Nadszedł kolejny dzień życia w cieniu sławnej siostry. Zwlekłam się z łóżka , wykonałam rutynowe czynności poranne i ubrałam w coś odpowiedniego na letnią porę roku. Rozpuściłam swoje długie blond włosy i zeszłam na dół. Jak zwykle siostrzyczka siedziała na kolanach swojego chłoptasia przy stole. Niestety rodzice wyjechali na wczasy do Europy z okazji dwudziestej rocznicy. Musiałam ją znosić całymi dniami:
-Cześć-parsknęłam pod nosem i podeszłam do lodówki
-Hej-bez emocji odpowiedziała. Złapałam za sok i upiłam łyk prosto z kartonu
-Młoda, może pójdziesz dzisiaj na nasz koncert? Wiem że masz dzisiaj urodziny-odezwał się sam Harry Styles, tak ten Styles wokalista zespołu One Direction, mdleję, yhhh. Mina jego dziewczyny wyrażała za razem: zazdrość, zaskoczenie, złość. Postanowiłam to wykorzystać
-Bardzo miło z twojej strony Hazz-nienawidziła kiedy go tak nazywałam, uważała że to takie jej-że pamiętasz tą datę, własna siostra potrafi zapomnieć-obrzuciłam ją wściekłym spojrzeniem-Oczywiście, z chęcią wybiorę się tam z wami-kipiała złością, byłam zachwycona tym widokiem-O której mam być gotowa?-postanowiłam podgrzać atmosferę
-O 20-oznajmił
-Okej, to ja lecę. Będę gotowa punktualnie-opuściłam dom. Byłam wniebowzięta, nareszcie wygrałam bitwę z siostrą, niech poczuje mój ból. Cały dzień chodziłam sobie uliczkami Atlanty. Nie interesowało mnie nic, nie przejmowałam się ludźmi, czasem, zmartwieniami. Żyłam wolno, nareszcie. Około 18.30 wróciłam. Chciałam jak najbardziej zirytować Zare. Wystroiłam się i pomalowałam lekko rzęsy. Zeszłam na dół gdzie czekała na mnie "słodka" (do przesady) para. Zmierzyli mnie wzrokiem. Loczek wydał się zadowolony, moja urocza siostrzyczka natomiast nie. Zacisnęła zęby i wtuliła się mocniej w zielonookiego:
-Jedziemy?-zapytałam
-Jasne-Harry otworzył przed nami drzwi najpierw domu, następnie limuzyny. W środku długiego samochodu siedziała reszta zespołu. Wcześniej nie miałam "przyjemności" ich poznać. Jeden wydał się sztywny, drugi zamulony, trzeci głupkowaty (pewnie mnie za to znienawidzicie), tylko jeden sprawiał wrażenie normalnego. Miał na imię L-lou-Louis? Jeszcze nie do końca wiedziałam. Zajmowałam miejsce obok tego całego Neila, czy jak mu tam. Siedziałam cicho, kiedy oni bawili się w najlepsze, prócz tego nudziarza. Wyskoczyli wręcz z pojazdu przed samą areną nawet nie czekając na mnie. Tylko Lou podał mi rękę kiedy wysiadałam:
-Dziękuje, chyba tylko ty mnie nie ignorujesz-zaczęliśmy powoli kroczyć ku drzwiom
-Nie mógłbym nie zwrócić uwagi na tak niesamowitą dziewczyną-zaśmiałam się
-Rzeczywiście jestem niesamowicie przyćmiona blaskiem tej "niezwykłej" siostry-miał tak piękny uśmiech i oczy i włosy, nie STOP! Ogarnij się!-myślałam
-Nie uważam żeby była jakąś niezwykłością, ale za to ty masz w sobie to coś-jak przystało na gentelmana wpuścił mnie pierwszą
-Przestań, bo się rumienię-rzeczywiście poróżowiałam
-Nie szkodzi, tak wyglądasz jeszcze uroczej-zatrzymaliśmy się przed garderobą
-Powodzenia na koncercie-mrugnęłam do niego, minęłam go i ruszyłam dalej
-Nie dziękuje-tylko usłyszałam. Usiadłam za kulisami. Normalnie nie interesował by mnie ich występ, ale Louis przykuwał moją uwagę. Zachowywał się inaczej, nie zgrywał gwiazdora. Nie uważał się za innego, lepszego. Był prawdziwy.


Obserwowałam go. Miły, szczery, zabawny, kochany, troskliwy, przyjacielski, kontaktowy, przystojny i mogłabym tak mówić bez końca. Z każdą chwilą utwierdzał swoją idealność. Zeszli ze sceny. Ponownie Harold zapraszał mnie do limo ale powiedziałam że się przejdę, moja siostra nawet się nie przejęła. Spokojnie kroczyłam przez ulicę. Nagle na biodrach poczułam dłonie, szybko odwróciłam się. Był to Lou, zaśmialiśmy się:-Jak ci się podobało?-moje serce zabiło mocniej kiedy złapał mnie za dłoń
-Szczerze to oglądałam tylko ciebie, reszta mało mnie obchodzi-nie miałam zamiaru owijać w bawełnę
-Miło mi-powoli szliśmy
-Wiesz że kiedy się stresujesz masujesz się po lewej ręce?-spojrzał na mnie zaskoczony
-Jeszcze nikt tego nie zauważył, jesteś pierwsza-zachichotałam
-Sama tak mam-rozbawiłam nas
-Dobrze wiedzieć-nie przerywał śmiechu. Świetnie się rozumieliśmy. Odprowadził mnie pod same drzwi. Przystanęliśmy w progu. Prawdopodobnie nikogo jeszcze nie było gdyż światła nadal były zgaszone. Oboje trzymaliśmy się za lewe ręce. Musiało wyglądać to zabawnie kiedy oboje szuraliśmy po własnych łokciach w tym samym czasie:
-Chyba czas się pożegnać-stwierdziłam
-Niestety, ale zobaczymy się jutro-rozpromieniłam się-Wpadnę po ciebie o 10-pocałował mnie w policzek. Odszedł. Zapowiadał się dobry początek nowej znajomości...
Hej! Mam nadzieję że spodoba się wam. Jeżeli chcecie abym napisała drugi rozdział tego imagina poproszę o 5 KOMENTARZY :) Jeżeli nie to zostawiam to w takiej postaci :>
Świetne, Prosimy o dalszą część :)
OdpowiedzUsuń