sobota, 1 listopada 2014

Little Sweet Angel 11

Wróciłem do salonu. Nie wiedziałem gdzie miałbym spać. Więc zwyczajnie położyłem się na sofę i zasnąłem.
***
*Perspektywa Michell
Obudziłam się w swoim łóżku, co było dziwne. Byłam wykończona, zmarnowana. Humor w dalszym ciągu mi nie dopisywał. Podniosłam się do pozycji siedzącej, rozejrzałam się po pokoju i westchnęłam głośno. "Jednak to nie był tylko koszmar"-pomyślałam. Zwlekłam się spod kołdry. Weszłam do łazienki, spojrzałam w lustro. Chciało mi się płakać, wyglądałam okropnie. Na mojej twarzy widniały liczne siniaki, rozcięta warga i  na brzuchu bandaże. Musiałam żyć dalej. Nie mogłam się załamać, w końcu to nie był pierwszy raz kiedy oberwałam. Wzięłam prysznic, uczesałam włosy w kok, nałożyłam na siebie puder aby zamaskować sińce i ubrałam się. Jeszcze raz niechętnie obejrzałam swoje odbicie i zeszłam na dół. Myślałam że lokaty domyślił się że mam pokoje gościnne, ale jednak pomyliłam się. Spał na kanapie skulony  kłębek. Był tak wysoki że nie mieścił się. Wiedziałam że ból pleców go nie ominie. Zaśmiałam się pod nosem i postanowiłam, chociaż trochę, wynagrodzić mu wszystko dobrym posiłkiem. Zrobiłam naleśniki z czekoladą i truskawkami. Postawiłam danie na stole i postanowiłam obudzić śpiocha. Na celu miałam radosne przywitanie, pomimo mojego przybicia. Skradałam się pomału do niego. Uklękłam przed jego twarzą i już miałam zamiar krzyknąć "Dzień dobry!" kiedy niespodziewanie złapał mnie za ręce i położył mnie na sobie śmiejąc się donośnie
-Witam królewnę-tak uroczo się uśmiechał, starałam się podzielić jego euforię
-Cześć królewiczu.-przytuliłam się-Wiesz że mogłeś położyć się w gościnnym?-wypuścił powietrze z płuc
-Teraz już tak-tym razem naprawdę rozbawił mnie swoim zrezygnowanym tonem
-Dziękuje-szepnęłam
-Dla ciebie wszystko-wiedziałam że to mój szczery i najlepszy przyjaciel
-Zrobiłam śniadanko-usiadłam na nim, chyba nie tak jak powinna przyjaciółka ale cóż. Dopiero po chwili zorientowałam się na jakiej części jego ciała się znajduję. Skrępowana wręcz zeskoczyłam z niego i stanęłam na prostych nogach
-Ej!-udawał obrazę ale jego dołeczki nadal były widoczne-Nie martw się możesz powtarzać to częściej-miał cwańsko się szczerzył
-Haha-wypowiedziała i rzuciłam w niego poduszką-Chodź już lepiej-ruszyłam do kuchni a on za mną. Na widok posiłku oblizał usta
-Mmmymm...Jakie pyszności-usiadł na krześle i złapał za widelec
-Smacznego-nalałam sobie wody
-Ty nie jesz?-zapytał
-Ja jadłam wcześniej-skłamałam. Szybko pochłonął kilka naleśników. Byłam zaskoczona jego możliwościami. Kiedy on zajadał się ja poszłam do salonu i wzięłam do rąk gitarę. Postanowiłam trochę pograć. Dołączył do mnie zielonooki
-Grasz?-uniósł brwi
-Nie trzymam ją dla ozdoby-z sarkazmem powiedziałam. Zrobił głupią minę-Gram od małego dziecka-zaczęłam wykonywać mój ulubiony utwór...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz