Wchodzę do naszego domu, drzwi są otwarte. Szukam ukochanej na dole-pusta, w sypialni też jej nie ma, gościnne-zero. Widzę uchylone drzwi łazienki. Popycham je. Widzę plecy mojej dziewczyny. Odwraca się do mnie przodem. Trzyma się za nadgarstek, jest zapłakana. Wiem co zrobiła:
-Przepraszam-drżącym głosem odzywa się. Jestem przerażony. Zbliżam się. Wtulam ją w siebie. Zauważam zakrwawioną żyletkę na umywalce. Jestem przerażony-Dlaczego?-szepczę do jej ucha
-Nie daję sobie rady-wpada w histerię. Kiedy trochę się uspokaja sadzam ją na parapecie. W panice szukam apteczki. Przemywam i bandażuję jej rany. Cały czas mnie obserwuje ze łzami w oczach-Przepraszam-powtarza kilkukrotnie. Zanoszę ją na łóżko do sypialni
-Z czym nie dajesz sobie rady?-udaje mi się zatrzymać jej ryk
-Kiedy cie nie ma, ja nie wytrzymuję-stara się zachować spokój
-Przecież kiedy rozmawiamy mówisz że wszystko dobrze-trzymam ją mocno w ramionach
-Nie chciałam cię martwić, psuć kariery-wyjaśnia drżącym tonem
-(T.I. zdrobniale) kocham cię jak nikogo innego. Kamery, mikrofony, okładki gazet i pieniądze nie są ciebie warte, dla ciebie zrobiłbym wszystko-całuję ją w czoło
-Ja nie chcę, nie potrafię...-duka
-Czego?-nie rozumiem, jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem
-Żyć bez ciebie, trwać samotnie-nie mogę patrzeć na jej smutek, rozpacz w oczach
-Już nie będziesz musiała-szepcze jej na ucho
-Przepraszam-powtarza po raz setny
-Więcej mnie nie rań, nie rób sobie tego. To boli mnie z zdwojoną siłą. Nie umiałbym żyć bez ciebie. Jesteś dla mnie wszystkim, całym światem. Nie wytrzymam bez ciebie-tym razem ja płaczę-Błagam nigdy więcej...-chowam twarz w dłoniach. Czuję jak obejmuje mój tors
-Obiecuję, nigdy już tego nie zrobię-cicho składa przysięgę. Oboje jesteśmy roztrzęsieni. Nie tak miało wyglądać nasze spotkanie po trzech miesiącach. Moja księżniczka miała wpaść mi ramiona, oboje powinniśmy cieszyć się tą chwilą. Nie wyszło tak jak miało wyjść, ale najważniejsze że już jesteśmy razem, tu i teraz
-Kocham cię (T.I)-całuję ją namiętnie-Zawsze mów mi tylko prawdę, chcę wiedzieć o wszystkim. Zależy mi na tobie jak na nikim innym, nie okłamuj mnie. Zawsze cię zrozumiem, wesprę i nigdy nie opuszczę-recytuję prosto z serca
-Bez względu na wszystko?-ma jakby strach (?) w oczach
-Tak-potwierdzam. Widzę że chce mi coś powiedzieć, definitywnie obawia się-Kochanie o co chodzi?-podnoszę jej podbródek i zmuszam do kontaktu wzrokowego
-Bo to nie wyłącznie przez rozstanie to zrobiłam...-jej prześliczne oczy napełniają się łzami. Milczę, nie chcę jej przerywać-Lou, bo ja...ja...-jąka się-Ja jestem w ciąży-płacze. Ja uśmiecham się szeroko
-Skarbie, to wspaniale-mówię czule
-Nie, no bo my nie jesteśmy małżeństwem i ty masz wyjazdową pracę, a ja jestem młodsza od ciebie i moi rodzice...-ponownie ryczy jak mała dziewczynka
-To wszystko nieważne-przerywam jej-Kochamy się, to jest najważniejsze-ocieram jej poliki i całuje delikatnie-To wspaniała wiadomość-wtulam ją w siebie i szepcze.
*Rok później

Od czego by tu zacząć? Od miesiąca oficjalnie jesteśmy rodzicami, do tego podwójnymi. Taaak...trochę byliśmy zaskoczeni na porodówce, ale dlaczego nie? Do odważnych świat należy. Przystopowałem z karierą. W końcu mam teraz żonę (tak już żonę :D ) i dwójkę dzieci (nadal nie wiem jak lekarz mógł wcześniej nie zauważyć Lizay'i i Nahre'go). (T.I) rzeczywiście dotrzymuje obietnicy. Kocham ją jak nikogo innego. Żyjemy sobie powolutku, nigdzie się nie wybieramy. Jesteśmy tylko my, tu i teraz...Cześć! Taka niespodzianka! Zaczęło się smutno, skończyło żartobliwie :D Tak wiem jestem chora XD Ale mam nadzieję że to pomieszanie z poplątaniem się spodoba ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Te imiona "Lizay" oraz "Nahry" to idiotyzm, ale wpadło więc... :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz