niedziela, 16 listopada 2014

Ride or die 4

Uśmiechnąłem się na widok takiego ideału. Podeszła bliżej i nachyliła się nade mną w taki sposób że moje serce zaczęło bić. Zbliżyła swoją twarz do mojej, chciałem ją pocałować ale się odsunęła-A to dowód na to jak jesteś słaby, jeszcze musisz się tyle nauczyć-intrygowała mnie, ale nadal trochę żałowałem swojej decyzji...
***
-Ymmm...co mam robić?-to było zagadką
-Umiesz strzelać?-wypaliła
-Tak sobie-postanowiłem nie kłamać
-Czyli nie-stwierdziła. Usłyszalny był spory trzask nad nami. Od razu pobiegła do łazienki zostawiając mnie w strachu. Po niecałej minucie wybiegła już ubrana. Złapała za pistolet
-Co się dzieje?-zapytałem
-Zostań tu i nie wychodź, broń na stole.-wyszła przez to samo okno. Wziąłem do rąk nóż i czekałem. Usłyszałem dźwięk silnika jej motoru. Nie wiedziałem o co chodzi. To było dla mnie coś nowego. Po kilku godzinach  wróciła. Na jej twarzy widniał wielki siniec, a warga była przecięta
-Co ci się stało?-wstałem. Ona latała w tą i spowrotem zbierając rzeczy
-Nic. Musimy uciekać, jak najdalej. Mamy dwadzieścia cztery godziny, jeżeli nie znikniemy zabiją i mnie i ciebie-mówiła tak spokojnie, jakby to była normalna rzecz
-Co?! Dlaczego?!-łaziłem za nią
-Nieważne. Masz kogoś za granicą?-zastanowiłem się moment
-Tak przyjaciół w LA-złapała się za głowę
-Dobra. Lot mamy za cztery godziny-oznajmiła
-Skąd wiesz?-byłem przerażony
-Sprawdziłam wszystkie zanim wróciłam, jasnowidzem nie jestem. Możemy do nich wbić?-była zupełnie spokojna, ale tylko z zewnątrz, coś czułem że podświadomie się boi
-Zaraz zadzwonię-wyciągnąłem komórkę
-Nie ma mowy, nie możesz dzwonić ze swojego telefonu-wytrąciła mi urządzenie z ręki-Na stoliku w moim pokoju-wskazała na czarne drzwi. Wszedłem niepewnie do środka. Tam było inaczej, biało-różowo. Na ścianach  miała setki zdjęć tego samego chłopaka, blondyna. Postanowiłem nie być ciekawski i wybrałem numer do kumpla. Zgodził się bez żadnych pytań. Wróciłem do salonu. Siedziała z papierosem w ustach. Nie spodziewałem się tego po niej, nie wyglądała na taką
-Palisz?-jej wzrok nadal mroził krew w moich żyłach
-Nie.-jak zwykle zwięźle i na temat, bez żadnych rozwinięć
-Mogę?-próbowałem trochę się odstresować. Nic nie odpowiedziała,wręczyła mi fajkę-Już szykują miejsca
-Chyba im o mnie nie powiedziałeś?-zacząłem obawiać się jej zamiarów
-Powiedziałem-wściekła się i zaczęła latać po pokoju demolując wszystko
-Jak mogłeś?! Teraz będę musiała...Yhhh. Idiota-była w furii
-O co ci chodzi?-wstałem
-O nic. Lepiej już nic nie rób-próbowała się opanować-Twoje graty leżą tam-rzeczywiście w kącie na ziemi leżała torba pełna moich ubrań i dokumentów. Skąd ona to miała, skąd wiedziała gdzie mieszkam.  Nie wierzyłem że jest aż tak dobra w te klocki. Po kilku godzinach siedzieliśmy w samolocie. Nie chciała nikomu pokazać twarzy, w kapturze przemierzyła przez kontrolę i  inne formalności. Nie odzywała się do mnie. A ja nadal nie wiedziałem co się jej stało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz