-Posłuchaj-zamknęłam oczy. Dźwięk roztrzaskiwanych o ziemię kropel deszczu składał się w piękną melodię. Przypomniała mi się moja ulubiona piosenka "Right now", oświeciło mnie. Luknęłam na niego, to on! Zamiast piszczeć i krzyczeć, ja...uciekłam. Tak właśnie, uciekłam...
***
Udało mi się dotrzeć do mojej szkoły. Zdjęłam mokrą kurtkę i odwiesiłam do szafki. Cały czas chodził mi po głowie ten blondyn. Dzień mijał szybko. Musiałam wrócić do domu. Ponownie szłam przez ten sam park. Doczłapałam się do mieszkania i posprzątałam ledwie ten cały bałagan. Usiadłam u siebie na łóżku i jak zwykle wpatrywałam się w okno u góry. Uwielbiałam ten dźwięk, miał rację-był piękny. Niesamowitość deszczu nie jest do opisania. To jedyna przyjemność mojego życia. Zastanawiałam się ile jeszcze muszę czekać na mojego oprawcę. Postanowiłam wyjść po ciemku na spacer, to nic by nie zmieniło i tak by mi to zrobił. Poszłam w to samo miejsce. Zauważyłam znajomą postać, jego. Spojrzałam mu w oczy, uśmiechnął się. Momentalnie odwróciłam się i powoli kroczyłam w przeciwną stronę. Na ramieniu poczułam dłoń:
-Zaczekaj-zatrzymał mnie. Spuściłam głowę-Jak masz na imię?-zapytał delikatnie
-J...Julia-jęknęłam. Nie ufałam nikomu, zwłaszcza komuś kogo nie znałam
-Niall-przedstawił się jakbym nie wiedziała jak się nazywa-Dlaczego uciekłaś?-nie wiedziałam co odpowiedzieć
-Ja...musiałam...do szkoły-jąkałam się. Zebrałam się w sobie i podniosłam wzrok, on skupiał uwagę na mnie
-Czy mogę ci coś pokazać?-wyciągnął do mnie rękę. Wahałam się. Stwierdziłam że mi i tak nie zrobi to różnic. Pokiwałam niepewnie głową twierdzącą. Zaprowadził mnie do jakiejś szklarni czy coś. Było nieziemsko, krople obijały się o każdą ściankę i spływały powoli. Nie umiałam unieść kącików ust, to za wiele. Rozejrzałam się i zamknęłam oczy:
-Tu jest pięknie-po raz pierwszy głośno się odezwałam. Nie puszczałam jego dłoni, to było jak sen. Wyobraziłam sobie tańczącą parę w ulewie, zawsze marzyłam aby przeżyć coś takiego. Deszcz zawsze kojarzył mi się z muzyką. Akurat rytm wybijany przez tamte warunki atmosferyczne przypominał mi piosenkę Birdy "People help the people", jedną z moich ulubionych. Zanuciłam ją cicho aby nie zagłuszać kropel. To była bajka
-Masz cudowny głos-czar prysł, przypomniałam sobie że to nie moja wyobraźnia. Wyrwałam mu się i spojrzałam na zegarek
-Ja już muszę...-ponownie uciekłam. Starałam się jak najszybciej dojść do domu. W miarę moich możliwości w czasie dotarłam. Zaraz po mnie rozległ się trzask drzwi. Wszedł do mojego pokoju:
-No to zaczynamy-łzy momentalnie napłynęły mi do oczu. Zrobił to, znowu. Bolało. Wyszedł, tak zwyczajnie zgasił światło i wyszedł. To było tylko jak kolejne zadrapanie, nic wielkiego, dla mnie...
TaDam! Oto rozdział drugi :3 Przepraszam że główną bohaterkę nazwałam moim imieniem, ale to opowiadanie jest mi szczególnie bliskie i nie umiałam wymyślić żadnego innego...Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz