sobota, 29 listopada 2014

Imagin all 1D

***
Zanim przeczytacie ten post, proszę, błagam, włączcie tu obok sobie utwór "Right now".  Zapewniam że doda to klimatu i będzie się czytać zdecydowanie lepiej :* Błagam jeszcze raz!
***

Kim jestem?-Jedną z was, zwykłą dziewczyną, directionerką. Oni?-Oni są moim życiem, całym światem. Bawią mnie, sprawiają że czuję się wyjątkowa. Codziennie wysłuchujemy negatywnych komentarzy na nasz lub ich temat, ale to tylko nas wzmacnia. Nie ważne od kiedy są naszymi idolami, wszystkie kochamy ich tak samo. Każdego dnia z ust najbliższych słyszymy że to tylko chwila zachwytu, przelotna fascynacja. Mimo to trzymamy się przy swoim. Naszym głównym celem jest spotkanie ich, tylko to, nic więcej.  Wystarczyłoby nam pięć sekund: 1. Nie dowierzanie 2. Serce przyspiesza 3. Nie można złapać oddechu 4. Dochodzi to do głowy 5. Mdlejesz. Tak to wygląda, ale to nic, to i tak nasze marzenie. Cieszy nas najmniejszy sukces, najgłupsza statuetka i najzwyklejsza koszulka z ich twarzami.  Tak mało nam potrzeba...Ale doskonale wiemy że wszystko ma swój koniec, oto mój własny:

-Córcia wstawaj!-usłyszałam głos mojej rodzicielki. Zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół. Ciepłe mleko z płatkami już na mnie czekało
-Dzień dobry-zaspana przywitałam rodziców buziakiem w policzek
-Witaj córciu-tata podał mi pudełko z kokardą na szczycie
-Co to?-jeszcze nie do końca się obudziłam
-Skarbie, dzisiaj twoje piętnaste urodziny-oznajmiła mi mama
-A no tak-przypomniałam sobie. Otworzyłam pudełko, w środku znajdował się perfum "You and I"  i płyta "Four", cieszę się niezmiernie-Dziękuję! Jesteście niesamowici-rzuciłam im się na szyję. Po chwili ekscytacji odłożyłam podarunek na bok i zajmuję się jedzeniem
-Kochanie, my jedziemy na moment na miasto, wrócimy za godzinkę, może dwie!-krzyknęli z korytarza. Uniosłam kciuk do góry. Rozległ się trzask zamykanych drzwi. Włączam telewizor wiszący kiedyś na ścianie. Przełączałam kanały, zatrzymałam na typowo informacyjnym programie. Zgłośniłam: "Wczorajszego wieczoru o godzinie 19.38, rozbił się samolot w okolicach Nowego Jorku. Pasażerami, między innymi, byli członkowie sławnego boysbandu ONE DIRECTION (!). Niestety nikt nie przeżył strasznego wypadku lotniczego..." Ja...zamarłam. Łyżka wypadła mi z dłoni. To był koszmar, nie tylko mój.Łzy zebrały się w moich oczach. Na początku nie wierzyłam, moje  serce biło z niewyobrażalną szybkością, nie mogłam oddychać, doszło to do mnie, zemdlałam. Obudziłam się w salonie na sofie, nade mną wisieli rodzice
-Błagam powiedz że to był tylko zły sen-mój głos już drżał
-Niestety nie-podniosłam się na równe nogi. Obserwowali co robię. Zatrzymałam się w jednym punkcie. Wpadłam w szał pomieszany z histerią. Zaczęłam krzyczeć, płakać, demolować pokój,  nie panowałam nad sobą. Próbowali mnie zatrzymać, na marne. Wtedy miałam w sobie ogromną siłę. Czułam jakby ktoś odebrał mi całe szczęście, tak było. To dla nich żyłam, to dla nich uczyłam się tylu rzeczy. Po nic, skończone. Jednym słowem: ROZPACZ! Miałam dziurę w sercu, nic nie było w stanie jej zapełnić. Uspokoiłam się. Teraz cierpiałam w środku. Usiadłam na swojej pościeli, łzy tępo spływały po moich polikach. Wszystko co z nimi związane przelatywało mi przed oczami. Moja cała osobowość umarła z nimi, zginęła. "My goldfish is dead!", "She's mine", "Vas hapenin?!", "Potato!", "At the end of the die", "My sombrero!", "Energy juice!", "Do the filck", "Kevin!", "Jimmie protested!" i wiele innych przypominało mi się, wtedy lekki uśmiech witał na mojej twarzy. Na zmianę śmiałam się i ryczałam. Łgałam cały dzień do ich piosenek. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Świat, tak bez ostrzeżenia, tak zwyczajnie mi się zawalił. Dla mnie to był koniec.
Dzisiaj?-Dzisiaj żyję normalnie, ale nie jak kiedyś. Pomimo że minęło już tyle lat, ja nadal mam wszystkie te plakaty, zeszyty i płyty. Codziennie o nich myślę. Nadal są tu w środku, w moim sercu i na zawsze w nim pozostaną. Łza zakręci się w oku kiedy o nich pomyślę. Urodziny już mnie nie cieszą. Nic nie jest w stanie wypełnić tej luki we mnie. Muszę żyć dalej, ale bez nich. Wiedziałam że nie jestem w tym sama. Miliony osób, na całym świecie opłakiwały ich ze mną. Głęboki oddech, nie mogę już histeryzować. Okazało się że to nie było tylko przelotne zauroczenie, to była miłość. Tak bardzo pragnęłam tych pięciu sekund, ale nie tak miały one wyglądać. To sprawia mi największy ból-już nigdy ich nie zobaczę...




Tak wiem, smutne, ale prawdziwe. Może niekoniecznie ten motyw śmierci, ale taki przykład mi się nasunął. Starałam się wam przypomnieć jak wiele dla nas znaczą, jak bardzo ich kochamy :3 Mam nadzieję że spodoba się wam i skomentujecie <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. o matko, poryczałam się :( no nic, mimo że smutny to idealny. Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się że podoba ci się <3 Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń