Jestem wycieńczona, siedzę tu od kilku dni. Jest ciemno, zimno, wilgotno. Mam zaschniętą krew na nogach, rękach, brzuch. Ból nie ustaje. Liny obcierają moje kończyny. Na sobie mam tylko top i krótkie spodenki. Nade mną świeci się lampa. Słyszę kroki, nadzieja wraca. Próbuję się odezwać nie mam siły, stukam nogami o panele. Ktoś zbliża się coraz bardziej. Drzwi się otwierają, unoszę głowę. Widzę chłopaka z burzą loków na głowie. Jest przerażony, nie mogę nic powiedzieć. Podbiega. Rozwiązuje liny splątane wcześniej na moich kostkach i nadgarstkach. Ulga przychodzi od razu. Powróciło czucie. Nadal nie mogę wstać, lokaty coś mówi ale nie potrafię skupić na tym uwagi. Bierze mnie na ręce. Wynosi z budynku, kładzie na tylnym siedzeniu samochodu. Jedzie, nie wiem dokąd. Zatrzymujemy się po kilkunastu minutach. Ponownie ciąże na jego ramionach. Zauważam willę, piękny budynek. Zmierza ze mną do środka. Posadził mnie na blacie w łazience. Byłam jakby w jakimś transie, jakbym się naćpała. Nie zwracałam uwagi na to co dzieje się wokół. Wycieńczona, to mnie opisuje. Lata obok mnie przykładając waciki do ran. Nadal go nie słucham, czuję że mną trzęsie. Nie umiem skupić uwagi. Układa mnie na łóżku. Zasypiam.
*Oczami Harold'a
Byłem przerażony, znałem mojego kumpla ale nie wiedziałem że jest zdolny posunąć się aż tak daleko. Nie mówiła, nie kontaktowała. Wyssano z niej całe życie. Spała spokojnie, nawet się nie porusza. Co moment sprawdzam czy żyje, boję się o nią. Nie budzi się dwie doby. Nareszcie trzeciego dnia otwiera oczy kiedy akurat przy niej jestem. Podnosi się o własnych siłach. Rozgląda się po pokoju, zatrzymuje się na mnie
-Kim jesteś?-pyta
-Harry-jej źrenice się powiększają, odsuwa się ode mnie
-Błagam nie rób mi nic-boi się. Nie wiem o co chodzi. Co ten dureń jej nagadał?
-O co chodzi?-troskliwym tonem pytam
-Wiem że to twój znajomy, mówił mi-nie zmienia wyrazu twarzy
-Ja nic ci nie zrobię, obiecuję. Ja go tylko znam, ale nie mam nic wspólnego-wyciągam do niej dłoń. Zastanawia się długo, po chwili delikatnie ją ujmuje-Chodź opatrzymy te wszystkie rany-prowadzę ją do łazienki Zostawiam na moment w samotności aby mogła wziąć kąpiel. Wracam i daję czyste ubrania, zakłada je. Bandażuję prawie połowę jej ciała. Czuję nienawiść do tego drania, pomimo że nie znam tej dziewczyny:
-Jak masz na imię?-nie wytrzymuję
-(T.I)-odpowiada. Powoli zaczyna się ze mną oswajać. Zjada bardzo dużo, pije litrami, nie dziwię się. Siada ze mną na sofie. Chcę wiedzieć:
-Opowiedz. Jak?-spuszcza wzrok
-Porwał mnie do tego miejsca. Rozebrał, zgwałcił, ubrał w tamto. Znęcał fizycznie kilka dni, groził, nie karmił. W końcu opuścił, opowiadał o tobie i o innych. Twierdził że nic nie znaczę, dla niego byłam tylko szmatą do podłogi. Później znalazłeś mnie ty-recytuje bez emocji, widać że cierpi-Skąd wiedziałeś że tam jestem?-spojrzała mi w oczy
-Ja...On planował coś takiego. Odradzałem, ale nie słuchał. Kiedy wyjechał zacząłem szukać. W końcu trafiłem w dziesiątkę-rzekłem. Nagle wtuliła się we mnie
-Dziękuję, że nie jesteś taki jak on-nie puszcza-Ty mnie nie krzywdzisz-dokańcza
-I nigdy nie będę...-odpowiadam.
Ah...piękne
OdpowiedzUsuń