***
-Jak...?-jej mina była bezcenna
-Próbuję cię poznać, nie dajesz mi tego zrobić po dobroci więc sam działam. Dlaczego nie chcesz się otworzyć? Przecież wiem że nie jesteś taka. Co takiego się wydarzyło w twoim życiu?-myślałem że tak do niej dotrę
-Powiedz czego ty się tak boisz?-nie zamierzałem po raz kolejny odpuścić
-Tego że znowu coś stracę!-krzyczała ale w jej głosie słychać było drżenie. Nie mogłem uwierzyć własym oczom, na jej poliku widniała ŁZA, łza! Miała uczucia
-Jak to?-usiadłem obok
-Normalnie, nie chcę znowu cierpieć-cichła. Nareszcie coś o sobie mówiła. Cieszyłem się niezmiernie. Jednak nie byłem zbyt szczęśliwy z tego co opowiadała. Próbowałem ją objąć ale wstała-Wyjdź, nie chcę rozmawiać. I tak już za dużo powiedziałam-sama się tuliła. Wiedziałem że nie mogę ponownie się jej posłuchać
-Nie! Powiedziałaś za mało! Nie mogę tak żyć!-krzyczałem jej prosto w twarz, była wyraźnie zaskoczona-Czy ty nie rozumiesz że robisz sobie krzywdę?! Bez żadnego powodu się kryjesz!-Miała łzy w oczach, chyba przesadziłem
-Bez powodu?-nie dowierzała-Jak możesz?-zacisnęła pięści-Dorastałam w patologii! Moi rodzice się zaćpali! Zaopiekował się mną brat, wciągnął mnie w to bagno, przeze mnie go zabili! A ty do mnie mówisz że tak po prost gram?! Wiesz co? Ja nigdy nie jestem wystarczająco dobra.-wyszła zapłakana. Trzask drzwi uświadomił mi jak wielki błąd popełniłem. Żałowałem, nie powinienem tego mówić. Musiałem to naprawić. Wybiegłem z pokoju, minąłem chłopaków którzy zapewne zmierzali do mnie aby zapytać o co chodzi. Nie było jej na dole, w ogrodzie, nigdzie. Przemierzałem drogę do centrum. Nie mogłem jej znaleźć. Zastanowiłem się. Gdzie mogła być? Gdzie poszedłbym ja w takiej sytuacji? Oświeciło mnie. Mogłem od razu na to wpaść. Od razu ruszyłem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz