-Co?!-wyglądała tak uroczo, a zarazem przerażająco denerwując się
-Czy ty wiesz w co się pakujesz? Przecież możesz z tego zrezygnować-spuściła głowę, jakby na moment się wyciszyła
-Dla mnie nie ma już ratunku-jej głos drżał...
***
-Chodź ze mną-nalegałem
-Mówię ci odejdź stąd!-zawzięta była
-Nie!-była wściekła
-Daj spokój! Nie chcesz w to wchodzić! Odwal się!-dlaczego tak bardzo mnie do niej ciągnęło?
-Jesteś chory! Zostaw mnie, już nas obserwują-jej wzrok zabijał
-Proszę, chcę być taki jak ty-nie wiedziałem jak do niej dotrzeć, byłbym w stanie powiedzieć wszystko
-Jesteś za delikatny-rozbawiłem ją na moment
-Ty też-skrzywiła się-Daj mi chociaż spróbować-spuściła głowę z głupim uśmieszkiem na twarzy
-Tu nie ma prób ani drugich szans-stwierdziła
-I tak tego chcę-spojrzała na jedno z okien w górze
-Dobra, ale chodź już stąd-zaskoczyła mnie. Po chwili znaleźliśmy się w jakimś zaułku. Stał tam jej motor. Wsiadła i ruchem głowy kazała mi zrobić to samo. Jechała z niesamowitą prędkością. Dotarliśmy do jakiejś opuszczonej kamienicy poza miastem. Schowała maszynę za jakieś kraty. Obeszliśmy budynek. Otworzyła małe okienko przy samej ziemi. Weszła do środka, ja za nią. Stanąłem w mieszkaniu, tam żyła. Wszytko było czarno-biało-szare. Odłożyła pistolet na stół, z butów wyciągnęła jeszcze kilka narzędzi. Stałem jak wryty. Nie do końca wiedziałem w co się pakuje. Obserwowała mnie bardzo dokładnie
-Możesz jeszcze się wycofać i wyjechać-szydziła ze mnie
-Dobrze, ale tylko z tobą-zniknął ten jej cały uśmieszek
-Nie umiesz jeszcze nic, będzie ciężko-ściągnęła kombinezon i odwiesiła do na wieszak
-Naucz mnie-pogrążałem się nieświadomie
-Dlaczego tak ci na tym zależy?-myślałem że wie
-Nie zależy mi na tym, tylko na tobie-zbliżyłem się
-Jestem tego częścią czyli chcąc mnie pragniesz też tego. Naprawdę nie warto-przekonywała
-To dlaczego to robisz?-chyba przytłaczały ją moje pytania
-Nie twój interes. Ostatnia szansa na odejście-pokiwałem głową na nie-A więc proszę-wzięła nóż i rzuciła w moim kierunku, ledwo co udało mi się schylić aby uniknąć ataku-Od tego się zaczyna, bądź czujny zawsze i wszędzie-wyszła do nieznanego mi miejsca. Westchnąłem głośno. W co ja się wmieszałem?-zadałem sobie pytanie. Dotarło do mnie jak wiele straciłem i poświęciłem. Już nie było ratunku, to koniec. Rozejrzałem się trochę po salonie, wszędzie schowana broń i skrytki dookoła. Ona myślała o najgorszym i ubezpieczała się na wszelki wypadek. Usiadłem na kanapie i czekałem około godzinę. Wyszła z mokrymi włosami i owinięta tylko ręcznikiem. Uśmiechnąłem się na widok takiego ideału. Podeszła bliżej i nachyliła się nade mną w taki sposób że moje serce zaczęło bić. Zbliżyła swoją twarz do mojej, chciałem ją pocałować ale się odsunęła-A to dowód na to jak jesteś słaby, jeszcze musisz się tyle nauczyć-intrygowała mnie, ale nadal trochę żałowałem swojej decyzji...
KOCHAM, wielbię i nw co jeszcze. Boże Święty jesteś niesamowita :3 pisz tak dalej, bo wszystkie twoje opowiadania są nieziemskie ^^ Pozdrówka
OdpowiedzUsuń