-Powiesz mi o co chodzi?-znowu byłam z nim twarzą w twarz
-Ja...ym...nie-jąkał się. Coś mi mówiło że to się źle dla mnie skończy...
***
-Dobra, sama się dowiem-złapałam za torbę i wyszłam z mieszkania. Musiał pobiec za mną:
-Alice! Przestań nic się nie dzieje!-krzyczał
-Dobrze, sprawdzę-przyśpieszyłam. Dorównywał mi kroku, próbował jeszcze kilka razy mnie zatrzymać ale byłam nieugięta. Kiedy dotarliśmy Louis został przed domem. Ja swoim kluczem otworzyłam drzwi i wkroczyłam do środka. W korytarzu stały czerwone szpilki, nie moje. Gul mi skoczył. Cicho pomgnęłam po schodach na górę. Stanęłam w drzwiach sypialni. W moich oczach pojawiły się łzy. Wybiegłam. Minęłam zdenerwowanego Tommo i poszłam swoją drogą. Nie chciałam z nim rozmawiać ale zmusił mnie do tego:
-Lic nie płacz-złapał mnie za rękę ale się wyrwałam
-Jak mogłeś mi nie powiedzieć?! Jak mogłeś go kryć?!-krzyczałam, spuścił głowę-Fajnie wiedzieć! Nie szukaj mnie-zostawiłam go samego na ulicy. Wtedy naprawdę nie wiedziałam gdzie iść. Miałam pustkę w głowie. Tamtej nocy spałam na ulicy za jakąś starą kamienicą, na starym materacu. Było okropnie. Bałam się, ale byłam zbyt wykończona. Kiedy otworzyłam oczy nie było mojej torby, został tylko mój telefon komórkowy który trzymałam pod głową. Westchnęłam głośno. Przetarłam oczy i stwierdziłam że muszę chociaż na chwilę wrócić do domu. Wstałam i bocznymi uliczkami przemierzyłam połowę miasta. Dotarłam. Przez okno weszłam do swojego pokoju. Wcześniej zauważyłam że matka śpi pijana na sofie na dole. Wzięłam prysznic i przebrałam się w coś świeżego. Wysuszyłam włosy. Spakowałam nową torbę, wzięłam wszystkie swoje pieniądze i opuściłam ponownie dom. Zastanawiałam się: "Co teraz?". Nie miałam wyboru, musiałam zwrócić się do Lou. Co dziwne nie rozpaczałam za Liam'em, wtedy szczerze go nienawidziłam. Otworzył mi drzwi, wyraźnie mu ulżyło:
-Alice, jak dobrze że nic ci nie jest-chciał mnie przytulić ale odepchnęłam go
-Nie, jeszcze nie teraz.-zrozumiał, nie spierał się. Wpuścił mnie do środka-Dzięki, jak tylko znajdę pracę odciążę cię-odstawiłam wielką torbę
-Dobrze wiesz że możesz zostać jak długo chcesz-usiadł obok mnie na sofie. Skuliłam się w kłębek-Jak się trzymasz?-parsknęłam śmiechem
-Jak można się czuć kiedy matka uważa cię za latawicę, chłopak zdradza, a najlepszy przyjaciel okłamuje? Jak myślisz?-spuścił głowę
-Nie okłamywałem się-ponownie mnie rozbawił
-Wcale, tylko go kryłeś. Tak po przyjacielsku, czyli nie zależy ci tak na mnie jak na nim-zbliżył się
-Al, zrobiłem to tylko po to abyś nie cierpiała. Nie chciałem wtrącać się w to. Nie miałem zamiaru tak prosto z mostu powiedzieć ci że cie zdradza-wściekłość mnie przepełniała
-Wyglądam ci na smutną, cierpiącą?!-wstałam
-A ty co byś zrobiła na moim miejscu?-stanął ze mną twarzą w twarz. Miał rację. Też nie poinformowalabym go tak po prostu. Nie musiał długo czekać
-Przepraszam-objął mnie. Jakby mało tego zadzwonił dzwonek. Tomlinson poszedł otworzyć. W wejściu pojawił się Payne, wtem coś we mnie pękło. Dopiero wtedy poczułam prawdziwy ból...
-Lic nie płacz-złapał mnie za rękę ale się wyrwałam
-Jak mogłeś mi nie powiedzieć?! Jak mogłeś go kryć?!-krzyczałam, spuścił głowę-Fajnie wiedzieć! Nie szukaj mnie-zostawiłam go samego na ulicy. Wtedy naprawdę nie wiedziałam gdzie iść. Miałam pustkę w głowie. Tamtej nocy spałam na ulicy za jakąś starą kamienicą, na starym materacu. Było okropnie. Bałam się, ale byłam zbyt wykończona. Kiedy otworzyłam oczy nie było mojej torby, został tylko mój telefon komórkowy który trzymałam pod głową. Westchnęłam głośno. Przetarłam oczy i stwierdziłam że muszę chociaż na chwilę wrócić do domu. Wstałam i bocznymi uliczkami przemierzyłam połowę miasta. Dotarłam. Przez okno weszłam do swojego pokoju. Wcześniej zauważyłam że matka śpi pijana na sofie na dole. Wzięłam prysznic i przebrałam się w coś świeżego. Wysuszyłam włosy. Spakowałam nową torbę, wzięłam wszystkie swoje pieniądze i opuściłam ponownie dom. Zastanawiałam się: "Co teraz?". Nie miałam wyboru, musiałam zwrócić się do Lou. Co dziwne nie rozpaczałam za Liam'em, wtedy szczerze go nienawidziłam. Otworzył mi drzwi, wyraźnie mu ulżyło:
-Alice, jak dobrze że nic ci nie jest-chciał mnie przytulić ale odepchnęłam go
-Nie, jeszcze nie teraz.-zrozumiał, nie spierał się. Wpuścił mnie do środka-Dzięki, jak tylko znajdę pracę odciążę cię-odstawiłam wielką torbę
-Dobrze wiesz że możesz zostać jak długo chcesz-usiadł obok mnie na sofie. Skuliłam się w kłębek-Jak się trzymasz?-parsknęłam śmiechem
-Jak można się czuć kiedy matka uważa cię za latawicę, chłopak zdradza, a najlepszy przyjaciel okłamuje? Jak myślisz?-spuścił głowę
-Nie okłamywałem się-ponownie mnie rozbawił
-Wcale, tylko go kryłeś. Tak po przyjacielsku, czyli nie zależy ci tak na mnie jak na nim-zbliżył się
-Al, zrobiłem to tylko po to abyś nie cierpiała. Nie chciałem wtrącać się w to. Nie miałem zamiaru tak prosto z mostu powiedzieć ci że cie zdradza-wściekłość mnie przepełniała
-Wyglądam ci na smutną, cierpiącą?!-wstałam
-A ty co byś zrobiła na moim miejscu?-stanął ze mną twarzą w twarz. Miał rację. Też nie poinformowalabym go tak po prostu. Nie musiał długo czekać
-Przepraszam-objął mnie. Jakby mało tego zadzwonił dzwonek. Tomlinson poszedł otworzyć. W wejściu pojawił się Payne, wtem coś we mnie pękło. Dopiero wtedy poczułam prawdziwy ból...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz