłą śmiercią jej matki. Na rękach miała powycinane żyletką słowa "Nie zapomnę cię nigdy, mój aniele. Będę nad tobą czuwać. Dziękuje że mogłam utonąć w twoich ramionach choć na moment" Nastolatka zabiła się tuż po koncercie znanego zespołu One Direction, wcześniej widziano ją na scenie z jednym z członków boysbandu. Nikt nie wie  o czym mówili..." Zamarłem. Łzy  zebrały się w moich oczach. Gdybym tylko wiedział, zaprzestałbym temu. Dlaczego ona? Dlaczego tak niewinna istota musiała zginąć? Dlaczego jej nie zatrzymałem? To moja wina. Chłopcy pocieszali mnie ale sami byli w szoku, więc niezbyt im to wychodziło. Płakałem całą noc, nie mogłem znieść myśli że już jej nie ma. Kilka dni później wytatuowałem sobie słowa które widniały na jej zwłokach. Teraz czuję że jest ze mną przez cały czas...

1 komentarz: