poniedziałek, 10 listopada 2014

Whisper my name 13

 Najpierw byłam zapłakana, za trzy sekundy roześmiana. Jeden wielki misz-masz. Sama nie nadążałam nad sobą, a co dopiero inni. Poszłam się odświeżyć. Ubrałam piżamę, Harreh pomógł zmienić mi pościel i położyliśmy się wspólnie do łóżka. Ulżyło mi, kamień spadł mi z serca. Ale to co wydarzyło się rano przeszło moje najśmielsze oczekiwania...
*** 
Niestety w złym znaczeniu. Nade mną stali rodzice. Myślałam że dostanę zawału. Mieli wrócić następnego dnia. Ojciec wskazał na drzwi, posłusznie przerażona wstałam i pomgnęłam na dół do salonu. Usiadłam na sofie i poczekałam aż dołączą. Bałam się, bałam się jak cholera:
-Kto to?-dość spokojnie zapytała matka
-Mój-no właśnie. Kto? Chłopak czy przyjaciel?-chłopak-postanowiłam
-Wiesz my wiemy jak wygląda Zayn, a on nim nie jest-kontynuowała
-Rozstałam się z nim-cały czas miałam spuszczoną głowę
-To masz refleks jak już jest kolejny!-podniosła ton
-Nie krzycz-szepnęłam 
-Jak mam nie krzyczeć jak moja córka puszcza się z pierwszym lepszym napotkanym chłopakiem?!-myślałam że uszy mnie mylą. Popatrzałam na nią ze łzami w oczach. Tego nie można było się spodziewać:
-Jak możesz?! Harry to nie jest jakiś tam chłopak!-jej mina  przyjęła zupełnie inną postać-To niesamowity chłopak! Szczery, uczuciowy, kochany! Nie waż się jeszcze raz go obrażać, a przynajmniej nie w moim towarzystwie!-stanęłam w progu tyłem już do nich-A!-zwróciłam się do nich twarzą-Wcale z nim nie spałam-ściszyłam ton i wybiegłam. Zaskoczeni? Każdy najpierw pomyślałby o obrazie swojej osoby, ale ja już się do nich przyzwyczaiłam. Harold był dla mnie ważniejszy, nie miała prawa go wyzywać od byle jakich. Wróciłam do niego. Siedział przy otwartych drzwiach na łóżku
-Wszystko słyszałeś?-zapytałam
-Tak-odpowiedział-Przepraszam, nie chciałem być powodem twoich kłótni z rodzicami-usiadłam mu na kolanach
-Nie jesteś, to normalne. Często tak jest-chyba wyczuł że kłamię
-Może ja już pójdę?-puściłam go. Ubrał się i stanął obok okna
-Oszalałeś?-odciągnęłam go
-Nie. Dlaczego?-otworzył je
-Chcesz się zabić?-usiadł na parapecie i złapał się rynny
-Umrę szczęśliwy-zjechał na niej jak na rurce na placu zabaw. Rozbawił mnie
-Kocham cię!-wykrzyczałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz